Kościelny biznes. Telefonia komórkowa, biurowiec, dewocjonalia, stawy rybne – taca coraz mniej potrzebna

Dewocjonalia to opłacalny biznes. Na zdjęciu sklep w Licheniu
Dewocjonalia to opłacalny biznes. Na zdjęciu sklep w Licheniu Fot. Tomasz Wiech / Agencja Gazeta
Kościół katolicki zajmuje się nie tylko sferą duchową. Instytucje kościelne coraz odważniej wkraczają do biznesu. Nie zrażają się niepowodzeniem religia.tv, bo katolicki biznes to nie tylko media, ale przede wszystkim dziesiątki drobnych firm prowadzonych dla wiernych (jak na przykład hurtownie dewocjonaliów).


Jeszcze kilka lat temu co roku 7 milionów Polaków wybierało się na pielgrzymki. Choć ta liczba mogła nieco zmaleć, i tak jest to spory rynek. O to, aby pielgrzymi mieli wszystkie niezbędne akcesoria, dbają liczni przedsiębiorcy. Kupić można dosłownie wszystko – srebrne obrazki, różańce, modlitewniki, breloczki, krzyże, a nawet kadzidło.


– Ten rynek zmienia się, szczególnie w czasach kryzysu – mówi nam Marek Gzel, właściciel firmy Merito, częstochowskiego dystrybutora dewocjonaliów. – Coraz większy nacisk kładzie się na jakość. Ludzie nie kupują już tylu przeciętnych rzeczy. Dlatego też polscy producenci się nie poddają. Oczywiście niektóre produkty można robić w Chinach, ale na przykład różańce stamtąd są słabej jakości i niezbyt ładne. Kilka firm próbowało ich importu, ale już się tym nie zajmują – relacjonuje.


Marek Gzel
przedsiębiorca

Coraz większy nacisk kładzie się na jakość. Ludzie nie kupują już tylu przeciętnych rzeczy. Dlatego też polscy producenci nie poddają. Oczywiście niektóre produkty można robić w Chinach, ale na przykład różańce stamtąd są słabej jakości i niezbyt ładne.

Przedsiębiorca opowiada o rodzinnych firmach, które są prowadzone przez kolejne już pokolenia. – To niszowa branża. Spora, ale jednak niszowa. Oczywiście konkurencja będzie rosła, ale nie ma niszczenia się – tłumaczy. – Poza tym każdy ma jakąś swoją jeszcze mniejszą niszę, a rynek jest ograniczony. Wiadomo, że jak miasto ma kilkanaście tysięcy mieszkańców, to będzie tam jeden taki sklep. To nie spożywczaki, które stoją na każdym rogu – dodaje Marek Gzel.


Dlatego też by działać w tej branży trzeba mieć dobre rozeznanie rynku, ale także sporo znajomości. To dzięki nim można zapewnić sobie stałych odbiorców, ale i załatwić miejsce na stragan podczas odpustu. Katoliccy biznesmeni mają też swoje targi. Na poznańskich Sakraliach w zeszłym roku swoją ofertę prezentowało 70 wystawców.

Jednak kościelny biznes to nie tylko drobni przedsiębiorcy sprzedający różańce i święte obrazki. Sporym przedsięwzięciem była sieć komórkowa wRodzinie, która fundacja ojca Tadeusza Rydzyka uruchomiła razem z firmą CenterNet. W grudniu 2011 roku miała 165 tysięcy abonentów. Wtedy jednak Rydzyk startował już z nową siecią. CenterNet przejął Zygmunt Solorz-Żak i Fundacja Lux Veriatas wycofała się z przedsięwzięcia. Teraz słuchacze Radia Maryja dzwonią z telefonów W Naszej Rodzinie.

Marcin Przeciszewski
prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej

Doskonale radzą sobie również stacje radiowe, szczególnie te działające przy diecezjach. Mają większą słuchalność niż te, które weszły do sieci Plus czy VOX. Strona biznesowa nie wierzy w sukces takich przedsięwzięć

Jeszcze większy rozmach ma warszawska kuria, która przymierza się do zbudowania 180-metrowego biurowca. Dochody z wynajmu powierzchni mają podreperować kościelny budżet, bo ofiary na tacę systematycznie spadają. I to częsty powód zaangażowania księży w biznes.

Jako przykład może służyć mała pomorska parafia św. Rocha w Osieku. Kilka lat temu powstały tam stawy rybne. Dzięki nim młodzież z niewielkiej parafii może wyjeżdżać na wakacje. Wcześniej zorganizowanie takiej rozrywki wymagało od księdza wielu spotkań i próśb do sponsorów. Dzięki kościelnemu biznesowi parafia stała się bardziej niezależna.

Zobacz też: Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o produktach benedyktyńskich, a bałeś się zapytać

Gorzej w biznesie poszło benedyktynom z Tyńca. Po początkowym rozkwicie ich firma zaczęła mieć kłopoty. Szczególnie po doniesieniach, że sprzedawane pod ich szyldem produkty nie są przygotowywane według tradycyjnej receptury.

Mimo spektakularnej porażki religia.tv media katolickie, nie tylko spod znaku ojca Tadeusza Rydzyka, radzą sobie doskonale. Wschodzącą gwiazdą staje się miesięcznik "Egzorcysta". Do kiosków właśnie trafia drugi numer. Pierwszy zniknął z saloników prasowych w dwa tygodnie. Dlatego też zdecydowano podnieść nakład z 15 tysięcy egzemplarzy do 25 tysięcy.

Najbardziej poczytnym tygodnikiem w Polsce był w lipcu "Gość Niedzielny" z 133 tysiącami sprzedanych egzemplarzy. – To fenomen, bo katolickim mediom trudniej jest dotrzeć do tortu reklamowego – mówi Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny i prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej. – Doskonale radzą sobie również stacje radiowe, szczególnie te działające przy diecezjach. Mają większą słuchalność niż te, które weszły do sieci Plus czy VOX. Strona biznesowa nie wierzy w sukces takich przedsięwzięć – ocenia.

Dobrze radzi sobie też sama Katolicka Agencja Informacyjna, która powstała decyzją biskupów z Episkopatu Polski. Jednak swoje treści sprzedaje nie tylko katolickim mediom, ale też Telewizji Polskiej i Polskiemu Radiu. – W 85 procentach utrzymujemy się sami. Pozostałe 15 procent to dotacja z Episkopatu. Jesteśmy fenomenem, bo niemiecka czy austriacka agencja są utrzymywane przez tamtejsze kościoły w około 50 procentach – mówi z dumą redaktor Przeciszewski.

Przypadek religia.tv, która kończy produkowanie własnych treści jest więc tylko niechlubnym wyjątkiem. Kościelne biznesy prosperują coraz lepiej, bo młodzi księża przykładają się do zarządzania znacznie lepiej niż starsi. Dlatego też przy plebaniach powstają sklepiki, noclegownie dla pielgrzymów czy manufaktury produkujące ornaty. I będzie ich coraz więcej – potrzeby parafii rosną, a ofiary są coraz mniejsze. Księża radzą sobie jak mogą.