
Feministka (wulg.) - osoba rozwiązła seksualnie, lewacka propagandystka, przeciwniczka rodziny i propagatorka homoseksualizmu. Osoba stanowiąca zagrożenie dla tradycyjnych wartości i stosunków społecznych, niespełniona życiowo, aspirująca do męskich ról, lobbująca na rzecz niekorzystnych zmian w prawie. [Patrz też: maniera, moda, fanaberia].
Jeśli istniałby konserwatywny słownik wulgaryzmów, takie hasło z powodzeniem można by do niego dołączyć. "Feministka" pojawia się w debacie zawsze wtedy, kiedy trzeba kogoś delikatnie poszturchać, obrazić, skojarzyć z lewicowymi poglądami, oskarżyć o działania przeciwko dobru Polek.
– Zastąpiła Żyda, pedała i komunistę – uważa Sylwia Chutnik.
Winne nawet śmierci w Sosnowcu Nie tak dawno Krystyna Pawłowicz mówiła w Sejmie: "tragiczna śmierć Madzi jest efektem stylu życia, który propagują feministki". Zarzucała im też "propagowanie filozofii totalnego luzactwa" i "brak uczuć".
Agnieszka Jucewicz
dziennikarka "Wysokich Obcasów"
"Feministki rujnują kobiety" – przekonywała publicystka cytowana przez "Gościa Niedzielnego". "Feministki w każdym programie mówią, że rodzina jest passe" – mówiła w ostatnim programie "Tomasz Lis na żywo" pisarka Beata Stanisławczyk.
Także podczas debaty po Kongresie Kobiet i sporu wokół "Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej", "feministki" używano jako hańbiącej obelgi.
"Kongres Kobiet z Nowicką na czele jawi się jako zjazd ideologiczny jednej opcji, podczas której polskie feministki będą walczyć z rodziną, z posiadaniem dzieci przez kobiety. Przypomina to zjazdy członków PZPR, podczas których wychwalano jedną słuszną ideologię" – pisał anonimowy autor w serwisie Fronda.pl.
Do chóru włączyła się nawet Małgorzata Rozenek, "Perfekcyjna Pani Domu", która obwiniała je za to, że w polskich mieszkaniach panuje bałagan. Bo sprzątanie według "TYCH kobiet" nie jest dostatecznie "cool".
Prztyczek w nos Dla Sylwii Chutnik, prezeski Fundacji MaMa i feministki, takie reakcje to nic nowego. Jak przyznaje, z pejoratywnym odbiorem tego określenia, spotyka się od samego początku swojej działalności.
– Strach przed feministkami widać ze strony bardzo różnych środowisk – konserwatywnych i lewicowych, biznesowych, literackich.
Jesteśmy atakowane ze wszystkich stron. Nikt nas nie lubi, a przecież jesteśmy szalenie sympatyczne – śmieje się. Chwilę później, już poważnie, wylicza jednak listę zasług feministek.
Jej zdaniem, to dzięki temu, że w Polsce działają już od połowy XIX wieku, kobiety mogą dziś liczyć na prawo głosu, powszechną edukację, prawo do pracy i szereg praw pracowniczych, takich, jak to, że kobieta w ciąży nie może zostać zwolniona.
– A mimo to feministyczne postulaty często sprowadzone są do poziomu całowania w rękę i sprzątania w domu – niepokoi się Sylwia Chutnik. – Myślę, że w wielu przypadkach to po prostu próba obrony tych, dla których nasze postulaty ekonomiczne mogą być niebezpieczne. "Może i macie rację, ale nie sprzątacie". Taki prztyczek w nos – mówi.
1. Feminizm zabił w kobietach kruchość i delikatność, każąc nam ścigać się z mężczyznami na rynku pracy!
2. Przez feministki mężczyźni z nami walczą, zamiast nas zdobywać!
3. Feminizm dyskryminuje żony i matki.
4. Feministki powinny reprezentować moje interesy, a... ja nie wiem, o co im chodzi!
5. Feminizm wmawia mi, że jestem ofiarą (a mój mężczyzna oprawcą)?!
6. Kobiety osiągnęły już naprawdę wiele, a feministki nie chcą się wycofać!
7. Feminizm rozleniwił mężczyzn, zmienił ich w nieodpowiedzialnych chłopców, na których kobiety nie mogą polegać.
CZYTAJ WIĘCEJ
Nie jestem feministką, ale... Od feminizmu jakiś czas temu odżegnała się nawet Monika Olejnik. Ale "feministka" brzmi źle nie tylko w medialnych debatach. Wiele kobiet, które nie udzielają się w życiu publicznym, także mają do tego określenia negatywne nastawienie. Tak, jak Anna Kamczycka, jedna z gospodyń domowych, które wystąpiły w "perfekcyjnym" show TVN. Poproszona przez nas o komentarz do słów Małgorzaty Rozenek, powiedziała: "nie jestem zwolenniczką tych feministycznych wypowiedzi. Uważam, że praca gospodyni domowej to naprawdę wspaniała rzecz".
Tuż przed Kongresem Kobiet, do premiera trafił z kolei list pań, które domagały się, by środowisk kobiecych nie identyfikować jedynie z feministkami. W przełamaniu lodów nie pomogło nawet to, że na Kongresie pojawiła się Anna Komorowska, dotychczas postrzegana jako przedstawicielka "normalnych" Polek – matka i do niedawna także gospodyni domowa.
Feministka burzy świat Takie podejście nie dziwi socjologa i specjalisty od retoryki Jacka Wasilewskiego. – Generalnie uważamy że jesteśmy bardzo rodzinni, deklarujemy, że te wartości są dla nas najważniejsze. Feministka burzy to, z czym nam jest dobrze i dlatego jest zagrożeniem – przekonuje. – Jeśli jest przeciwko przemocy domowej, to burzy ład, w którym nikt nie powinien sie wtrącać w nasze sprawy, albo że każdy powinien nieść swój krzyż. Jeśli jest za równouprawnieniem, to burzy ład, w którym mężczyzna jest głową, a kobieta szyją. I tak dalej – mówi.
Jacek Wasilewski przypomina, że polskie społeczeństwo nadal jest patriarchalne. – W jego obronie oczernia się feministkę, stawia się ją jako przeciwieństwo dla normalnej kobiety. Dlatego mówi się, że nie goli nóg, nie dba o siebie, nie lubi mężczyzn – przekonuje socjolog i dodaje, że wszystko to wynika ze źle zrozumianych argumentów. – Feministki uważają, że kobieta konstruuje się tak, żeby dobrze wyglądać w męskich oczach. Dlatego domagają się, żeby kobiety miały prawo układać życie tak, żeby to im, a nie mężczyźnie było wygodnie. Część osób widzi w tym zaburzenie.
Jeśli spojrzy się na debatę publiczną, nasuwa się jeszcze jeden wniosek. Podział na "feministki" i "inne kobiety" wpisuje się idealnie w granice wyznaczone do tej pory w męskim świecie. I tak: "feministka" zaczyna być tożsama z "samicą leminga". "Kobieta" – z mieszkanką "ciemnogrodu". Ale może ten podział to cena. Bo jeśli równy status, to na wszystkich frontach.
