Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin powiedział, że "ma w nosie literę prawa"
Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin powiedział, że "ma w nosie literę prawa" Fot. Adam Stępień

Ziemia coraz bardziej osuwa się spod nóg Jarosława Gowina. Minister sprawiedliwości swoją twardą postawą i tym, że "ma w nosie literę prawa" zaznacza, iż wojuje by bronić Polaków. Zarzuca się mu jednak, że tak naprawdę próbuje ratować samego siebie.

REKLAMA
Ewa Siedlecka z "Gazety Wyborczej" demaskuje Jarosława Gowina, który tłumaczył, dlaczego bezprawnie zażądał akt spraw karnych w sprawie Marcina P. Dziennikarka zaznacza, że mocne deklaracje ministra sprawiedliwości o tym, że nie da się zastraszyć prezentują "PiS-owski styl". Tłumaczy też, że Gowin walczy nie o Polaków, tylko o własne bezpieczeństwo.
Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin
odpiera zarzuty o bezprawne żądanie akt sprawy Marcina P.

Mam w nosie literę przepisów prawa. Ważny jest ich duch. Żadna sitwa, w skład której wchodzi część środowisk prawniczych, nie przestraszy mnie i zaknebluje. CZYTAJ WIĘCEJ

Zarzuca ministrowi, że podczas swojego urzędowania popełnia wiele błędów. Nie jest z wykształcenia prawnikiem, dlatego musi często korzystać z porad swoich współpracowników. Jest w dodatku wybredny, bo nie ufa ludziom swojego poprzednika, tylko rozmawia z własnymi, którzy, zdaniem Ewy Siedleckiej, nie zawsze kompetentnych. Dla przykładu przytacza sprawę reformowania prokuratury przez kancelarię prawną Mirosława Barszcza, której specjalizacją jest prawo gospodarcze.
W końcu stało się to, co teraz obserwujemy. Minister chciał przeprowadzić "lustrację ministerialną". Trzeba było przygotować odpowiednie zarządzenie. Lecz zamiast polecić je Grzegorzowi Wałejce, wiceministrowi odpowiedzialnemu za sądownictwo, zlecił tę misję departamentowi orzeczeń i probacji. Ewa Siedlecka zaznacza, że nie do końca wywiązał się ze swoich obowiązków, bo nie podano podstawy przeprowadzenia takiej lustracji. Później minister zażądał akt Marcina P, co było kolejnym błędem, bo lustrację przeprowadza się nie w ministerstwie, tak jak sobie życzył Jarosław Gowin, lecz w miejscu spoczynku tych akt, przez wykwalifikowanych sędziów wizytatorów.
Ewa SIedlecka
dziennikarka "Gazety Wyborczej"

Minister idzie na wojnę nie w obronie Polaków, ale w obronie własnej. Kontratakuje, usiłując przekuć porażkę w sukces. I w imię własnego interesu podważa autorytet wymiaru sprawiedliwości. CZYTAJ WIĘCEJ


Ewa Siedlecka dodaje, że ze względu na medialny szum wokół domagania się akt szefa Amber Gold szukano na siłę zapisu prawnego, który to działanie usprawiedliwi. Odpowiedni przepis znaleziono. Rzeczywiście mówił on, że minister jako prokurator generalny może żądać takich dokumentów. Sęk w tym, że na mocy zeszłorocznej ustawy minister sprawiedliwości nie jest już jednocześnie prokuratorem generalnym.
Dziennikarka zaznacza, że Jarosław Gowin "broni własnej skóry kosztem powagi sądownictwa". Tłumaczy, że minister powinien troszczyć się przede wszystkim o dobro wspólne, a nie osobiste. Premier interweniował, Jarosław Gowin przeprosił za swoje słowa, lecz później znów postawił na swoim twierdząc, że "podtrzymuje sens" swoich wcześniejszych słów. Dodatkowo twardo zarzeka się, że nie ugnie.
Ewa SIedlecka
dziennikarka "Gazety Wyborczej"

To brzmi jak groźba. Tym poważniejsza, że ma władzę nad sądami i pokazał, że potrafi ją poszerzać, odpowiednio interpretując przepisy. CZYTAJ WIĘCEJ


Historia Jarosława Gowina zdaniem Ewy Siedleckiej nie jest pierwszym dowodem na to, że konstytucyjna niezawisłość sądów jest zagrożona. Wystarczy przypomnieć sobie niedawną prowokację Pawła Mitera.