Słowa premiera Morawieckiego o prywatnych szpitalach wywołały oburzenie w całej Polsce. Prywatne placówki, które ratują pacjentów z COVID-19, nie rozumieją, jak mógł je tak potraktować.
Słowa premiera Morawieckiego o prywatnych szpitalach wywołały oburzenie w całej Polsce. Prywatne placówki, które ratują pacjentów z COVID-19, nie rozumieją, jak mógł je tak potraktować. Fot. Roman Bosiacki / Agencja Gazeta

Przedstawiciele prywatnych szpitali, którym premier Mateusz Morawiecki zarzucił, że nie wspierają publicznego sektora w walce z pandemią, chcą sprostowania i przeprosin. Ich szefowie nie wierzyli w to, co usłyszeli. – Po ludzku zrobiło mi się potwornie przykro. Czujemy się wręcz obrażeni tym, co zostało wczoraj powiedziane – mówi nam dyrektor prywatnego szpitala we Wrocławiu.

REKLAMA
  • – Czy słyszymy, że jakieś wielkie szpitale prywatne są otwarte i zamieniane na te dla pacjentów z COVID-19? Otóż nie – powiedział premier Morawiecki i wywołał burzę.
  • – Jako jeden ze szpitali prywatnych oddaliśmy wszystkie swoje łóżka na potrzeby walki z pandemią – mówi nam dyrektor prywatnego szpitala we Wrocławiu.
  • Jak komentuje to prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych?
  • Anna Farmas jest dyrektorem zarządzającym w Dolnośląskim Centrum Chorób Serca im. prof. Z. Religii – Medinet we Wrocławiu.
    – Jako jeden ze szpitali prywatnych oddaliśmy wszystkie swoje łóżka na potrzeby walki z pandemią. Mamy 11 łóżek intensywnych, respiratorowych z pacjentami covidowymi i dodatkowych 45 łóżek wyłącznie dla pacjentów covidowych. Oprócz tego na okrągło prowadzimy szczepienia, ponad 3780 szczepień wykonanych bo wiemy, że taka jest potrzeba. Całkowicie zatrzymaliśmy naszą działalność kardiochirurgiczną, by walczyć z pandemią – mówi w rozmowie z naTemat.
    16 marca minął dokładnie rok, gdy – jak podkreśla – trzecia fala pandemii wywróciła cały szpital do góry nogami. Dziś wszystkie łóżka w tej placówce są zajęte przez pacjentów covidowych.
    – Cierpią na tym dzieci, które rodzą się z wadami serca, których nie ma w tej chwili gdzie operować w południowo-zachodniej Polsce, rodzice, którzy pytają, kiedy będą jakiekolwiek terminy zabiegów. Cierpią na tym pacjenci z zawałami, którzy czekają na by-passy, z wadami zastawkowymi, tętniakami którzy często nie doczekają swojego terminu zabiegu. Cierpią po to, żeby teraz usłyszeć od premiera, że my absolutnie się nie angażujemy? – pyta Anna Farmas.
    Słowa premiera Morawieckiego bardzo ją zabolały. – Po prostu po ludzku zrobiło mi się potwornie przykro. Czujemy się wręcz obrażeni tym, co zostało wczoraj powiedziane i nie wiem, co mam powiedzieć pracownikom. Dziś rano nie wiedziałam, jak spojrzeć im w oczy. Dawno nic mnie tak nie zabolało – reaguje dyrektor wrocławskiej placówki.
    Nie tylko ona. Cała prywatna służba zdrowiu jest zdumiona, rozgoryczona, zawiedziona. Już napisali list otwarty do premiera, w którym żądają sprostowania i przeprosin.
    W skali całego kraju pacjentom covidowym w prywatnych szpitalach dedykowanych jest ponad 1000 łóżek. Wielu ludzi doskonale o tym wie.
    – Nie rozumiem, jak można w taki sposób potraktować placówki, które wychodzą naprzeciw i realizują potrzeby społeczne i dlaczego takie słowa padają z ust najwyższych przedstawicieli władzy. Tych wszystkich, którzy zostawiają swoje rodziny, którzy codziennie przychodzą tu w tych kombinezonach, ociekając potem ciężko pracują często w nadgodzinach, premier powinien przeprosić – uważa dyr. Farmas.
    Dyr. Anna Farmas

    Od 20 lat wykonujemy zabiegi kardiochirurgiczne dla dzieci i dla dorosłych. Prowadzimy tę działalność bez wsparcia rządu, tylko i wyłącznie na NFZ. Nie mamy żadnych dodatkowych źródeł utrzymania i finansowania tej działalności.

    Co powiedział premier Morawiecki

    Przypomnijmy, 25 marca, premier Mateusz Morawiecki wypowiedział słowa, które wywołały powszechne oburzenie i wielkie niedowierzanie, że w ogóle coś takiego padło z jego ust.
    Premier Mateusz Morawiecki

    A czy służba prywatna dzisiaj, wobec której mam jak najwyższy szacunek oczywiście, ratuje? Czy ratuje życie i zdrowie pacjentów z COVID-19? Czy słyszymy, że jakieś wielkie szpitale prywatne są otwarte i zamieniane na te dla pacjentów z COVID-19? Otóż nie. Tylko państwo w takich chwilach próby musiało rzucić i rzuciło wszystkie swoje środki, aby uratować jak najwięcej Polaków i gospodarkę".

    Wśród pacjentów i przedstawicieli prywatnej służby zdrowia zawrzało.
    – Jeśli miałbym skomentować jednym słowem wystąpienie premiera Morawieckiego, to niestety, może to być tylko brzydkie słowo. Anna Rulkiewicz, prezes LUX MED, ładnie to ujęła: Prezesom prywatnych szpitali pękło serce – reaguje w rozmowie naTemat Andrzej Sokołowski, od 19 lat prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych.
    LUX MED dla pacjentów covidowych oddał szpital im. św. Elżbiety w Warszawie. Ale takich placówek ich więcej. – To wszystkie szpitale Scanmed, z placówki grupy Nowy Szpital, Medinet, czy 250 łózek grupy EMC... Takich ośrodków jest więcej. Jeśli chodzi o narodowy program szczepień, to w 85 proc. oparty jest o sektor prywatny – wymienia Andrzej Sokołowski.

    Jak zaczęła się współpraca?

    Prezes OSSP cofa się w czasie do 12 października. – Minister zdrowia skontaktował się z Anną Rulkiewicz i rozmawiał z nią o przygotowaniu przez szpitalne prywatne tysiąca łóżek. Nie skontaktował się z nami, ze stowarzyszeniem, wybrał ją na przedstawicielkę. Pani prezes Rulkeiwicz wtedy zadzwoniła do mnie, że trzeba coś zrobić. Całe popołudnie i noc dzwoniłem po prezesach naszych szpitali i przekonywałem. Przedstawiałem stawkę, którą pan minister podał Pani Rulkiewicz za pacjenta covidowego. W ten sposób zebraliśmy 1040 łóżek. Rano, na godz. 10.00 była wyznaczona konferencja prasowa – wspomina.
    Pamięta, że w miejscu konferencji czekał już baner z informacją, że szpitale prywatne dają tysiąc łóżek. – Po tygodniu, prezes NFZ zmienił stawkę. Dostałem za to od kolegów. A teraz wszyscy usłyszeliśmy, że nie włączyliśmy się się w pomoc pacjentom covidowym – mówi.
    Anna Rulkiewicz zamieściła 26 marca tweeta ze spotkania z ministrem zdrowia. "Wierzę, że wczorajsza wypowiedź Premiera była nieporozumieniem i dalej będziemy współpracować dla dobra Pacjentów" – napisała.

    Wcześniej powiedziała w Rynku Zdrowia: "Od początku pandemii deklarowaliśmy chęć włączenia się w systemowe działania państwa w zakresie zapobiegania i zwalczania koronawirusa. (...) W czasie II fali pandemii szpital św. Elżbiety przyjął ponad 200 pacjentów. Na 61 łóżek mieliśmy 11 łóżek intensywnej terapii, więc trafiały do nas ciężkie przypadki".
    Dodała, że przygotowanie szpitala wymagało wydatkowania około 1,5 mln zł i że wyzwanie było duże, ale mu sprostali.
    Wszystkie placówki poniosły koszty, musiały się przygotować. Tym większy żal, że z ust premiera usłyszały takie słowa.
    – Przy drugiej fali przygotowaliśmy śluzy na oddział, trzeba było wyrwać drzwi z jednych miejsc, wstawić je w drugie, postawić kolejne zapory. Uzbroić personel w wiedzę. Zakupić sprzęt, którego nie potrzebuję i pewnie nigdy nie będę potrzebować. Wydaliśmy w sumie ponad 1,5 mln zł, by kupić aparat rentgenowski cyfrowy, który szybko daje wynik, za ponad 600 tys. zł, aparaty do intensywnego, wysokiego przepływu tlenu High Flow, koncentratory tlenu, respiratory – wymienia dyr. Farmas.
    dyr. Anna Farmas

    Część środków ochrony indywidualnej dostaliśmy z Agencji Rezerw, ale pozostałe musimy kupić z własnych pieniędzy. Teraz musieliśmy też przebudować cały oddział intensywnej terapii, który został zwiększony z 4 łóżek do 11. Nie wspominając o wywozie zakaźnych śmieci, które kosztują.

    Pokazuje nam nagranie, jak jej szpital walczy z COVID-19.
    Głos w sprawie wystąpienia premiera Morawieckiego zabrała też sieć medyczna American Heart of Poland. Rynek Zdrowia opublikował oświadczenie:
    American Heart of Poland
    za: Rynek Zdrowia

    "Zarząd American Heart of Poland oświadcza, że od samego początku walki z pandemią COVID-19 wspiera system ochrony zdrowia, oferując szereg możliwości z naszej strony. Już w trakcie trwania pierwszej fali pandemii trzy nasze ośrodki, na terenie Tychów, Kędzierzyna-Koźla i Zgierza zostały przekształcone w ośrodki jednoimienne, które udzielały zabezpieczenia kardiologicznego dla pacjentów zakażonych SARS-CoV-2". Czytaj więcej

    Współpraca z europejskimi szpitalami

    – Nie bardzo wiem, jak wyobrażają sobie teraz dalszą współpracę z nami. Jeden ze szpitali właśnie się zastanawia, czy nie wypowiedzieć umowy, nie zamknąć szpitala. . Spodziewamy się, że pan premier przemyśli – mówi prezes Sokołowski.
    Andrzej Sokołowski przez dwie kadencje był również członkiem zarządu Europejskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych (EUHP) z siedzibą w Brukseli, a od niedawna jest jej honorowym prezydentem Walnego Zgromadzenia EUHP.
    Mówi, jak od samego początku pandemii wyglądała współpraca polskich szpitali prywatnych z europejskimi i jak na zachodzie ceniono rady polskich placówek prywatnych.
    – Co tydzień obradowaliśmy w internecie. Dyrektor dużego, znanego szpitala w Mediolanie wyrywał sobie włosy z głowy. Mówił: umierają mi lekarze, pielęgniarki, nie wiem, co się dzieje. Tam był dramat. Zmarło mu 107 lekarzy. Dzień i noc szukał przyczyny. Pewnego dnia odkrył ją i wszystkich nas powiadomił. Okazało się, że przemęczeni lekarze rozbierają się w tak nerwowy sposób, by jak najszybciej wydostać się z tych ubrań barierowych, że się zakażali. Potem jeden z naszych kolegów w Polsce zwrócił uwagę, że w pomieszczeniach OIOM musi być utrzymywane ujemne ciśnienie. Rozesłaliśmy to na Europę. Dostaliśmy za to mnóstwo podziękowań – mówi prezes OSSP.
    Z polskimi władzami nie było tak łatwo.

    Próbowali pisać do władz RP

    – Osobiście napisałem pismo do ministra zdrowia i do premiera. Wiedzieliśmy, że większość szpitali prywatnych pracuje na pełnym obrotach. A jeśli szpital publiczny zostanie przemianowany na jednoimienny to większość pacjentów z wyrostkami, zawałami, nowotworami, nie będą mieli gdzie się leczyć. Napisałem pismo z propozycją, byśmy przejęli część pacjentów planowych. Jesteśmy w stanie to zrobić, nawet gdyby szpitale miały pracować w trybie 24h. Odpowiedzi do tej pory nie ma. Słyszałem za to komentarze: "znowu prywaciarze chcą się nachapać". Mam wrażenie, jakbym rozmawiał z dawną komuną – twierdzi prezes.
    Mówi, że na początku pandemii przygotowali zalecenia "Dobre Praktyki w szpitalach prywatnych w okresie pandemii" zebrane na podstawie polskich i europejskich doświadczeń. – Dokument w wersji PDF został zamieszczony na stronie stowarzyszenia i wersji drukowanej przekazany do Sejmu i Senatu, do Ministerstwa Zdrowia, ale bez odzewu. Teraz przygotowujemy następną część – zapowiada Andrzej Sokołowski.
    Zazdrości kolegom z UE współpracy z resortami zdrowia: – Zazdroszczę im. Teraz kolega z Niemiec opowiadał, jak zaprosił go minister zdrowia. Siedząc przy kawie omówili, czego oczekuje minister, co może dać sektor prywatny, na jakich warunkach. Ja 19 lat czekam na takie coś w Polsce. Nie, że ja poproszę ministra o spotkania, ale minister wyjdzie z inicjatywą.Teraz czekam od roku, że może pan minister zadzwoni. Może powie: macie 18 proc. łóżek w Polsce. To jest jedna piąta, w związku z tym siądźmy, porozmawiajmy, co z tym można zrobić. A tak się nie dzieje.
    OSSP skupia ponad 100 podmiotów leczniczych zarządzających ponad 150 szpitalami na terenie Polski.

    "Najtrudniej motywować pracowników"

    Niedawno, z okazji Dnia Kobiet, dyrektor Anna Farmas udzieliła wywiadu Europejskiemu Stowarzyszeniu Szpitali Prywatnych (EUHP). Pytano m.in. o współpracę szpitala prywatnego z rządem. – Powiedziałam, że współpracujemy. Wspomagamy się i pomagamy sobie wraz z Dyrektorami innych szpitali w rejonie. Od wojewody dostałam 3 respiratory, za co jestem wdzięczna. Akurat na forum tego artykułu wyraziłam się pochlebnie o współpracy z rządem. Żeby teraz dowiedzieć się że nic nie robimy. To jest strasznie przykre – mówi.
    Dodaje, że po takich słowach, najtrudniejsze jest utrzymanie motywacji pracowników.
    Dyr. Anna Farmas

    Przychodzą do mnie i mówią: Pani dyrektor, czy oni nie wiedzą, co tu się dzieje?" Jak mam ich zmotywować do pracy, do dalszego wysiłku? Do brania nadgodzin? Oni mówią: "Premier nawet nie wie, że takie rzeczy się dzieją. Każdy z nas wolałby pracować w kardiochirurgii, a nie patrzeć w oczy pacjentom, którzy nam umierają".

    – Wobec tej choroby jesteśmy prawie bezradni. Nie taki jest profil naszej działalności, my nie jesteśmy zakaźnikami. Nasz personel nie jest przyzwyczajony do takiej śmiertelności. Źle znoszą to psychicznie. I jeszcze słyszą, że się nie angażują. To bardzo krzywdzące dla tych wszystkich ludzi, że tak zostali potraktowani – mówi dyr. Anna Farmas.