Pracownicy hoteli muszą przestrzegać wielu nakazów reżimu sanitarnego
Pracownicy hoteli muszą przestrzegać wielu nakazów reżimu sanitarnego Fot . Tomasz Niesłuchowski / Agencja Gazeta

O koronasceptykach nie chcących zakładać maseczek w sklepach już słyszeliśmy wielokrotnie. Okazuje się, że również i innym branżom tacy delikwenci dają się we znaki. W większości obiektów hotelarskich pracownicy muszą przekonywać "buntowników", że trwa pandemia. Czasem dochodzi do absurdalnych sytuacji w drugą stronę. O wszystkim opowiedzieli mi hotelarze.

REKLAMA

"Blisko 80 procent ankietowanych potwierdziło, że trudne rozmowy związane z prośbą o dostosowanie się do wymogów reżimu sanitarnego zdarzają się w obiektach kilka razy w tygodniu. Goście buntują się i nie chcą zastosować do regulaminu. Najczęściej chodzi o zakładanie maseczki i dezynfekowanie rąk podczas meldunku" – czytamy w raporcie platformy Noclegi.pl.

Hotele w czasach pandemii

Przypomnijmy, że na początku kwietnia z powodu pandemii rząd zamknął hotele i inne miejsca noclegowe. Miesiąc później obiekty znów zostały otwarte, ale z szeregiem obostrzeń. Hotelarze odetchnęli z ulgą, bo bez gości nie mogli funkcjonować. Teraz nie mogą narzekać na brak klientów, ale ci opornie przystosowują się do nowych realiów.

Kiedy jesteśmy na wczasach, zwykle odcinamy się od mediów i wpadamy w błogi nastrój. Nie tak trudno zapomnieć o koronawirusie, który w Polsce rozgościł się na stałe i nie odpuszcza. Leżąc na plaży, czy na spacerując w lesie nikt nam mandatu nie wlepi.

Jednak wchodząc do ośrodków noclegowych powinniśmy dostosowywać się do rządowych wytycznych. Moi rozmówcy przez kilka minut wymieniali, jak dwoją się i troją, by wszystko zdezynfekować, wyprać, przewietrzyć i dostarczyć środków bezpieczeństwa i ostrożności, które większość turystów i tak ma w nosie.

Fot. Piotr Skornicki / Agencja Gazeta

Polscy turyści nie noszą masek

Bez maseczek chodzą głównie młodzi - tak do 50-tki. – Kiedy zwracamy im uwagę, tylko się uśmiechają lub mówią, że zapomnieli. Im człowiek starszy, tym bardziej dba o swoje zdrowie – mówi mi Kazimierz Noszka z Kazikowej Kuźni w Białce Tatrzańskiej. – Co parę metrów wiszą u nas płyny dezynfekujące, ale prawie nikt z nich nie korzysta. Bardzo rzadko robię dolewki – dodaje.

– Młodzi wypoczywają tak, jak przed pandemią. Wspólnie się bawią, dzieci biegają, żadnych zahamowań. Być może dlatego tak się zachowują, bo wiedzą, że pomieszczenia są ozonowane, a klimatyzatory są wyposażone w bakteriobójcze lampy UV – zastanawia się Noszka.

Kolejna moja rozmówczyni jest z "żółtej strefy": Zakopanego. – Wszyscy nasi pracownicy noszą cały czas maseczki. Jednak przeważająca większość polskich turystów wchodząc do budynku nie zakrywa twarzy. Kiedy mieliśmy gości z Anglii lub Hiszpanii, ogólnie osoby innej narodowości, to dosłownie wszyscy mieli maseczki. U Polaków panuje totalne zapomnienie, a z rozmów kuluarowych wynika, że wielu nie wierzy w pandemię – przyznaje Ewa Matyga, właścicielka Monte House Apartments.

Mamy nawet w sprzedaży zestawy z żelem i maseczką, jednak od początku lipca sprzedaliśmy tylko jedną sztukę. Pojemniki z płynem dezynfekującym powinnam wymieniać codziennie, ale robię to rzadziej, bo niemal nikt z nich nie korzysta. Pomimo tego, że są ustawione na każdym kroku, a na wejściu nie da się ich nie zauważyć.

Ewa Matyga

Właścicielka Monte House Apartments

W hotelach nie ma już szwedzkich stołów, tylko cateringi. – Mniej więcej 90 proc. gości spożywa śniadania w apartamentach, a nie w restauracji. Trudno jednak powiedzieć, czy wolą jeść samemu, czy po prostu nie chcą się zakazić. To się na pewno zmieniło – mówi i dodaje na koniec, że niemal wszyscy przerzucili się na też na płatność kartą - gotówki praktycznie nie ma w obrocie.

Fot . Tomasz Niesłuchowski / Agencja Gazeta

Jamnik z maską na pysku

Goście hoteli potrafią też przeginać w drugą stronę. Obawiają się koronawirusa tak bardzo, że chcą być obsługiwani niczym w laboratoriach zajmujących bronią biologiczną.

– Są też tacy klienci, którzy mocno przesadzają z dbaniem o higienę np. chcieliby, by klucze do pokoju czy pilot do garażu były w sterylnym woreczku, a pościel i ręczniki zafoliowane. Tak, by sami mogli je rozpakować. Oczywiście w miarę możliwości staramy się do tego dostosować – mówi Robert Ziółek, prezes Polskiego Centrum Deweloperskiego.

Raz przyszła do nas pani z jamnikiem, który... też miał maseczkę. Była zbliżona wyglądem do kagańca, ale bardziej zakrywała nos i pysk. Pies mógł jednak bez problemu oddychać. Pani była przekonana, że jej pupil może przenieść koronawirus liżąc różne rzeczy. Mało tego - kiedy wchodziła do apartamentu, to myła psu łapy, by nie wniósł czegokolwiek do środka.

Robert Ziółek

prezes Polskiego Centrum Deweloperskiego

Mój rozmówca zauważa tendencję do rosnącej popularności aparthoteli, gdyż goście nie mają do czynienia z innymi osobami. Nie ma w nich bowiem typowej dla hoteli części wspólnej, więc maleje ryzyko zakażenia się.

– Wciąż są przypadki, kiedy osoby przed pobraniem kluczy stosowały się do procedur, ale później już nic sobie nie robiły z nałożonych na nas wymogów, bo "nigdy nie mieli do czynienia z tą chorobą". W takich przypadkach jednak ostrzegamy, że będziemy musieli ich wymeldować. Po awanturach, że "już nigdy tutaj nie przyjadą", zakładają maski – dodaje.