
Adrian Furgalski wywołał lawinę komentarzy swoim wezwaniem do "buntu i odchamienia komórek". Internauci gorąco dyskutowali nad tym, czy rozmawianie w przedziale pociągu lub w autobusie przystoi, czy też nie. Część była zdania, że każdy ma prawo do podróżowania w ciszy. Równie liczni byli ci, którzy bronili prawa do rozmów. Co jest [Waszym zdaniem] ważniejsze?
REKLAMA
Dla wielu podróżnych gadatliwi współpasażerowie to poważny problem. Podczas długich podróży koleją czy podczas kilkuminutowych przejazdów autobusami miejskimi często natrafiamy na osoby namiętnie rozmawiające przez telefon. Prawdziwym utrapieniem bywają ci, którzy czas podróży skracają sobie luźnymi rozmowami z przyjaciółmi. Możemy wtedy usłyszeć o nowej sukience koleżanki, starym samochodzie sąsiada czy problemach trawiennych kuzynki.
Do postawienia tamy takim zachowaniom wezwał Adrian Furgalski, szanowany ekspert rynku transportu z Zespołu Doradców Strategicznych TOR. – Czy po prostu sami powinniśmy zwracać uwagę takim gadającym współpasażerom? Może jest tu też rola dla przewoźników, którzy mogliby zakazać rozmów przez komórki – mówił w wywiadzie dla naTemat.
Wywołał tym bardzo ożywioną dyskusję. Czy istnieje sposób, by zadowoleni byli zarówno ci, którzy chcą (lub muszą) porozmawiać oraz ci, którzy pragną ciszy i spokoju? Czy któraś ze stron powinna być uprzywilejowana? Jak jest [Waszym zdaniem]?
