
U pięciu piłkarzy reprezentacji Andory, którzy w niedzielę byli w Warszawie, zdiagnozowano koronawirusa – poinformowała tamtejsza federacja. Wcześniej zakażenie wykryto u dwóch podopiecznych Paulo Sousy.
REKLAMA
W niedzielę reprezentacja Polski pokonała u siebie Andorę 3:0. Był to typowy mecz z serii "do odhaczenia i zapomnienia", jednak spotkanie okazało się wyjątkowo pechowe. W drugiej połowie Robert Lewandowski nabawił się kontuzji wykluczającej go z gry na kilka tygodni. Ale na tym nie koniec. Mecz mógł być również ogniskiem koronawirusa.
Andorska federacja w specjalnym komunikacie przekazała, że u pięciu reprezentantów kraju wykryto zakażenie. Cała piątka była na zgrupowaniu w Warszawie. Nie podano, o których piłkarzy chodzi.
Nie wiadomo, czy do zakażenia doszło w trakcie meczu, ale nie da się tego wykluczyć. Jeśli spotkanie rzeczywiście było ogniskiem wirusa, powstaje też pytanie, kto kogo zaraził. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że to Polacy zainfekowali rywali.
Koronawirus w naszej kadrze pojawił się jeszcze przed meczem z Węgrami. Okazało się wtedy, że zakażony jest Mateusz Klich. Kilka dni później infekcję zdiagnozowano u Łukasza Skorupskiego. Obaj zostali odizolowani przed meczem z Andorą, ale zagrał w nim Kamil Piątkowski, u którego zakażenie wykryto dopiero po spotkaniu.
Eksperci od kilku miesięcy podkreślają, że do transmisji wirusa w trakcie meczu dochodzi rzadko. Nie jest to jednak niemożliwe. Jeśli piłkarze przez dłuższy czas mają bezpośredni kontakt, jeden może zakazić drugiego.
Na razie nie wiadomo nic o tym, aby koronawirus miał zmienić plany kadry Andory. W środę reprezentacja ta gra z Węgrami. Polacy tego samego dnia zmierzą się na Wembley z Anglikami.
Czytaj także: