
Lawina krytyki spadła na posłów opozycji za poparcie projektu ustawy o podwyżkach dla parlamentarzystów, prezydenta i władz samorządowych. Z tego powodu z członkostwa w PO zrezygnował poseł Tomasz Cimoszewicz. Zrobił to również burmistrz Kłodzka. "Z pełną świadomością składam dziś rezygnację z członkostwa w Platformie Obywatelskiej RP" – napisał na Facebooku Michał Piszko. W rozmowie z naTemat wyjaśnia, dlaczego nie chce być dłużej w tej partii.
REKLAMA
Czytam komentarze pod Pana postem na Facebooku. Ludzie gratulują, piszą, że dobrze Pan zrobił, że zrezygnował z członkostwa w PO. Jak Pan odbiera ten odzew?
Jestem zaskoczony taką reakcją i ilością gratulacji i polubień. Ale to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem, wysyłając pismo do przewodniczącego koła miejsko-gminnego w Kłodzku z moją rezygnacją z członkostwa w Platformie Obywatelskiej.
Po 17 latach członkostwa w PO.
Tak, związałem się z PO, gdy miałem 20 kilka lat. Jako członek PO przeżyłem przygodę w resorcie zdrowia przy Jakubie Szulcu, w Radzie Miejskiej w Kłodzku i teraz drugą kadencję jestem burmistrzem. Startowałem z własnego komitetu, ale przy poparciu PO. W ostatnich wyborach zdobyłem prawie 68 proc. poparcia. Do 21-osobowej Rady Miasta z mojego komitetu dostało się 16 osób. Klub PiS ma tylko 4 radnych. Mimo, że przed wyborami przyjechało do Kłodzka 5 ministrów z premierem Morawieckim na czele, by wspierać mojego konkurenta.
Złożenie rezygnacji było moim krzykiem rozpaczy i zdegustowania. Bo ileś można się tłumaczyć za górę, która podejmuje tak nieracjonalne decyzje? Nie widziałem innego wyjścia. W prostych, żołnierskich słowach: Daliśmy ciała na całej linii. Koniec kropka.
Długo Pan się zastanawiał?
Już w piątek poinformowałem wąskie grono kolegów, jakie mam zamiary. Czekałem jeszcze do wtorku, co będzie po posiedzeniu Zarządu Krajowego PO. Ale tam nie podjęto żadnych konkretnych decyzji. Wtedy zdecydowałem się definitywnie złożyć dokumenty i wydać oświadczenie.
Jaka była reakcja? Próbowali Pana zatrzymać?
Były rozmowy, na zasadzie "Poczekaj jeszcze". Ale uważam, że w tym momencie nie ma już co czekać.
W piątek i sobotę miałem kilkanaście telefonów i z 10 esemesów od wyborców z Kłodzka.
Na ich ogrodzeniach jeszcze niedawno wieszaliśmy banery wyborcze, i podczas wyborów prezydenckich, i parlamentarnych, i jeszcze wcześniej do PE. Ludzie byli zdegustowani zachowaniem posłów KO. Panie z Uniwersytetu Trzeciego Wieku, który działa w Kłodzku, były strasznie zawiedzione.
Chwilę przed telefonem do pani, wyszła ode mnie osoba z Kłodzka, która była zaangażowana w kampanię Rafała Trzaskowskiego. Padły niecenzuralne słowa, że opozycja dała się w ten temat wmanewrować.
Co Pan mówi mieszkańcom?
Nie jestem w stanie wytłumaczyć tego wyborcom. Tu, na dole, ciężko jest wytłumaczyć się przed ludźmi. Nie masz argumentów. Możesz tylko przeprosić. Jedyną opcją, którą uznałem za słuszną, było złożenie rezygnacji.
Sytuacja jest nie do wytłumaczenia w żaden sposób naszemu elektoratowi. To był straszny błąd. W zasadzie polityczne samobójstwo. Nie negocjuje się z ludźmi, którzy na co dzień łamią konstytucję i prawo, wprowadzają różnego rodzaju dziwne procedury, niefunkcjonujące do tej pory w naszym państwie. Nie doprowadza się do sytuacji, w której krytykuje się poszczególnych ministrów lub cały rząd, a chwilę później chce się im przyznać wynagrodzenia o kilkadziesiąt procent wyższe.
To się w głowie nie mieści. Tego nie powinno być. Uważam, że kierownictwo PO dało się wpuścić w maliny. Nawet nie znajduję na to określenia.
Co Pan poczuł, gdy usłyszał, że posłowie opozycji poparli ten projekt?
Zawód. I straszną, straszną złość, że coś takiego się dzieje. Wtedy jeszcze nie miałem wiedzy, że to były rozmowy z prezydium Sejmu, że przedstawiciele poszczególnych klubów brali w tym udział.
Nie kwestionuję, że wynagrodzenia, powinny być wyższe. Że uposażenie powinno być przewidziane dla Pierwszej Damy, ale to nie jest czas i nie miejsce na to. W momencie, gdy dostajemy dane z GUS, że PKB poleciało w dół 8,2 proc. Gdy widzimy co się dzieje wokół, że PKB większych gospodarek też leci na łeb, na szyję.
Słyszę od kolegów, którzy pracują w różnych firmach, że mają ograniczone wynagrodzenia, odebrany samochód służbowy. Wszędzie widać redukcje. Tym bardziej niezasadne było głosowanie za takim projektem ustawy. Takich decyzji w tym momencie się nie podejmuje. I nie z takimi partnerami.
To był moment, gdy czara się przelała? Czy już wcześniej myślał Pan o odejściu z PO?
Wtedy przelała się czara. Wcześniej, gdy pojawiła się kandydatura Rafała Trzaskowskiego na prezydenta był taki powiew świeżości, entuzjazm. Zresztą Rafał Trzaskowski był u nas w Kłodzku przed ciszą wyborczą, przyjechało wielu mieszkańców powiatu, było wspaniale.
Wybory zostały przegrane, ale na tej podstawie można było budować kolejne rzeczy. A w tym momencie, jednym pociągnięciem, przekreślasz wszystko, co zostało zbudowane przez trzy tygodnie przez Rafała Trzaskowskiego.
Posłowie przepraszali potem, przyznali, że to był błąd.
Tak. Ale to jest za późno. Nie tędy droga. Przepraszam, że użyję takiego określenia, ale z terrorystami politycznymi się nie negocjuje. W tym momencie układanie się z panem Terleckim i wchodzenie w buty, które szyje prezes Kaczyński, było kompletną głupotą. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, co się działo w głowie kierownictwa partii, że zdecydowali się na takie rozwiązanie. Dobrze, że ten błąd został naprawiony w Senacie.
Rozważyłby Pan ewentualny powrót do partii?
Nie. Dwa razy do tej samej rzeki się nie wstępuje. Jeżeli będzie jakaś ciekawa inicjatywa, ruch społeczny oparty na samorządach, a nie ukrywam, że liczę na działanie osób związanych z prezydentem Warszawy, to z chęcią bym się w taki ruch zaangażował.
Po moim oświadczeniu o rezygnacji pojawiły się spekulacje, że będę szedł do PiS-u. Stanowczo temu zaprzeczam. Nie ma takiej opcji. To nie jest moja bajka i nie mój świat. W polityce nie powinno się mówić "nigdy", ale w tym przypadku mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nigdy nie wstąpię do partii Prawo i Sprawiedliwość lub innej frakcji po stronie prawicy.
Uważam, że to co robi ten rząd jest naganne. Zadłużają samorządy, pogłębiają dług publiczny, łamią wszelkie zasady, które były ustalone po 1989 roku. Na to mojej zgody nie ma.
Zapytam jeszcze o samą podwyżkę. Samorządowcy również skorzystaliby na tej ustawie. Pan także otrzymałby wówczas podwyżkę.
Tak, ale jak powiedziałem to nie jest czas na to i nie z takim partnerem. Sam, gdy zostałem burmistrzem w 2014 roku i "odziedziczyłem" zadłużoną gminę na prawie 50 mln zł długu, poprosiłem o obniżenie mojego wynagrodzenia z 12,4 tys. zł brutto na 8 635 tys. zł. Takie wynagrodzenie miałem przez dwa lata.
Gdy udało nam się wyprowadzić gminę na prostą, wtedy radni podnieśli moje wynagrodzenie do 11 700 zł brutto, ze wszystkimi dodatkami. To trwało do czerwca 2018 roku. Wtedy weszły w życie systemowe zmiany związane z obniżeniem wynagrodzeń samorządowców. Od lipca 2018 roku mam pensję w wysokości 10 476 zł brutto.
Co mówią inni samorządowcy? Słyszał Pan, by ktoś jeszcze również zareagował jak Pan? Wcześniej z członkostwa w PO zrezygnował poseł Tomasz Cimoszewicz.
Ci, z którymi rozmawiałem, też uważają, że to nie był czas i miejsce. Nie słyszałem o innych podobnych przypadkach, ale w rozmowach telefonicznych z kolegami burmistrzami, wójtami, widzę, że są też takie tendencje. Tylko każdy widocznie czeka na rozwój wydarzeń. Ja już nie chciałem czekać.
