
Kierowca zaatakował i próbował przejechać uczestników poniedziałkowego protestu na Wisłostradzie – donosi "Wyborcza". Gazeta ustaliła, że samochód, który prowadził napastnik, to służbowe auto... prezesa NIK. Nie wiadomo, czy Marian Banaś był wtedy w środku.
REKLAMA
Według relacji świadków demonstranci zablokowali przejazd na pasach na Wisłostradzie, na nitce prowadzącej z centrum Warszawy w stronę Łomianek. Kierowcy - mimo blokady - ruszyli. Jedno z aut zaczęło się toczyć w kierunku kobiet siedzących na ulicy.
"W pewnym momencie drzwi kierowcy się otworzyły, wyskoczył facet w marynarce i okularach i rzucił się na koleżankę siedzącą przed jego maską. Chwycił ją oburącz wokół jej tułowia, podniósł, rzucił na ziemię, po czym chwycił jeszcze raz i zaczął ją wlec w kierunku tylnych drzwi swojego auta. W tym momencie wszyscy chłopcy rzucili się na niego i próbowali go od niej oderwać. Zanim to się udało, facet zdążył jeszcze raz rzucić koleżanką o ziemię" – cytuje "Wyborcza".
Kierowca miał się wyrwać mężczyznom i usiąść za kierownicą. Wtedy jeden z demonstrantów stanął naprzeciw, zaczął nagrywać go na telefonie i grozić, że zgłosi sprawę na policji. Auto miało ruszyć prosto w niego, wioząc go przez przez chwilę na masce. Mężczyzna jednak odskoczył w bok. W czwartek zawiadomili policję
"Wyborcza" ustaliła, że pojazd na nagraniu miał taki sam numer rejestracyjny co służbowa skoda superb należąca do Mariana Banasia. To jednak nie on szarpał się z protestującymi. Na filmiku widać starszego, siwego mężczyznę w okularach. Informator gazety twierdzi, że może to być osobisty kierowca prezesa NIK zwany "Panem Leszkiem".
To nie jedyny taki przypadek w czasie trwających od tygodnia protestów. Również w poniedziałek 26 października, kierowca wjechał w tłum na Puławskiej. Potrącone zostały dwie kobiety, jedna trafiła do szpitala. Okazało się, że za kierownicą siedział wieloletni funkcjonariusz ABW. Został zawieszony w czynnościach służbowych.
źródło: wyborcza.pl