19 mln zwolnień lekarskich, 246 mln opuszczonych dni i cudowne uzdrowienia po kontrolach. Boskie L4

Wzór zaświadczenia lekarskiego
Wzór zaświadczenia lekarskiego Źródło: isap.sejm.gov.pl
Obłożnie chorych nauczycieli na Śląsku uzdrowiły kontrole dyrektorów. To nie odosobniony przypadek. W ubiegłym roku Polacy spędzili na zwolnieniu 246 mln dni. Wielu z nich świetnie symulowało.


W 2011 roku w ZUS-ie zarejestrowano prawie 19 mln zwolnień lekarskich. Łącznie liczba dni opuszczonych z powody choroby wyniosła ponad 246 mln.

W porównaniu z rokiem 2010 liczba zwolnień wzrosła o 0,5 proc., a opuszczonych dni o 1 proc. Według ZUS-u przeciętna długość zwolnienia wyniosła 13,07 dnia.

Cudowne uzdrowienie

Rok 2011
Ponad 5,7 mln osób ubezpieczonych w ZUS przynajmniej raz przebywało na zwolnieniu lekarskim z powodu choroby własnej. Przeciętna długość nieobecności z powodu choroby wyniosła 35,77 dnia. CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: ZUS
W kraju blisko 39-milionowym te liczby szokują. Tym bardziej, że w wieku produkcyjnym jest około 60 proc. Polaków, z czego oczywiście nie wszyscy pracują. To wcale nie oznacza, że kiedy na świecie poprawia się ogólny stan zdrowia, my stajemy się narodem obłożnie chorym. Część z nas po prostu udaje.


Dowodem na to jest cudowne uzdrowienie nauczycieli w Tychach. Nauczyciele z województwa śląskiego bardzo licznie podupadali na zdrowiu, odkąd mogli skorzystać z urlopu dla poratowania zdrowia. Jak donosi "Dziennik Zachodni", wnioski o urlopy zdrowotne zmniejszyły się o blisko 40 proc, kiedy w Tychach w kwietniu zaczęło obowiązywać zarządzenie, zobowiązujących dyrektorów szkół do szczegółowej analizy wniosków.

Daria Szczepańska
zastępca prezydenta Tychów ds. społecznych dla "Dziennika Zachodniego"

Wydawało się podejrzane, że w czasie, kiedy w całej Polsce jesteśmy coraz zdrowsi, w naszym mieście coraz więcej nauczycieli dotykają "klęski zdrowotne". CZYTAJ WIĘCEJ


W Tychach wnioski złożyło 43 nauczycieli (rok wcześniej 76). Podobnie problem nagłego pogorszenia stanu zdrowotnego pedagogów rozwiązał prezydent Częstochowy, który kierował ich do Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy.

W tym roku choruje 24 pedagogów, rok temu wpłynęło 67 wniosków, zaś w 2010 aż 145 nauczycieli skorzystało z tego prawa. CZYTAJ WIĘCEJ

"Dziennik Zachodni"

Urlopy dla poratowania zdrowia nie są w gestii ZUS tylko MEN, ale również w przypadku ZUS dochodzi do takich błyskawicznych uzdrowień.

Plaga miesięcznych zwolnień
Kontrole lekarzy orzeczników ZUS-u (I półrocze 2012) udowodniły, że 10 proc. osób, które przebywało na zwolnieniu było na nim bezpodstawnie. Na ponad 233 tys. badań wydano 23,8 tys. decyzji wstrzymujących wypłatę chorobowego. W efekcie łącznie skrócono zwolnienia o 123,7 tys. dni i zaoszczędzono tym samym prawie 6,5 mln zł.


Na zwolnienia najczęściej idą Polacy w wieku 30-39 lat (28,1 proc.).

Najczęstszym powodem w 2011 roku były ciąża, poród i połóg (18,6 proc.) oraz urazy, zatrucia (15,5 proc.) CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: GUS
Największym problemem i plagą w opinii ekspertów są zwolnienia miesięczne. Potwierdza to doktor Paweł Grzesiowski z Instytutu Profilaktyki Zakażeń. Jego zdaniem wystawiane zwolnienia możemy podzielić na trzy grupy. – Po pierwsze zwolnienia płatne w 100 proc., które zachęcają do przedłużania. Przysługują w wybranych przypadkach np. ciąży czy choroby zawodowe – wyjaśnia doktor Grzesiowski.

Lekarz zwraca uwagę, że wiele kobiet w ciąży bierze te zwolnienia mimo, że nie zawsze mają do tego medyczne wskazania. – Druga grupa to zwolnienia "strategiczne", brane przeważnie na miesiąc. Można je przedłużyć trzykrotnie, zanim stanie się przed komisją lekarską. Dzięki temu niektórzy unikają np. odebrania wymówienia – zauważa doktor Paweł Grzesiowski i dodaje, że trzecią grupą są oczywiście chorzy, którzy naprawdę chorują np. na przewlekłe choroby.

Na miesięcznym zwolnieniu jednak nie zawsze się kończy. – Przedłużanie zwolnień to prawdziwa plaga. Po miesiącu zwolnienia człowiek teoretycznie wraca do pracy, ale bierze urlop na żądanie, więc się w niej fizycznie nie pojawia, po czym bierze miesięczne zwolnienie i znowu ma wolne – wyjaśnia Wojciech Bociański.

Wytropić symulanta

Według dr Grażyny Spytek-Bandurskiej, wykładowcy Uniwersytetu Warszawskiego i ekspertki prawa pracy PKPP Lewiatan, pracownicy robią takie 1, 2-dniowe przerwy po miesięcznym zwolnieniu, żeby wykazać, że długie nieobecności są teoretycznie usprawiedliwione. – Fizycznie pracownik się w pracy nie pojawia, bo bierze urlop na żądanie czy wypoczynkowy, ale jego nieobecność jest usprawiedliwiona, więc pracodawca nie może go zwolnić – dodaje dr Grażyna Spytek-Bandurska.

Jacek Dziekan, rzecznik ZUS-u przyznaje, że Zakład dostaje zgłoszenia o nadużywaniu zwolnień przez pracowników. – Trzeba podkreślić, że pracodawcy też mogą kontrolować pracowników, którzy są na zwolnieniu. Są dwa tryby kontroli. Tryb sprawdzający zasadność zwolnienia czyli kontrola lekarza, która ma ustalić, czy nie popełnił błędu bądź nadużycia wystawiając zwolnienie i kontrola wykorzystania zwolnienia, czyli sprawdzenie, co pracownik robi na urlopie – wyjaśnia Jacek Dziekan i podkreśla, że w tym drugim przypadku sprawdzać mogą również pracodawcy, jeśli ich firma liczy powyżej 20 pracowników.

Jeśli pracodawca zwrócić się do ZUS-u, ten może skontrolować pracownika. – ZUS może wezwać takiego pracownika na komisję lekarską i zweryfikować, czy człowiek jest rzeczywiście chory, czy wziął zwolnienie, żeby jechać w podróż, załatwić prywatne sprawy czy np. zrealizować pilne zlecenie do innej firmy – mówi dr Spytek-Bandurska.

Pracodawca, który ustali, że pracownik będący na zwolnieniu nie przebywa w domu, ma prawo zastosować wobec niego sankcje, włącznie ze zwolnieniem. – Może go zwolnić. W końcu taki pracownik nadużywa prawa do świadczeń społecznych, niewłaściwie wykorzystuje zwolnienie lekarskie i wykazuje brak lojalności wobec pracodawcy – wyjaśnia dr Grażyna Spytek-Bandurska. W założeniu pracownik będąc na zwolnieniu powinien jak najszybciej wyzdrowieć i wrócić do pracy. Skoro zamiast się leczyć wyjeżdża czy załatwia prywatne sprawy, to mu na tym nie zależy, więc wykazuje się nielojalnością.

Czytaj też: Stresujesz się w pracy? Badania dowodzą, że to nie jest wina szefa. Wszystko przez geny

Nie brakuje takich przypadków. Jednen z naszych czytelników napisał nam o swojej znajomej, która będąc na kilkumiesięcznym zwolnieniu "regularnie bywała na imprezach, tagowała się na Facebooku w knajpach i wrzucała zdjęcia z wakacji". Zdeterminowani pracodawcy do sprawdzania pracowników wykorzystują np. właśnie Facebooka, gdzie pracownicy przebywający na zwolnieniu niezbyt rozsądnie publikują zdjęcia z wyjazdów, imprez lub oznaczają się co jakiś czas w różnych miejscach, zapominając, że powinni być w domu.

Z takich narzędzi nie korzysta jednak ZUS. – Bardzo możliwe, że takie facebookowe poszlaki biorą pod uwagę pracodawcy. Co jakiś czas słyszymy o konfliktach między pracodawcą i pracownikiem, związanych z informacjami zdobytymi np. z Facebooka. ZUS swoje kontrole prowadzi jedynie realnie, sprawdzając np. czy chory pracownik jest w domu – podkreśla Jacek Dziekan, rzecznik ZUS.

Kontrola ZUS-u
Pracodawcy, którzy zgłaszają takie nadużycia do ZUS-u nie zawsze są zadowoleni z ich reakcji. – Zależy nam oczywiście, żeby służby Zakładu Ubezpieczeń Społecznych działały jak najszybciej, jeśli dostaną zgłoszenie o łamaniu warunków zwolnienia, ale nie zawsze odbywa się to tak szybko, jak pracodawca by oczekiwał – przyznaje dr Spytek-Bandurska.

Według Wojciecha Bociańskiego z BCC prywatne dochodzenie pracodawcy na niewiele się zda. – Nawet, jeśli pracodawca sprawdzi, że pracownik nie jest tak chory, jak mówi zwolnienie, to i tak nic to nie da. ZUS w pierwszym miesiącu zwolnienia, kiedy płaci pracodawca, nie ma żadnego interesu w tym, żeby interweniować. W pierwszym miesiącu ZUS-owi na tym zupełnie nie zależy – uważa ekspert BCC ds. służby zdrowia.

Jego zdaniem ZUS-owi zaczynają przeszkadzać dopiero wielomiesięczne zwolnienia czyli te wystawiane na dłużej niż miesiąc. – W takich przypadkach ZUS przeprowadza kontrole, wzywa na stawienie się przed lekarską komisją ZUS-owską, gdzie chorobę trzeba mieć solidnie udokumentowaną – podkreśla Wojciech Bociański.

Bez wyjścia?
Zdaniem ekspertów tak naprawdę nie ma sposobu, żeby ten precedens ukrócić. – To powszechne zjawisko. Dotyczy wszystkich grup zawodowych. Nie ma żadnego problemu z uzyskaniem zwolnienia w Polsce i nie potrzeba tu żadnej łapówki. Lekarze je po prostu wypisują – mówi Wojciech Bociański.

Potwierdza to doktor Paweł Grzesiowski. – O zwolnienie lekarskie w Polsce jest bardzo łatwo. Ich wystawianie jest tak naprawdę niekontrolowane. Nie ma żadnego narzędzia, które taką kontrolę, by umożliwiło np. jakieś weryfikacji online w czasie realnym – mówi lekarz. Jego zdaniem problemem są również zwolnienia związane z opieką nad dzieckiem. – Łatwo przekroczyć tu granicę realnej potrzeby takiej opieki. Niektórzy rodzice chcą po prostu zostać w domu i odpocząć – twierdzi Grzesiowski i dodaje, że takie zwolnienia są jednak zdecydowanie krótsze.

Zobacz też: Koniec bałaganu w gabinetach lekarskich? Pacjentowi wreszcie wystarczy numer PESEL

Skoro nie ma problemu z ich uzyskaniem, nie ma też narzędzia, które umożliwia stwierdzenie zasadności takiego zwolnienia w czasie rzeczywistym, a Polacy chętnie symulują swoje dolegliwości, pozostają jedynie kontrole i inicjatywy takie, jak ta w Tychach.