
Przedstawiciele prywatnych szpitali, którym premier Mateusz Morawiecki zarzucił, że nie wspierają publicznego sektora w walce z pandemią, chcą sprostowania i przeprosin. Ich szefowie nie wierzyli w to, co usłyszeli. – Po ludzku zrobiło mi się potwornie przykro. Czujemy się wręcz obrażeni tym, co zostało wczoraj powiedziane – mówi nam dyrektor prywatnego szpitala we Wrocławiu.
Od 20 lat wykonujemy zabiegi kardiochirurgiczne dla dzieci i dla dorosłych. Prowadzimy tę działalność bez wsparcia rządu, tylko i wyłącznie na NFZ. Nie mamy żadnych dodatkowych źródeł utrzymania i finansowania tej działalności.
Co powiedział premier Morawiecki
Przypomnijmy, 25 marca, premier Mateusz Morawiecki wypowiedział słowa, które wywołały powszechne oburzenie i wielkie niedowierzanie, że w ogóle coś takiego padło z jego ust.A czy służba prywatna dzisiaj, wobec której mam jak najwyższy szacunek oczywiście, ratuje? Czy ratuje życie i zdrowie pacjentów z COVID-19? Czy słyszymy, że jakieś wielkie szpitale prywatne są otwarte i zamieniane na te dla pacjentów z COVID-19? Otóż nie. Tylko państwo w takich chwilach próby musiało rzucić i rzuciło wszystkie swoje środki, aby uratować jak najwięcej Polaków i gospodarkę".
Jak zaczęła się współpraca?
Prezes OSSP cofa się w czasie do 12 października. – Minister zdrowia skontaktował się z Anną Rulkiewicz i rozmawiał z nią o przygotowaniu przez szpitalne prywatne tysiąca łóżek. Nie skontaktował się z nami, ze stowarzyszeniem, wybrał ją na przedstawicielkę. Pani prezes Rulkeiwicz wtedy zadzwoniła do mnie, że trzeba coś zrobić. Całe popołudnie i noc dzwoniłem po prezesach naszych szpitali i przekonywałem. Przedstawiałem stawkę, którą pan minister podał Pani Rulkiewicz za pacjenta covidowego. W ten sposób zebraliśmy 1040 łóżek. Rano, na godz. 10.00 była wyznaczona konferencja prasowa – wspomina.Wcześniej powiedziała w Rynku Zdrowia: "Od początku pandemii deklarowaliśmy chęć włączenia się w systemowe działania państwa w zakresie zapobiegania i zwalczania koronawirusa. (...) W czasie II fali pandemii szpital św. Elżbiety przyjął ponad 200 pacjentów. Na 61 łóżek mieliśmy 11 łóżek intensywnej terapii, więc trafiały do nas ciężkie przypadki".
Część środków ochrony indywidualnej dostaliśmy z Agencji Rezerw, ale pozostałe musimy kupić z własnych pieniędzy. Teraz musieliśmy też przebudować cały oddział intensywnej terapii, który został zwiększony z 4 łóżek do 11. Nie wspominając o wywozie zakaźnych śmieci, które kosztują.
"Zarząd American Heart of Poland oświadcza, że od samego początku walki z pandemią COVID-19 wspiera system ochrony zdrowia, oferując szereg możliwości z naszej strony. Już w trakcie trwania pierwszej fali pandemii trzy nasze ośrodki, na terenie Tychów, Kędzierzyna-Koźla i Zgierza zostały przekształcone w ośrodki jednoimienne, które udzielały zabezpieczenia kardiologicznego dla pacjentów zakażonych SARS-CoV-2". Czytaj więcej
Współpraca z europejskimi szpitalami
– Nie bardzo wiem, jak wyobrażają sobie teraz dalszą współpracę z nami. Jeden ze szpitali właśnie się zastanawia, czy nie wypowiedzieć umowy, nie zamknąć szpitala. . Spodziewamy się, że pan premier przemyśli – mówi prezes Sokołowski.Próbowali pisać do władz RP
– Osobiście napisałem pismo do ministra zdrowia i do premiera. Wiedzieliśmy, że większość szpitali prywatnych pracuje na pełnym obrotach. A jeśli szpital publiczny zostanie przemianowany na jednoimienny to większość pacjentów z wyrostkami, zawałami, nowotworami, nie będą mieli gdzie się leczyć. Napisałem pismo z propozycją, byśmy przejęli część pacjentów planowych. Jesteśmy w stanie to zrobić, nawet gdyby szpitale miały pracować w trybie 24h. Odpowiedzi do tej pory nie ma. Słyszałem za to komentarze: "znowu prywaciarze chcą się nachapać". Mam wrażenie, jakbym rozmawiał z dawną komuną – twierdzi prezes."Najtrudniej motywować pracowników"
Niedawno, z okazji Dnia Kobiet, dyrektor Anna Farmas udzieliła wywiadu Europejskiemu Stowarzyszeniu Szpitali Prywatnych (EUHP). Pytano m.in. o współpracę szpitala prywatnego z rządem. – Powiedziałam, że współpracujemy. Wspomagamy się i pomagamy sobie wraz z Dyrektorami innych szpitali w rejonie. Od wojewody dostałam 3 respiratory, za co jestem wdzięczna. Akurat na forum tego artykułu wyraziłam się pochlebnie o współpracy z rządem. Żeby teraz dowiedzieć się że nic nie robimy. To jest strasznie przykre – mówi.Przychodzą do mnie i mówią: Pani dyrektor, czy oni nie wiedzą, co tu się dzieje?" Jak mam ich zmotywować do pracy, do dalszego wysiłku? Do brania nadgodzin? Oni mówią: "Premier nawet nie wie, że takie rzeczy się dzieją. Każdy z nas wolałby pracować w kardiochirurgii, a nie patrzeć w oczy pacjentom, którzy nam umierają".
