Walijska policja zatrzymała Polaka, który nie chciał podać danych, a złamał obostrzenia epidemiczne.
Walijska policja zatrzymała Polaka, który nie chciał podać danych, a złamał obostrzenia epidemiczne. Fot. flynt / 123RF

Radek Kotlarek, który na co dzień mieszka w Rhos-on-Sea w Walii mimo restrykcji epidemicznych, wybrał się z rodziną na plażę. Wobec Polaków interweniowała policja. Mężczyzna nie chciał jednak podać danych funkcjonariuszom, ponieważ twierdził, że nie zrobił nic złego. Policjanci zabrali Kotlarka na posterunek. Mężczyzna ma żal do służb.

REKLAMA
39-letni Radosław Kotlarek wraz z żoną Martą i nastoletnim synem wybrali się na ulubioną plażę około 35 km od miejsca ich zamieszkania w Rhos-on-Sea w prowincji Conwy (Północna Walia). W rozmowach z brytyjskimi mediami podkreślał, że jego rodzina potrzebowała "psychicznej przerwy".
– Moja rodzina borykała się z wieloma problemami wynikającymi z ciągłym lockdownem i edukacją domową – powiedział portalowi Walesonline.co.uk Kotlarek. – Do tego doszły osobiste problemy rodzinne, z którymi mieliśmy do czynienia w ostatnich miesiącach. Obejmują one bardzo poważną chorobę brata mojej żony i śmierć bliskich nam krewnych. Nie mogliśmy ich nawet pożegnać ani pojechać na pogrzeb w Polsce – dodał.
Kiedy już się mieli zbierać, podszedł do nich patrol policji, który zwrócił im uwagę, że zgodnie z obowiązującymi obostrzeniami epidemicznymi nie mogą robić sobie wycieczek, ponieważ przemieszczać można się tylko w razie wyższej konieczności – do sklepu, pracy, lekarz lub do apteki.
39-latek powiedział im jednak, że ich podróż była "niezbędna". Policjanci poprosili go więc, żeby się wylegitymował. Ten jednak odmówił i jak powiedział BBC, uważa, że miał do tego prawo. Funkcjonariusze aresztowali więc mężczyznę i zabrali go na komisariat w St Asaph na przesłuchanie, ponieważ musieli ustalić jego dane.
– Funkcjonariusze mieli uzasadnione podejrzenia, że ​​mężczyzna popełnił przestępstwo, które w tym przypadku stanowiło naruszenie przepisów dotyczących koronawirusa. Mężczyzna został aresztowany, ponieważ jego dane nie mogły zostać wówczas ustalone w celu zgłoszenia domniemanego naruszenia – tłumaczył mediom Nigel Harrison z północnowalijskiej policji.

Przeszukanie z rozebraniem

Kotlarek zarzuca policji nękanie. Twierdzi, że został niesłusznie aresztowany i był przetrzymywany przez 3 godziny na komisariacie. Twierdzi, że jeden z policjantów powiedział mu, że jeśli nie poda danych, to zostanie przeszukany z rozebraniem. Grożono mu podobno, że jego ubrania zostaną rozcięte nożyczkami.
– Musiałem rozebrać się przed nimi do naga i założyć piżamę jak przestępca. To było bardzo upokarzające – powiedział mediom. W tym czasie policja zidentyfikowała go po tablicach rejestracyjnych jego samochodu i zwolniła go z aresztu. Nie postawiono mu także żadnych zarzutów dotyczących złamania obostrzeń epidemicznych.
BBC dodaje, że na profilu facebookowym Kotlarka znaleziono wpisy, ostatni ze stycznia tego roku, które mogą sugerować, że neguje istnienie wirusa. Ten jednak twierdzi, że pomimo tych wpisów nie jest koronasceptykiem ani przeciwnikiem szczepień. Zapowiedział, że złoży skargę na postępowanie policji.
Czytaj także:
logo