
Pierwszy w pełni polski lekki czołg, zaprojektowany za 30 milionów złotych przez konstruktorów z Gliwic, nie trafi do seryjnej produkcji. Polska armia go nie potrzebuje, zagraniczne wojska też nie chcą podpisywać kontraktów. Wojskowi zapewniają jednak, że pieniądze nie zostały wyrzucone z błoto, bo pomogą przy kolejnych projektach.
Pierwszy w pełni skonstruowany przez polskich inżynierów lekki czołg Anders nie trafi do masowej produkcji. Generał Paweł Lamla z Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Urządzeń Mechanicznych w Gliwicach zapewnia, że wypracowane przy budowaniu Andersa technologie zostaną wykorzystane przy kolejnych projektach.
Cytowany przez "Rzeczpospolitą" oficer wojsk lądowych zauważa, że nikt nie pytał armii o zapotrzebowanie na tę Wielozadaniową Platformę Bojową. Andrzej Kiński, naczelny "Nowej Techniki Wojskowej ocenia, że w Afganistanie bardziej przydatne są Rosomaki.
MON chce rozeznać się w potrzebach armii i dopiero wtedy zdecyduje jaki rodzaj uzbrojenia zakupić. A potrzeby mogą być spore, bo już w 2017 roku trzeba będzie zastąpić lub zmodernizować 120 czołgów Leopard. W złym stanie są też T-72. Miejmy nadzieję, że doświadczenia z budowy Andersa przydadzą się w przyszłości.
Źródło: "Rzeczpospolita"
