Jestem ateistą. Czy polscy niewierzący są prześladowani?

Fot. Tomasz Machała / naTemat
Niedawno mama zwierzyła mi się, co czuła po tym, gdy wyznałem jej wiele lat temu, że nie wierzę w Boga. Poważnie się wtedy wystraszyła. Rozmyślała – co z niego wyrośnie, czy nie zostanie jakimś kryminalistą? Jak jednak przekonała się – to, że nie wierzę, nie oznacza, że będę kradł czy zabijał.


Co jest głównym problemem ateistów w Polsce? Niezrozumienie. Ateizm jest dla przeciętnego Polaka czymś złowieszczo-tajemniczym. Czasem podczas rozmów o swojej niewierze czuję się jak dziwadło, które z obrzydzeniem zmieszanym z ciekawością, tyka się z bezpiecznego dystansu kijem. 

Zobacz też: "Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę...". Billboardowa wojna o wiarę w Lublinie

„Jak to nie chcesz ochrzcić swojego dziecka?”; „Czemu łamiesz się opłatkiem, jak jesteś niewierzący?”; „Co cię powstrzymuje od zdradzania swojej dziewczyny?” – na te i inne pytania odpowiadałem dziesiątki razy. Mam to szczęście, że urodziłem się i żyję w dużym mieście oraz obracam się w środowisku rozsądnych, tolerancyjnych ludzi. Dlatego odpowiadanie na czasem absurdalne pytania, wysłuchiwanie krępujących życzeń „odnalezienia Jezusa w sercu” od religijnych znajomych, czy gorące, ale na końcu życzliwe dysputy z rodziną, to cały dyskomfort, jaki doświadczam z powodu mojego ateizmu (piszę tu o bezpośrednim kontakcie z ludźmi, ateiści w Polsce mają oczywiście też inne problemy, na innych poziomach).


Nie wszyscy ateiści jednak tak mogą żyć. W konserwatywnych środowiskach, mniejszych miastach, gdzie wszyscy się znają, czy bardzo tradycyjnych rodzinach, jest mniej różowo. Niektórych niezrozumienie dotyka głębiej, bo, jak to ludzie mają w zwyczaju, nieufność przeradza się często w agresję. Wielu tych, którzy mówią otwarcie o swoim ateizmie, doświadcza ostracyzmu. Inni dla świętego spokoju chodzą na chrzciny, śluby i pogrzeby i żegnają się, kiedy trzeba. Jeszcze inni, i to jest najsmutniejsze, nie potrafią przyznać się przed samym sobą, że nie wierzą.


Przeczytaj także: Ateizm stał się już religią?

W Polsce religijność i jej brak mają swoją niesamowitą specyfikę. Tu ateista może zostać dwukrotnie prezydentem, ale ta sama osoba, tłumaczy się przepraszająco, że „nie otrzymała łaski wiary”. Tu chrzest, komunia, ślub i pogrzeb muszą być kościelne, ale masa ludzi wierzących to na co dzień niepraktykujący antyklerykałowie. Tu ateiści zamiast rozmawiać o filozofii i nauce, oraz debatować, czy nawet spierać się z samą religią, zajmują się głównie patrzeniem w portfel i na samochody „tych tłustych biskupów”.

Czego tak naprawdę potrzebujemy? Może wystarczy się lepiej poznać? Brzmi to infantylnie, ale to chyba jedyna droga. Obecność ateistów w przestrzeni publicznej powinna być i będzie coraz większa. Szymon Hołownia wieszczył, że nastaje czas prześladowania chrześcijan, który zostanie zgotowany nie przez lwy Rzymian, a polskie społeczeństwo. Wielu ateistów odpowiadało wtedy – i wciąż to powtarzają z uporem – "nie, to my mamy gorzej, to nas prześladują!" Przerzucanie się jak dzieci na cierpiętnictwo nic nikomu jednak nie da.

Jestem ateistą i nie czuję się prześladowany czy dyskryminowany przez ludzi wokół mnie. Chciałbym tylko, żeby częściej okazywano mi szacunek przez zadawanie trudniejszych pytań.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...