Daria urodziła pierwsze dziecko, gdy miała 14 lat
Daria urodziła pierwsze dziecko, gdy miała 14 lat Zrzut z ekranu/Instagram

Polskie media informują, że 15-letnia obecnie Dasza Sudnisznikowa jest ponownie w ciąży. O nieletniej Rosjance było głośno w 2020 roku, gdy okazało się, że spodziewa się dziecka, a jeszcze głośniej, gdy na jaw wyszło, że ojcem jest 10-letni Wania. W mediach wschodnich próżno jednak szukać rzetelnego potwierdzenia rewelacji na temat drugiej ciąży. Wystarczy natomiast trochę bardziej wgłębić się w szczegóły historii Daszy, by zamiast, jak to niektórzy piszą, "losów małej puszczalskiej", dostrzec tragedię dziecka.

REKLAMA
  • Polskie media obiegła informacja, że 14-latka z Rosji, która w 2020 roku urodziła dziecko, ponownie jest w ciąży.
  • Trudno potwierdzić tę informację, ponieważ sama dziewczyna nie komentuje sprawy.
  • Dasza ma obecnie 15 lat i zarabia na Instagramie, jednak jej historia ma drugie, znacznie mroczniejsze, dno.
  • Druga ciąża 14-latki?

    Dasza zaszła w ciążę, gdy miała 13 lat. Urodziła w wieku 14 lat. 1 lutego 2021 roku obchodziła piętnaste urodziny. Mieszka w Żeleznogorsku w Kraju Krasnojarskim. To azjatycka część Rosji. Czy dziewczynka zaledwie pół roku po porodzie jest w kolejnej ciąży?
    Trudno jednoznacznie potwierdzić tę informację. Jedynie dwa (bardzo plotkarskie) serwisy rosyjskie piszą, że Dasza pokazała zdjęcie zaokrąglonego brzucha i pozytywny wynik testu ciążowego, a także przekazała obserwatorom, że tym razem spodziewa się dziecka z 30-letnim mężczyzną, którego danych nie zdradziła.
    Rosyjskie serwisy opisały te enigmatyczne strzępy pod koniec grudnia 2020 roku. Jednak na próżno szukać "dowodów" w postaci skrinów, że taki post lub stories pojawiło się na Instagramie dziewczyny. Na różnych kontach, które rzekomo prowadzi Dasza, znalazłam może z trzy pytania o ciążę. Ktoś odpisuje, że to "nieprawda", ale sama nastolatka głosu nie zabiera.
    Tym trudniej zweryfikować jakiekolwiek informacje, ponieważ na samym Instagramie jest kilkanaście (!!!) kont z prywatnymi treściami Daszy: takie z 151 tys. obserwujących, 78 tys. czy 96 tys. (na to ostatnie w 2020 roku głównie powoływały się media, jednak teraz wygląda jak konto reklamowe). Na niektórych pojawiają się relacje. Ostatnio to głównie koncerty i zakupy z koleżankami.
    Na tym, które ma ponad 11 tys. obserwujących, 26 stycznia 2021 roku pojawiły się za to ciążowe zdjęcia z podpisem: "Wkrótce te zdjęcia zostaną wykorzystane do fake'owych newsów".
    Sam Instagram w tej historii jest bardzo ważny, ponieważ jak pisze Dasza, to jej źródło utrzymania. Dziewczyna w 2020 roku stała się na chwilę bardzo znana. Media interesowały się nią, bo wzbudziła kontrowersję, jednak szybko o niej zapomniały. Jest zatem bardzo możliwe, że sama stworzyła kilka kont, by z różnych źródeł czerpać ruch. Po niektórych od razu widać, że treści są kradzione.
    Prawdopodobne jest również, że zdjęcie z pozytywnym testem ciążowym, na które wszyscy się powołują, a którego nigdzie nie ma, pochodzi z okresu pierwszej ciąży. I albo Dasza, albo ktoś inny "podpuścił" internautów, by wzbudzić gasnące zainteresowanie.

    Kulisy głośnego wywiadu

    Pod koniec stycznia 2020 roku Daria i jej mama pojawiły się w popularnym talk-show stacji Rossija 1. Prowadziła go znana "osobowość telewizyjna" Andriej Małachow, niejednokrotnie krytykowany za chęć zarabiania na nieszczęściu i poruszanie trudnych tematów, tylko żeby wywołać skandal.
    logo
    Na przykład w 2012 roku gość programu, poeta Ilya Reznik, nie mógł przyjść do studia. Otrzymał zapewnienie, że nie wydarzy się nic złego, a odcinek ma być "spokojny". Wyszło inaczej, a po bardzo krytycznym programie, w którym nie przedstawiono nawet dowodów na zarzuty stawiane Reznikowi, poeta dostał zawału. Małachow zarzucił mu symulację.
    Nie bez powodu poświęcam dwa akapity teoretycznie niewiele znaczącemu prezenterowi. Z wywiadu, którego Daria udzieliła rosyjskiemu youtuberowi w grudniu 2020 roku, wynika, że była ofiarą grubymi nićmi szytej manipulacji. Zdradziła, że wróciła do domu, a mama kazała jej się pakować, bo "gdzieś wychodzą".
    15-latka opowiada, że nie wiedziała, co się dzieje, a w końcu okazało się, że jadą do studia telewizyjnego. Mama tłumaczyła, że "ludzie z programu pomogą im finansowo". Daria była zdezorientowana i dostała scenariusz tego, co ma mówić. Na jednej kanapie siedziała ona, mama i prezenter. Na drugiej grupa ekspertów, w tym batiuszka, prawosławny kapłan.
    Przekaz miał być jednoznaczny: ojcem dziecka jest 10-letni Wania. Ale po pierwsze nie jest, a po drugie Daria utrzymuje, że nigdy nie powiedziała chłopakowi, że to on jest tatą.
    Dziewczyna mówi, że na bieżąco dostawała instrukcje, co ma mówić. Sugerowano, że to ona zgwałciła młodszego kolegę. Przed kamerą poproszono ją o opisanie seksu z 10-latkiem. Opowiedziała o stosunku i tym, że później leżeli pod kołdrą i byli zawstydzeni. Albo bardzo dobrze zmyślała, albo się bała, albo została zmanipulowana, żeby opisać coś, co nie miało miejsca.
    Na telewizyjnej kanapie siedzi zdezorientowana i oszołomiona. Płacze. Widać na nagraniu, że mama sztywno ją obejmuje, a ona ucieka wzrokiem i przeżywa silny stres.

    Gwałt? Niemożliwe!

    Po kilku miesiącach pojawił się nowy wątek w sprawie: to był gwałt. A wraz z nowym wątkiem, pojawiły się nowe zarzuty... w stronę 14-latki. Że kłamie, że jak to tak, na pewno "się puszcza" i nie została zgwałcona. Zaczyna się dezinformacja i wyścig, kto napisze coś nowego, niekoniecznie zgodnego z prawdą. Nikt nie słucha Daszy.
    Dlaczego w programie mówiła, że ojcem jest 10-latek? Bo, jak twierdzi, została zmuszona do milczenia i podpisania kontraktu, że nie będzie opowiadała, co ją spotkało. Kontrakt wygasł, Dasza mówi: to był gwałt. Nikt nie słucha.
    Więc dziewczynka radzi sobie sama – tutaj wracamy do Instagrama. Zakłada konto, pokazuje zdjęcia, które wzbudzają kontrowersje. Jest drobna, więc wyraźnie widać powiększający się brzuch. Komentarze są różne. Jedni ją wyzywają, inni gratulują, kolejni cieszą się, że nie poddała się aborcji. Zdradza, że raz o tym pomyślała: "Gdy zadzwoniła do mnie mama, wyzywała od dz***ek i zabraniała mówić prawdę".
    Potem mama, ta sama, która zanosiła się płaczem w programie Małachowa, nie była chętna, żeby śledczy z Moskwy ustalili, czy ciąża córki faktycznie jest efektem gwałtu. Wolała wierzyć, że to wynik popołudnia spędzonego u 10-letniego kolegi.
    Badania po porodzie potwierdzają wersję Daszy. Dziewczyna prostuje również informację, że została zgwałcona przez 16-letniego kolegę ze szkoły. Zacina się i zdezorientowana wyznaje: "Nie znałam go, nie wiedziałam dokładnie, kim jest". Śledczym przekazała rysopis napastnika i szybko go namierzono, bo to niewielkie miasto, a on jest charakterystyczny: "Bardzo gruby, mógł mieć 16-17 lat, ale nikt nie informował mnie o wynikach śledztwa". Jak to?
    Tak to. Gwałciciel jest na wolności, sprawa przycichła medialnie, a niektórzy, pomimo badań, wierzą, że ojcem jest 10-latek. Daria natomiast słyszy, że uwiodła starszego chłopaka, jest dzi***ą i sama jest sobie winna.
    Na pytanie, czy chciałaby sprawiedliwości i czy dąży do tego, żeby chłopak trafił do więzienia, odpowiada wymijająco: "Miesiąc po mnie 15-letnia dziewczyna z naszego miasta zaszła w ciążę, ale nie chce powiedzieć, kto jest ojcem i nie zgadza się na wykonanie badań". Dodaje, że gdy próbuje się czegoś dowiedzieć, to odbija się od ściany.
    Gdy youtuber dopytuje, z nerwowym i zrezygnowanym śmiechem odpowiada: "No chciałam się czegoś dowiedzieć, ale nikt mi nic nie mówi".

    Traumatyczny poród

    Gdy słucha się relacji Darii z samego porodu, to można by uzupełnić raporty o przemocy ginekologicznej i położniczej. Dziewczyna wprost mówi o traumie. W tamtym czasie nie otrzymała żadnej pomocy i wsparcia. Relacjonuje, że chciała wywołać poród, więc czytała w sieci, jak się to robi, a mama bez mrugnięcia okiem, kupowała jej na przykład olej rycynowy, by przyspieszyć akcję.
    Gdy w końcu trafiła do szpitala w Krasnojarsku, była koszmarnie traktowana. Wymienia szereg zaniedbań, od braku dostępu do informacji, po zmuszanie do parcia, gdy ona nawet nie wiedziała, jak się to robi. Pomimo szwów wywierano presję, by wstawała i chodziła, nie reagowano, gdy zgłaszała, że dzieje się coś złego.
    Dwa dni po porodzie wpadła w śpiączkę, niewiele widziała. W tym czasie do łóżka wkładano jej dziecko i tak zostawiano. Noworodka z nieprzytomną 14-latką. Urodziła 16 sierpnia, ze szpitala wyszła 6 września. Wspomina, że na żadnym etapie nie uzyskała dobrej pomocy medycznej i psychologicznej.
    O opinii psychologa jednak sobie przypomniano, ale dopiero w momencie próby odebrania jej dziecka. Diagnoza: schizofrenia. Daria mówi, że gdyby nie to, że zapłaciła za dodatkową wizytę u lekarza, to trafiłaby do szpitala psychiatrycznego. Na pytanie, komu na tym zależało, odpowiada enigmatycznie: "Wszystkim".

    Rozstanie z "małym tyranem"

    Kolejnym wątkiem w tej historii jest 11-letni obecnie Wania. Uśmiechnięty chłopiec, uroczy blondasek, który był w związku z Darią. Już nie jest. Prowadzący wywiad youtuber nazywa go "małym tyranem" i chociaż może wydawać się to nadużyciem, bo w końcu jak 11-latek może być tyranem, to wiele wskazuje na to, że był sprawcą przemocy psychicznej.
    Dasza zaczęła zarabiać w mediach społecznościowych, bo jak tłumaczy, pochodzi z mało zamożnej rodziny. Jej zdjęcia, filmiki na Tik Toku i wpisy cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, co zaczęło przeszkadzać Wanii. Dziewczyna wspomina próby kontrolowania jej kont i wiadomości, zabranianie spotykania się z koleżankami czy chodzenia w stroju kąpielowym na plaży. Po jednej z awantur, gdy chłopak sprawdził jej telefon, "myślała o śmierci". Próbowała rzucić się pod samochód.
    Potem doszły groźby, że "ją uderzy", mówienie, że jest głupia i szantaż: "Wrócę do ciebie, jak usuniesz konto na Instagramie". Nie uległa. Komentuje: "Niby ma tylko 11 lat, ale jest bardzo zły". Chłopak jednak na tym nie poprzestał. Pokazał kolegom jej intymne zdjęcia, a ci udostępnili je w internecie. Mama Darii zgłosiła sprawę do prokuratury, społeczeństwo jednak ponownie uznało, że "to wina tej, która rozkłada nogi".
    Nastolatce (jest obecnie w 8 klasie) nie pomogli również nauczyciele, których prosiła o roczny urlop lub lekcje w domu. Od nich usłyszała, że "sama jest sobie winna, że urodziła" i "dziecko to nie problem, można to połączyć z nauką". W opiece nad kilkumiesięczną córką pomaga jej mama.

    Gdzie są rodzice?!

    Na odwieczne pytanie w takich historiach odpowiada sama Daria Sudnisznikowa. Pewnie zrobiłaby to wcześniej, gdyby ktokolwiek zapytał ją, a nie internetową przestrzeń.
    – Słowa wsparcia otrzymuję tylko od moich subskrybentów. Ale to nie jest wsparcie, którego potrzebuję. Co z rodzicami lub przyjaciółmi, o których pytacie? Hah, wydaje się, że moi rodzice mnie olali i chcą tylko ode mnie pieniędzy. Przyjaciele? Ogólnie prawie wszyscy pojawiają się tylko wtedy, gdy czegoś potrzebują. Mam oczywiście swego rodzaju najlepszego przyjaciela, ale on nie zawsze ma dla mnie czas. Wstydzę się z nim rozmawiać. Nawet nie wiem dlaczego. Gdybyście tylko wiedzieli, co naprawdę dzieje się w moim życiu...".
    Czytaj także:
    Daria mówi, że mieszka z rodzicami i dwójką braci. Ojciec jest alkoholikiem, zarabia grosze. Dziewczyna pisze, że jest bardzo zmęczona, bo zajmuje się dzieckiem i utrzymuje rodzinę, a "wszyscy uwielbiają oceniać kogoś, nawet nie wiedząc, co się z tym człowiekiem dzieje".
    Gdy podczas rozmowy z youtuberem pada pytanie, czy coś się zmieniło i czy ma od rodziców wsparcie emocjonalne, psychiczne, odpowiada krótko: "Rzadko". Widać, że nie chce powiedzieć nic więcej.
    Dasza odniosła się też w jednym wpisie do gwałtu: "To było najczęściej zadawane pytanie. Cholera, dlaczego są ludzie, którzy nadal nie mogę zrozumieć, że to jest dla mnie okropny, pieprzony temat? Nie mam ci nic do powiedzenia i nigdy więcej o tym nie powiem ani nie przypomnę. Nawet psychologowie radzili mi to zrobić. [...] Z trudem powstrzymuję łzy, kiedy osobiście o to mnie pytają. Po prostu postaw mnie na moim miejscu i zrozum, że to jest okropne".

    Czy nastolatka z Rosji spodziewa się drugiego dziecka?

    Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo Daria nic takiego nie ogłosiła. Może się oczywiście okazać, że tak jest, może się okazać, że udostępniła coś prowokacyjnego, a potem usunęła (na to jednak nie ma dowodów), może szukała atencji, bo przecież to niezbędny czynnik, żeby zarabiać w mediach społecznościowych.
    Pewne jest natomiast to, że ta historia obnaża nie tylko wypaczony system w Rosji. Małoletnia zgwałcona dziewczyna spotkała się z ostracyzmem, nie udzielono jej pomocy, narażono na traumatyczny poród, interesowano się nią, gdy "był skandal". Jej gwałciciel jest na wolności. Teraz jest pozostawiona sama sobie, oceniana, krytykowana i obrażana. Zdaje się, że jej kolorowe zdjęcia i szalone wypady z koleżankami na zakupy to fasada. A może w emocjonalnych wpisach z błędami, kolorowych włosach i stylizacjach czają się po prostu resztki utraconego dzieciństwa?
    W innym poście nastolatka napisała, że chce zaoszczędzić na dom, wyprowadzić się z córką do dużego miasta i tam znaleźć pracę. W tym samym wpisie odpowiada na pytanie, czy chce mieć więcej dzieci: "To nadal zły pomysł. Jakbym miała mieć następne dziecko to w wieku 20-25 lat".
    Ta historia to kolejny przykład, jak traktowana jest kobieta po gwałcie. Nadal, niezależnie od kraju, winy szukamy w ofierze. A winny ZAWSZE jest sprawca. Polscy komentujący pokazali natomiast na co ich stać, gdy media powieliły, bez wyjaśnienia, informację o rzekomej ciąży nastolatki. Kolejny raz podlali internet solidną dawką chamstwa, grubiaństwa i obleśnych komentarzy. Również pod zdjęciami Darii.
    Widać, że zna się na robocie.
    Zwyczajnie dziecko polubiło ten sport. Lubi dziewczynka ten sport, oj lubi.
    Po prostu mały szon. I tyle.
    Pod artykułem tylko jednego portalu znalazło się 1,5 tys. komentarzy. Większość o "dziewczynce, która jest patologią i się puszcza". To piszą dorośli ludzie. W kraju, w którym rozmowę o antykoncepcji i tolerancji w szkole nazwa się "seksualizacją dzieci". Może dla odmiany porozmawiajmy o pomocy ofiarom gwałtu i małoletnim matkom? Dziewczynkom, które mają podobne doświadczenia do Darii? Bo śmiem podejrzewać, że takich Darii jest o wiele więcej. Również w Polsce.

    Napisz do autorki: alicja.cembrowska@natemat.pl