Krzysztof "Diablo" Włodarczyk
Krzysztof "Diablo" Włodarczyk Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta

Grał w serialach, tańczył w "Tańcu z gwiazdami", był gwiazdą tabloidów. Jeszcze rok temu nie wiadomo było, czy zobaczymy go jeszcze tam, gdzie spisuje się najlepiej – na ringu. Targnął się na swoje życie, a potem wrócił, by walczyć dalej. Krzysztof "Diablo" Włodarczyk jutro po raz kolejny stoczy bokserski bój o mistrzostwo świata.

REKLAMA

"Przyjeżdżaj, wziąłem całe opakowanie leków" – zdążył wyszeptać do słuchawki. Był 22 lipca 2011 roku, przed południem. Krzysztof "Diablo" Włodarczyk, jeden z najbardziej znanych polskich bokserów, mistrz świata, próbował popełnić samobójstwo. To był nokaut.

Teraz, ponad rok po tym zdarzeniu, "Diablo" sam chce nokautować. Jutro, w pojedynku, którego stawką będzie mistrzostwo świata wagi junior ciężkiej, zmierzy się z Portorykańczykiem Francisco Palaciosem, który przegrał na zawodowym ringu tylko raz… właśnie z Włodarczykiem. Dla polskiego boksera będzie to jubileuszowy, 50. pojedynek w zawodowej karierze bokserskiej. Lanie na starcie – A wie pan, że nawet dokładnie pamiętam datę. Przyszedł do mnie 15 września 1995 roku. Właściwie nie przyszedł sam, tylko ojciec go przyprowadził – wspomina w rozmowie z naTemat Zbigniew Raubo, pierwszy trener "Diablo" Włodarczyka. – Na pierwszym treningu strasznie chciał się bić. Mówił: ja muszę boksować. Ja odpowiadałem: pozwól mi najpierw cię nauczyć. A on: nie nie, ja chcę już teraz. No to wysłaliśmy go na ring do chłopaka o dwa lata starszego i bardziej zaawansowanego. Po pół minucie dostał lekkie lanie. Na drugi dzień przychodzi i mówi: Trenerze, niech mnie pan nauczy.

14-letni Krzysztof nie był wybitnie utalentowany. Nie było sceny jak z filmu, w której nastoletni sportowiec wchodzi na ring, a wszyscy dookoła mówią: tak, on będzie mistrzem świata. – To był bardzo, ale to bardzo ambitny chłopak, który chciał osiągnąć sukces przez ciężką pracę. Przez cztery pierwsze lata trenował cztery dni w tygodniu i proszę sobie wyobrazić, że nie opuścił ani jednego treningu – mówi Zbigniew Raubo.

"Diablo" jako junior wygrał niemal wszystko, co było do wygrania: dwukrotnie Mistrzostwo Polski Juniorów, dwukrotnie Młodzieżowe Mistrzostwo Polski, także brązowy medal na Mistrzostwach Europy Kadetów. "Bóg nie dał mu za dużo talentu" Już w wieku 19 lat trafił do bokserskiego świata bez ochronnego kasku na głowę i ogromnych rękawic – został zawodowym bokserem. Andrzej Kostyra, dziennikarz "Super Expressu" i komentator walk bokserskich, mówi w rozmowie z naTemat, że w pierwszych walkach na zawodowym ringu Włodarczyk nie wyglądał rewelacyjnie.

Technicznie nie był brylantowy, Bóg nie dał mu za dużo talentu, ale nadrabiał ciężką pracą. Na arenie międzynarodowej zaczęto o nim mówić w 2006 roku, kiedy wygrał walkę o mistrzostwo świata federacji IBF ze Steve'em Cunninghamem, a nikt nie dawał mu szans.

Andrzej Kostyra

komentator walk bokserskich

– Technicznie nie był brylantowy, Bóg nie dał mu za dużo talentu, ale nadrabiał ciężką pracą. Na arenie międzynarodowej zaczęto o nim mówić w 2006 roku, kiedy wygrał walkę o mistrzostwo świata federacji IBF ze Steve'em Cunninghamem, a nikt nie dawał mu szans – wspomina dziennikarz.

Przed walką z Cunninghamem "Diablo" stoczył 27 walk i zanotował tylko jedną porażkę. Potem było jeszcze lepiej – zdobył i z powodzeniem broni tytułu mistrza świata wagi junior ciężkiej federacji WBC.

Bokser na Pudelku Krzysztof "Diablo" Włodarczyk to jeden z tych bokserów, których sława i popularność nie kończą się na ringu. Już w 2002 roku, kiedy dopiero zaczynał karierę bokserską, zagrał epizodyczną rolę w serialu "Samo życie". Ciągnęło go na salony. Sześć lat później, kiedy wkraczał na szczyt wygrywając kolejne walki i zdobywając mistrzostwo, dostał propozycję występu w ósmej edycji "Tańca z gwiazdami". Długo się nie wahał. "Wywiady, treningi, próby. To był bardzo intensywny okres" – mówił potem.

Krzysztof "Diablo" Włodarczyk w "Tańcu z gwiazdami"

"Pantoflarze", "Życie słomianego wdowca", "Stres szkolnych rodziców", "Urlop tacierzyński" – to tytuły tylko kilku odcinków programu "Dzień dobry TVN", w których wystąpił bokser. Nazwisko Włodarczyka coraz częściej pojawiało się także w tabloidach i na portalach plotkarskich.

– Przyjął rolę celebryty z dobrodziejstwem inwentarza. Pudelek komentował ubrania jego żony, spekulowano, czy się ze sobą kłócą i tego typu tematy. Stał się gwiazdą pełną gębą – mówi nam jeden z bokserów. Najcięższy nokaut

Włodarczyk w TV

Gala z udziałem Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka jutro od 19:00 na antenie Polsatu Sport.

Nasz rozmówca mówi też, że "Diablo" w życiu prywatnym aniołem nie był: żona oskarżała go o zdradę, co szeroko relacjonowano w mediach. Bokser nie wyglądał jednak na takiego, który łatwo się poddaje i załamuje. Aż nadszedł lipiec 2011 roku. "Krzysiek Włodarczyk zadzwonił do mnie około godz. 11. Powiedział: 'Przyjeżdżaj, bo wziąłem całe opakowanie leków antydepresyjnych'. To była próba samobójcza" – relacjonował w rozmowie z "Super Expressem" szwagier boksera.

Pod znakiem zapytania stanęła nie tylko jego sportowa kariera, ale przede wszystkim życie. Uratowali go przyjaciele, którzy szybko wezwali karetkę. "Przyczyną były problemy osobiste" – ogłoszono.

"Diablo" zachował się jak prawdziwy bokser, który po jednym nokaucie nie odwiesza rękawic i nie kończy kariery. Wrócił na ring już kilka miesięcy po feralnym zdarzeniu. W listopadzie ubiegłego roku pokonał przed czasem australijskiego pięściarza Danny'ego Greena. Teraz zapowiada, że przez nokaut pokona także jutrzejszego rywala. On swój najbardziej bolesny upadek ma już za sobą.