
Dziś Białorusini wybierają posłów do Izby Reprezentantów, choć "wybierają" to może za duże słowo. Opozycja zarzuca, że dzisiejsze głosowanie to tylko plebiscyt zorganizowany przez władzę dla potwierdzenia jej panowania. Opozycja protestuje i zarzeka się, że do prawdziwego starcia dojdzie w 2015 roku - podczas wyborów prezydenckich.
O 110 miejsc będzie walczyło 293 kandydatów, z czego 46 osób to opozycjoniści. Ich liczba byłaby wyższa, ale władza nie dopuściła do rejestracji wielu niezależnych kandydatów. Dlatego też wczoraj, dzień przed wyborami, zorganizowano protest w Mińsku. Pojawili się na nim nie tylko kandydaci, ale też popierający ich ludzie kultury i sztuki, jak znany piosenkarz Źmicier Wajciuszkiewicz.
Uładzimir Niaklajeu
szef kampanii "Mów Prawdę!"
Niaklajeu zapowiedział też, że do prawdziwego starcia dojdzie w 2015 roku, podczas wyborów prezydenckich. Według niego dzisiejsze wybory nie przesądzają o niczym, a są jedynie "imprezą przeprowadzaną przez reżim w celu utrzymania władzy".
Nad przebiegiem wyborów będą czuwać obserwatorzy Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE. Jeden z czwórki Polaków, Michał Szczerba z PO, relacjonował, że są już pierwsze informacje o nieprawidłowościach, na przykład nierejestrowaniu kandydatów.
Michał Szczerba
obserwator wyborów na Białorusi, poseł PO
Wątpliwości budzi też sposób zliczania głosów. Jest to robione w taką metodą, że zagraniczni obserwatorzy nie wiedzą jaki jest wynik głosowania. Jednak przewodnicząca Centralnej Komisji Wyuborczej utrzymuje, że zależy to od konkretnego przewodniczącego obwodowej komisji i władza w Mińsku nie ma na to wpływu.
Źródło: TVN24
