Policyjni antyterroryści z BOA brutalnie potraktowali kobiety [zdjęcie ilustracyjne]
Policyjni antyterroryści z BOA brutalnie potraktowali kobiety [zdjęcie ilustracyjne] Fot. Jędrzej Nowicki / AG

Mamy w Polsce stan wojny domowej. Nie kiedyś, w przyszłości, kiedy PiS coś tam jeszcze zrobi, złamie kolejny przepis. Teraz. Jarosław Kaczyński do tego doprowadził i wszyscy ludzie, jego pomagierzy, którzy mu na to pozwolili, choć mogli go powstrzymać. Kiedy coś się wydarzy, a wydarzy się na 100 procent, bo władza do tego właśnie dąży, to oni będą mieć krew na rękach. I mam nadzieję, że kiedyś odpowiedzą za to przed sądem.

REKLAMA
Ale tu i teraz sytuacja jest zero jedynkowa. PiS ma swój jasno określony cel, którego nawet nie ukrywa: zamienić Polskę w dyktaturę i wyprowadzić ją z Unii Europejskiej. I wojna domowa, którą świadomie wywołuje, jest środkiem do realizacji tego celu. I PiS się nie cofnie. Doszliśmy jako społeczeństwo, kraj do takiego momentu, że trzeba się z PiS-em skonfrontować i go zwyciężyć albo pogodzić się z tym, że w Polsce będzie jak na Białorusi.
Nie da się z PiS-em dogadać ani porozumieć, nie da się niczego wynegocjować. PiS tego nie chce. Nie my ją wywołaliśmy, ale - to jest wojna domowa. I ten, kto ją wygra, ten zdecyduje o dalszym kształcie Polski.
Wiem, że wielu z Was będzie uważać, że to za ostre słowa i że się mylę, ale zapewniam - nie mylę się. Jestem pewna tego, co się stanie, jeśli nie przeszkodzimy PiS-owi w dalszej destrukcji, my naród.

Czytaj także: Kim są tajniacy z pałkami teleskopowymi? Byli policjanci nie mają dla nich litości
Amerykanie są od nas mądrzejsi, bo w jednym ze swoich najważniejszych dokumentów, w Deklaracji Niepodległości, przewidzieli dokładnie taką sytuację, z jaką mamy dziś w Polsce do czynienia: że legalnie wybrany rząd staje przeciw obywatelom, stając się uzurpatorem i gnębicielem i tak widzieli rozwiązanie tej sytuacji:
"Uważamy za zrozumiałe same przez się te prawdy, że wszyscy ludzie zostali stworzeni i równi, że zostali wyposażeni przez Stwórcę w pewne niezbywalne prawa, między którymi są: życie, wolność i dążenie do szczęścia. Że dla zabezpieczenia tych praw ustanowione zostały wśród ludzi rządy wywodzące swoją słuszną władzę z przyzwolenia rządzonych. Jeśli kiedykolwiek jakaś forma rządu stanie się niebezpieczna dla tych celów, prawem narodu będzie zmiana lub obalenie rządu i powołanie nowego, który oprze swoje podstawy na takich zasadach oraz zorganizuje swoją władzę w taki sposób, który naród uzna za najwłaściwszy dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa i szczęścia. Roztropność będzie dyktowała, że rządu trwałego nie należy zmieniać dla przyczyn błahych i przemijających, doświadczenie zaś wykazało też, że ludzie wolą raczej ścierpieć zło, które jest do zniesienia, niż prostować swoje ścieżki przez unicestwienie form, do których są przyzwyczajeni. Kiedy jednak długi szereg nadużyć, zmierzających stale w tym samym kierunku, zdradza zamiar wprowadzenia władzy absolutnej i despotycznej, to słusznym i ludzkim prawem, i obowiązkiem jest odrzucenie takiego rządu oraz stworzenie nowej straży dla własnego bezpieczeństwa”.
Obecnie sytuacja w Polsce jest następująca. Prokuratura i sądy są podporządkowane społeczeństwu. Przyzwoitość niektórych wyroków opiera się wyłącznie na osobistej cywilnej odwadze pojedynczych sędziów, ale system jest już zły i skorumpowany. Wymiar sprawiedliwości jest podporządkowany w całości politykom.
Policja jest przeciwko społeczeństwu. W całości, jako formacja broni przywilejów i bezpieczeństwa bezprawnie postępującej władzy, a nie prawa i porządku. Nie mówcie mi, że są dobrzy policjanci, bo pewnie są, w sensie: są dobrymi ludźmi, ale jako funkcjonariusze, którzy przysięgali służyć obywatelom, ponoszą porażkę. Tchórzą i uciekają tysiącami na L4, zamiast, zgodnie z prawem, odmówić wykonywania niegodnych rozkazów. Taki gest byłby odnotowany w Polsce i świecie, znaczyłby bardzo wiele, dałby do myślenia władzy.
Tymczasem policjanci podkulili ogony i usunęli się z pola rażenia, zostawiając bezbronnych ludzi na pastwę paskudnych bezczelnych policyjnych prowokatorów. A elitarni antyterroryści, jak się właśnie okazało, za 1500 zł dodatku do pensji, biją kobiety na protestach.

Czytaj także: Ujawniono, który wydział miał pałować w Warszawie. Inni policjanci są wściekli
To, co wydarzyło się w środę wieczorem podczas strajku kobiet, jest świadomym podsycaniem i tak już napiętych nastrojów społecznych. Policja celowo nawoływała demonstrantów do rozejścia się, otaczając ich równocześnie ciasnym kordonem, który to uniemożliwiał. Liczyli na to, że komuś puszczą nerwy, że ktoś zaatakuje funkcjonariusza.
W końcu, ponieważ tak się nie stało, funkcjonariusze zaatakowali spokojnie stojących ludzi, próbując wywołać zadymę, która usprawiedliwi brutalne polityczne represje. Atakowani i bici są dziennikarze i parlamentarzyści, a szef PiS z trybuny sejmowej grozi politycznym oponentom więzieniem.
Jawnie łamane jest konstytucyjne prawo do wolnego demonstrowania swoich przekonań i ograniczana wolność słowa. Konstytucja jest już tylko świstkiem papieru. Nawet ograniczenia pandemiczne, jak zakaz odkrywania nosa i ust w miejscach publicznych są nakładane bezprawnie, rozporządzeniami zamiast ustawami.
Państwo prawa już nie istnieje. Teraz zwycięży silniejszy, sprytniejszy, bardziej pozbawiony skrupułów i zdeterminowany.

Czytaj także: Kaczyński wygrał. Po dwóch tygodniach strajków kończy się rewolucja, a zaczyna polityka