
Profesor Karol Modzelewski, historyk i wieloletni wiceprezes PAN w ostrych słowach ocenia naukę. Na szczęście nie tylko tę polską. – Uznanie liczby cytowań za miarę jakości to katastrofa współczesnej nauki. Wypada w niej dobrze to, co jest bardziej okrzyczane, a nie najlepsze – mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Całkiem niedawno – również na łamach naTemat – posypały się gromy na stan polskiej nauki. Powodem tego oburzenia był fakt, że z ponad pięciuset unijnych grantów dla obiecujących naukowców, Polska dostała… jeden. Wiceprezes wyjaśnia, że – mimo iż nasz grant trafił w dobre ręce – to nie jest on jednak żadną miarą naukową.
Według profesora Modzelewskiego takie podejście jest zabójcze dla humanistyki. Były wiceprezes PAN ostro ocenia także popularny indeks Hirscha, który mierzy ile dobrze cytowanych prac napisał dany uczony.
Historyk wyjaśnia, że mierzy on jedynie liczbę cytowań, a nie prawdziwą naukową wartość dzieła. Nie zawsze liczba świadczy o jakości, prof. Modzelewski podaje przykład, gdy głośno krytykowana praca wskoczyła na sam szczyt rankingów.
Zobacz: Z 536 unijnych grantów dla obiecujących naukowców Polska dostała... jeden. "To zaczyna być wstydliwe" Powodem słabych wyników polskiej nauki w światowych rankingach jest fakt, że większość rodzimych prac powstaje tylko w języku polskim. Wtedy naturalnie liczba cytowań jest mała, bo nikt nie zna polskiego na tyle, żeby masowo cytować nasze prace. Niemniej jednak według profesora Modzelewskiego pisać po angielsku mogą sobie pozwolić jedynie fizycy lub medycy. Gdyby zaczęli robić to humaniści, byłby to "cios wymierzony w najważniejszą misję", czyli komunikację z publicznością własnego kraju.
Cały wywiad przeczytasz w "Gazecie Wyborczej".
