
Od gimbazy czekałem na zbereźną polską komedię w stylu "American Pie". Po niespełna 20 latach, w końcu się doczekałem, ale i w międzyczasie chyba się mocno zestarzałem. "Wszyscy moi przyjaciele nie żyją" to nowa produkcja Netflixa w schemacie: młodzież robi domówkę i coś idzie nie tak. W filmie występuję duże stężenie krindżowych momentów, czerstwych żartów i drewnianego aktorstwa, czyli jest tak, jak być powinno.

Domówka jak z reklamy Apartu
Z pewnością pamiętacie niedawną, niedorzecznie długą reklamę Apartu, która została bezbłędnie sparodiowana. Film Netflixa mocno mi ją przypominał. I nie tylko dlatego, że wystąpiła w nim ta sama celebrytka. Nie jest też przesadnie rozlazły, bo trwa w sam raz - półtorej godziny.
To trochę krindżowe gościu
Dobra, miejsce akcji jest kiczowate i sztuczne. Jednak to nie sama inscenizacja wywoływała na plecach ciarki wstydu, lecz dialogi. Teksty, które padają w filmie, sprawiały, że z towarzyszącą mi dziewczyną, co chwilę spoglądaliśmy na siebie. Jednak nie tak z miłości, choć się kochamy, ale w naszym zażenowanym spojrzeniu mogliśmy wyczytać słowa "O ja pier***ę...".

Slasherowa wersja "Projekt X"
Angaż Wieniawy miał z pewnością ukryty podtekst - jej nazwisko działa jak magnes, a zasięgi w social mediach pomogą w promocji. Młoda celebrytka może i nie jest "polską Zendayą", ale pasowała mi do roli nawiedzonej astrolożki. I ma już doświadczenie w slasherze, gdyż była final girl w "W lesie dziś nie zaśnie nikt".
