Finał sprawy ks. Jana A. z filmu braci Sekielskich.
Finał sprawy ks. Jana A. z filmu braci Sekielskich. Fot. screen ze strony YouTube.com / Sekielski

Od tej historii rozpoczynał się pierwszy film Tomasza i Marka Sekielskich o pedofilii w Kościele "Tylko nie mów nikomu". 39-letnia Anna Misiewicz postanowiła po latach odwiedzić swego oprawcę. Ks. Jana A. spotkała w Domu Księży Emerytów w Kielcach, gdzie jesień życia spędzał otoczony troskliwą opieką zakonnic. Sprawą duchownego zajęła się prokuratura, postępowanie zostało jednak umorzone.

REKLAMA
Czytaj także: "Podniosłem rękę na przestępców, którzy przebrali się w sutanny". Sekielski o pracy nad filmem o pedofilii w Kościele

Biskup na pogrzebie pedofila

Zacznijmy od tego, że ks. Jan A. nie żyje. Zmarł w marcu, mając 85 lat. Jak zauważa kielecka "Gazeta Wyborcza", po śmierci ks. Jana kuria nie wydała w tej sprawie specjalnego komunikatu, jak robi to zazwyczaj, gdy umierają duchowni z diecezji. Informacja znalazła się tylko w aktualizowanym wykazie zmarłych księży.
W uroczystościach pogrzebowych ks. Jana A. uczestniczył biskup kielecki Jan Piotrowski. Zdecydował się na udział w nich, choć jasne jest, że duchowny miał na sumieniu czyny pedofilskie. Rzecznik kurii tłumaczy gazecie, że taki jest zwyczaj, iż biskup pojawia się na pogrzebie każdego księdza z diecezji. – Trudno byłoby robić w tym przypadku jakiś wyjątek – stwierdza ks. Mirosław Cisowski.
ks. Mirosław Cisowski
rzecznik kieleckiej kurii

Być może w tym przypadku biskup brał pod uwagę także to, że każdy jest grzesznikiem, może być nawet wielkim grzesznikiem, ale jest też prawo miłosierdzia, które przeważa.

Na filmie ksiądz Jan do wszystkiego się przyznał. Mało tego, duchowny - nie wiedząc, że jest nagrywany - potwierdził, że wykorzystywanych dziewczynek było więcej.
Ania miała wtedy zaledwie 7 lat. Ksiądz Jan doskonale ją pamiętał, mimo iż minęło ponad 30 lat. Pamiętał choćby to, że "była grzeczna". "Masturbował się ksiądz moimi rękami" – przypomina na nagraniu dorosła już kobieta. "Często odprawiam msze święte za te osoby, które skrzywdziłem" – zapewniał duchowny w odpowiedzi.

Prokuratura o sprawie ks. Jana A.

Oczywistym jest, że w związku z tym, iż ks. Jan A. nie żyje, śledczym nie pozostało nic innego, jak umorzyć postępowanie. Decyzja zapadła niedługo jego śmierci. Jednak w uzasadnieniu nie ma mowy o zgonie duchownego. Znaleziono inne podstawy prawne.
logo
Ania i ks. Jan A., który wykorzystywał ją seksualnie, do czego przyznał się na nagranej konfrontacji. Fot. screen ze strony YouTube.com / Sekielski
Po pierwsze - sprawa czynów pedofilskich dokonanych względem Anny Misiewicz przedawniła się. Po drugie - prokuraturze nie udało się znaleźć innych poszkodowanych.
– W zakresie, w którym mieliśmy ujawnioną pokrzywdzoną (chodzi o Annę – przyp. red.), śledztwo zakończyło się umorzeniem z powodu przedawnienia. Co do czynów pozostałych, czyli podejrzenia, że były jeszcze inne ofiary, zostało umorzone z powodu braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie przestępstwa. Nie zdołaliśmy ujawnić żadnej osoby, która byłaby takimi czynami pokrzywdzona – informuje w rozmowie z "Wyborczą" Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
Na filmie "Tylko nie mów nikomu" ks. Jan A. mówił skrzywdzonej dziewczynce, dziś dorosłej kobiecie, że szkoda, iż nie przyszła wcześniej, zanim trafił do Domu Księży Emerytów, bo... "może wtedy by jej to jakoś wynagrodził".