
Piotr od listopada próbuje skontaktować się z krakowskim proboszczem, by dokonać apostazji. Najpierw na drodze stanęła pandemia – tak przynajmniej tłumaczył duchowny. Później – jak twierdzi Piotr – duchowny zaczął utrudniać procedury. Na komentarz proboszcza i kurii wciąż czekamy.
REKLAMA
Wszystko zaczęło się w listopadzie. Wtedy Piotr po raz pierwszy napisał do Parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Krakowie. Chciał umówić się na spotkanie z proboszczem, by złożyć oficjalne dokumenty i wystąpić z Kościoła.
– W dzieciństwie byłem niejako zmuszany do praktyk religijnych. Potem zostałem ateistą, więc co do zasady byłem kandydatem do apostazji, niemniej dawniej procedury były jeszcze bardziej skomplikowane. Kiedy dowiedziałem się, że je uproszczono, chcąc pozostać w zgodzie z własnym sumieniem i stanem faktycznym, zdecydowałem się wypisać z Kościoła – tłumaczy.
Czytaj także: Jak dokonać apostazji? Wyjaśniamy, jak wyglądają procedury wystąpienia z Kościoła katolickiego
Droga do apostazji
Ale jego droga do apostazji nie była tak prosta, jak zakładał. Od początku zaczęły się schody. Bo jak relacjonuje Piotr, ksiądz proboszcz przez dwa miesiące unikał spotkania, zasłaniając się zagrożeniem epidemicznym.W mailu 29 listopada 2020 roku proboszcz Dariusz Friszt napisał do Piotra: "W czasie, kiedy nie ma możliwości dostać się do lekarza rodzinnego, nie widzę możliwości spotkania na ponad pół godziny i dokonania tych formalności bez proporcjonalnego ryzyka epidemicznego. Jest pan w kolejce; inni ludzie zgodzili się na przesunięcie tego pytania do czasu, kiedy Kraków".
– Zrozumiałem to i wstrzymałem się do stycznia – tłumaczy nam Piotr. Choć i dodaje, że parafia działała wtedy w sprawach "pilnych". – Ale niestety sprawy administracyjne parafii – w szczególności takie, których ksiądz nie ma ochoty wypełniać – do pilnych nie należą – zaznacza.
Kolejną próbę kontaktu z proboszczem podjął w połowie stycznia. – Ksiądz przez cały czas powtarzał, że Kraków jest w czerwonej strefie, więc nie widzi możliwości spotkania. Przedstawiłem mu wówczas dane: wyliczenia i statystyki, z których wynikało, że Kraków powinien być właściwie w strefie zielonej. Uznał, że nie będzie dyskutował z tymi statystykami. Dodał, że kiedy nie można się nawet do lekarza umówić, to w takiej sprawie nie będzie przyjmował. Pisał mi też, że parafia działa tylko w ważnych sprawach, a ta nie jest dla niego ważna – opowiada Piotr.
Wtedy zdecydował się złożyć skargę do krakowskiej kurii. – A to dlatego, że ksiądz uniemożliwiał nam dokonanie procedury wydanej przez Konferencję Episkopatu Polski w formie Dekretu Ogólnego o wystąpieniach. Kuria podjęła kroki upomnienia księdza, ale okazały się one tylko połowiczne – zaznacza.
Bo – jak wyjaśnia Piotr – ksiądz po raz kolejny skomplikował całą procedurę. – Wymyślił bowiem, że niezbędne jest uiszczenie opłaty za znaczek pocztowy na list wysłany z parafii do kurii wraz z oświadczeniem woli apostaty. Dodał, że bez tego nie będzie dalej procedował oświadczenia. Mimo że był to jego obowiązek, a samo żądanie takiej opłaty nie ma podstawy prawnej, a więc jest nielegalne, może stanowić nawet wyłudzenie – tłumaczy.
Brak woli
W podobnej sytuacji są trzy inne osoby, w tym Magda, która złożyła akt apostazji, ale trafił on do szuflady w kancelarii krakowskiego kościoła.– Tu też pojawił się argument opłaty za znaczek. Magda powiedziała, że go opłaci, gdy proboszcz wystawi jej rachunek, fakturę, jakiekolwiek potwierdzenie. Ksiądz odparł, że nie ma problemu, tylko musi przekazać tę informację księgowej. Tego samego dnia koleżanka dostała maila z informacją, że oni w ogóle nie mogą wystawiać żadnych dokumentów – mówi Piotr.
Od tego czasu i proboszcz, i kuria milczą. – Dopiero wczoraj odpisał przedstawiciel Kościelnego Inspektoratu Danych, że on nie zajmuje się sprawami samej apostazji, ale ze względu na to, że mogło dojść do jakichś naruszeń, przyjrzą się jej. Ale też bez szczegółów – tłumaczy Piotr.
Jego zdaniem ksiądz nie obawia się pandemii, ale unika spotkania z apostatami. – Koleżanka widziała go w kancelarii bez maseczki. Sam nie zachowywał też reżimu sanitarnego, więc nie brzmi to jakby on bał się wirusa. Raczej chodziło o to, że robił co tylko mógł, żeby nam wszystko utrudnić i nas zniechęcić – dodaje.
Co na to krakowski proboszcz i kuria? Na komentarze wciąż czekamy.