
Dziś Białorusini wybierają posłów do Izby Reprezentantów, choć "wybierają" to może za duże słowo. Opozycja zarzuca, że dzisiejsze głosowanie to tylko plebiscyt zorganizowany przez władzę dla potwierdzenia jej panowania. Opozycja protestuje i zarzeka się, że do prawdziwego starcia dojdzie w 2015 roku - podczas wyborów prezydenckich.
Dziś chcemy powiedzieć wyborcom, że wszyscy walczymy przeciw reżimowi - i ci, którzy głosują, i ci, którzy bojkotują wybory. Chcemy im powiedzieć, że mogą się zachować na trzy sposoby: jeśli są zmuszani do głosowania, a mają w swoim okręgu demokratycznego kandydata, niech głosują na niego, jeśli go nie mają, niech głosują przeciw wszystkim, ale jeśli mogą, niech nie idą na wybory CZYTAJ WIĘCEJ
Niaklajeu zapowiedział też, że do prawdziwego starcia dojdzie w 2015 roku, podczas wyborów prezydenckich. Według niego dzisiejsze wybory nie przesądzają o niczym, a są jedynie "imprezą przeprowadzaną przez reżim w celu utrzymania władzy".
Mamy też informacje o masówkach w zakładach pracy, gdzie informowano załogę o preferowanych kandydatach, i o masowym głosowaniu przedterminowym studentów, do którego byli oni zmuszani przez władze uczelni. CZYTAJ WIĘCEJ
Wątpliwości budzi też sposób zliczania głosów. Jest to robione w taką metodą, że zagraniczni obserwatorzy nie wiedzą jaki jest wynik głosowania. Jednak przewodnicząca Centralnej Komisji Wyuborczej utrzymuje, że zależy to od konkretnego przewodniczącego obwodowej komisji i władza w Mińsku nie ma na to wpływu.

