
Podczas programu #Jedziemy w TVP Info wyemitowano dziś materiał o targach dla homoseksualistów w Brukseli. Przedstawiono je jako miejsce, gdzie dzieci traktowane są jako towar. Później prowadzący Michał Rachoń powiązał materiał z unijnym mechanizmem praworządności. Skrytykował postawę opozycji wobec planów UE.
REKLAMA
– Dzieci wszystkich ras, kolorów włosów i oczu. Do wyboru dziewczynki i chłopcy – na sprzedaż. Cena od 90 tys. do 150 tys. dolarów. To brukselskie międzynarodowe targi dzieci dla homoseksualistów – tak lektor TVP Info opisywał w skrócie widoczne na ekranie wydarzenie.
Później wspominał choćby o "certyfikacie jakości towaru", który ma wykluczać np. wady płodu. Padła też informacja, że w razie śmierci "zamówionego" dziecka w pierwszym roku życia, nabywcom przysługuje prawo otrzymania drugiego dziecka.
Po emisji materiału prowadzący program Michał Rachoń połączył przedstawione fakty z mechanizmem praworządności. Zaznaczył, że w ramach kategorii "praw rodzicielskich" obowiązujących w jednym z krajów UE, wszystkie inne państwa, w tym Polska, będą musiały akceptować nabywanie tych praw w przedstawiony sposób.
Na Twitterze Rachonia pojawiła się kontynuacja tego wątku. "Akceptacja zasady 'praworządności' bez traktatowej definicji prowadzić będzie do narzucania obywatelom państw UE prawa, którego sobie nie życzą. To zaprzeczenie samej podstawy demokratycznego systemu politycznego, na której zbudowana jest cywilizacja Zachodu" – napisał dziennikarz. Do wpisu dołączył fragment programu, w którym mówi o poparciu "totalnej lewicy" dla planów UE.
Targi w Brukseli ewidentnie nie przypadły do gustu polskiej prawicy. Wcześniej z niechęcią wypowiadała się na ich temat choćby Kaja Godek. Działaczka antyaborcyjna w Polsat News mówiła o targach, na których "można sobie kupić dziecko od surogatki".
