
Według przyjętego wcześniej harmonogramu 4 i 5 listopada miało się odbyć kolejne posiedzenie Sejmu. To na nim miały być omawiane sprawy związane z epidemią oraz strajkami kobiet. Tak się jednak nie stanie, bo głosem marszałek Sejmu przegłosowano na Konwencie Seniorów, że posiedzenie odbędzie się za dwa tygodnie.
REKLAMA
– Na wniosek PiS posiedzenie Sejmu zostało przełożone na 18-19 listopada – poinformowała dziennikarzy po zebraniu Prezydium Sejmu i Konwencie Seniorów wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska.
Czytaj także: Rząd PiS po cichu wyrzuca "Piątkę dla zwierząt" do kosza. Będzie zupełnie nowa ustawa!
– To potwierdza to, o czym mówiliśmy wcześniej: nie mają żadnych pomysłów na rozwiązanie sytuacji w Polsce, nie mają większości w Sejmie, boją się odpowiadać na pytania i będą chcieli w ten sposób przeczekać, zwalając to na pandemię – stwierdziła Kidawa-Błońska.
Razem z nią na konferencji byli obecni także wicemarszałkowie Włodzimierz Czarzasty (Lewica) i Piotr Zgorzelski (PSL-Kukiz'15). Oni także głosowali za tym, żeby posiedzenie Sejmu odbyło się zgodnie z planem 4 i 5 listopada. Opozycja wyjawiła, że był remis i to głos marszałek Elżbiety Witek przesądził o tym, że posiedzenie odbędzie się za dwa tygodnie.
PiS natomiast tłumaczy tę decyzję kwestiami bezpieczeństwa. Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki twierdzi, że obrady zostały przełożone ze względu na "dużą liczbę zachorowań, szczególnie wśród pracowników". – Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, że trzeba będzie zamknąć Sejm, bo nie będzie miał kto pracować – powiedział.
Być może PiS-owi zależy też na tym, żeby zdobyć czas, który potrzebny jest Jadwidze Emilewicz, aby móc porozmawiać z członkami Zjednoczonej Prawicy i przekonać ich do ustawy, która łagodzi prawnie orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Takie zadanie zlecił jej podobno Jarosław Kaczyński.
