
W Beverwijk około godziny 4.30 doszło do ponownego ataku na polski supermarket w centrum handlowym De Beverhof. Pierwszy atak na ten sklep miał miejsce 8 grudnia. Właściciel sklepu twierdzi, że za wybuchami stoi jego konkurencja.
REKLAMA
To już czwarty z kolei atak na polskie sklepy w Holandii i drugi na "Biedronkę" w Beverwijk, która mieści się w centrum handlowym De Beverhof. Poprzedni wybuch miał tu miejsce 8 grudnia.
Czytaj także: MSZ zajmie się sprawą wybuchów w polskich sklepach w Holandii. Resort wystosował pilną prośbę
Ten, który wydarzył się w sobotę około godziny 4.30, był jednak o wiele potężniejszy. Fala uderzeniowa była tak silna, że uszkodziła wnętrze i fasadę centrum handlowego. – Zniknęła cała fasada, uszkodzenia są znaczne – powiedział jeden z funkcjonariuszy policji, którego cytują niderlandzkie media.
Wcześniej policja otrzymała zgłoszenie, że w pobliżu miejsca wybuchu płonie samochód. Możliwe, że obie sprawy są ze sobą powiązane. Policja bada, czy w okolicy miejsca zdarzenia nie ma innych materiałów wybuchowych.
Przypomnijmy, że pierwszy wybuch miał miejsce w nocy z poniedziałku na wtorek w Aalsmeer, 13 kilometrów od Amsterdamu. Drugi tej samej nocy w Heeswijk-Dinther w południowej Holandii. Do trzeciej eksplozji doszło w środę po 5 rano w położonym 30 km od Aalsmeer mieście Beverwijk.
Warto zaznaczyć, że zaatakowane sklepy nie należą do sieci marketów znanych polskim konsumentom. To po prostu zbieżność nazw. Właścicielami sklepów są iraccy kurdowie. Ich zdaniem to robota konkurencji.
Czytaj także: Wybuchy w dwóch polskich supermarketach w Holandii. "Miejsca po eksplozji wyglądają strasznie"
źródła: "De Telegraaf", Noordhollandsdagblad.nl
