
Wyspa może działać na wyobraźnię. To ograniczona przestrzeń, mogłoby się wydawać, że łatwiej ją kontrolować i nie dopuścić do rozprzestrzeniania się pandemii. Ale na Cyprze Covid-19 nie znika. Wręcz przeciwnie, ostatnio jest coraz gorzej. Władze właśnie ogłosiły nowe obostrzenia.
REKLAMA
Co roku wyspę odwiedzają tysiące turystów, również z Polski. I Cypr wcale o nich zapomina. Z jednej strony, licząc straty. Od stycznia do września tego roku ruch turystyczny spadł niemal o 80 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem.
Z drugiej, zachęcając turystów jak tylko można. Cypr poinformował właśnie, że – jako pierwszy kraj w Unii Europejskiej – od marca 2021 roku wpuści na swoje terytorium turystów bez ważnego testu na Covid-19 oraz przechodzenia kwarantanny. Muszą być tylko zaszczepieni na koronawirusa.
Ale jednocześnie pandemia na wyspie nie słabnie. Ostatnio nawet przybiera na sile. – Wirus jest wszędzie. We wszystkich miastach, dzielnicach i wioskach. Chcemy go powstrzymać, zanim będzie za późno – przyznał minister zdrowia Constantinos Ioannu.
Na Cyprze zamykają kościoły
Dlatego władze Cypru ogłosiły nowe obostrzenia, które wchodzą w życie 11 grudnia i mają obowiązywać do końca roku. Choć minister zdrowia obiecał, że jeśli do Bożego Narodzenia sytuacja się poprawi, przepisy mogą zostać złagodzone.Na razie od godziny 21.00 do 5.00 rano będzie obowiązywać godzina policyjna. W domach prywatnych może przebywać maksymalnie 10 osób. Zamknięte będą galerie handlowe, kina, teatry, restauracje, a także kościoły. Nabożeństwa będą mogły się odbywać, ale bez wiernych. Wyjątkiem mają być śluby, pogrzeby, chrzest, w których będzie mogło uczestniczyć do 10 osób.
Niektóre media już grzmią, że kraj zamyka się na Boże Narodzenie. A Kościół nie kryje oburzenia.
Biskup Jerzy, metropolita Pafos, wezwał rząd, by zastanowił się nad tą decyzją. Uważa, że zamknięcie kościołów było przesadzone, argumentował, że naród jest religijny, ludzie chcą być w kościołach w czasie Bożego Narodzenia.
"Poczyniliśmy przygotowania do dwóch, trzech mszy w Święta, tak by zgodnie z obostrzeniami, wiele osób mogło uczestniczyć w nabożeństwach. Teraz wywrócili wszystko do góry nogami" – mówił. Przypomniał, że ludziom zabrano już Wielkanoc.
"To nie w kościele ludzie łamią restrykcje, ale w innych miejscach zarażają się jeden od drugiego" – twierdził. Jego słowa cytuje "Cyprus Mail".
Z kolei biskup Morphou zapowiedział, że u niego kościoły będą otwarte. Powołał się przy tym na świętą tradycję Kościoła i jego zasady, które obowiązują od 2 tysięcy lat.
W przyszłym tygodniu sprawą zamknięcia kościołów ma się zająć Święty Synod.
"Lekki lockdown" nie sprawdził się
Władze Cypru musiały jednak wiedzieć, co robią. Do tej pory życie tu toczyło się w miarę normalnie, choć od początku listopada stopniowo wprowadzano restrykcje. Ale nie tak surowe, jak teraz. Na przykład w kościołach mogło przebywać do 75 wiernych.To jednak nie wszystkim się podobało. Wytykano, że restauracje muszą być zamknięte o godz. 19.00, że w ślubach, czy pogrzebach może uczestniczyć 10 osób, a w kościołach mogą być duże zgromadzenia.
Trochę jak w Polsce, gdzie przedstawiciele wielu biznesów i instytucji w zestawieniu z kościołami poczuli się niesprawiedliwie potraktowani.
Czytaj także: Inni mają bankrutować, a kościoły nadal otwarte. Grzesiowski: Miejsca kultu były ogniskami zakażeń
Cypryjskie media piszą, że wcześniejszy "lekki lockdown" nie sprawdził się. Na ok. 900 tys. mieszkańców odnotowano tu ponad 13 tys. przypadków Covid-19, zmarło 77 osób. W ostatnich dniach każdej dobry notuje się ponad 400 zachorowań.
"Nie ma takiej rzeczy, jak dobre, czy miłe restrykcje. Te są konieczne, i głównie nieprzyjemne, ale musimy chronić nasze życie. Nasze zdrowie jest na pierwszym miejscu" – powiedział cypryjski minister zdrowia. W poniedziałek mają zostać zamknięte szkoły średnie, uczniowie przechodzą na tryb zdalny. Szkoły podstawowe i przedszkola mają pracować normalnie.
