
Jacek Cichocki odpiera zarzuty posła Kaczmarka z PiS, jakoby specsłużby inwigilowały posłów. – Nie było żadnej inwigilacji posłów, nie ma i być nie może – czytamy na łamach "Gazety Wyborczej".
REKLAMA
Dwaj posłowie PiS: Tomasz Kaczmarek oraz Marek Opioła kilka tygodni temu powiadomili prokuraturę, że są bezprawnie inwigilowani przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. SKW te doniesienia natychmiast dementowała, ale plotka poszła w świat. W sprawie wszczęto śledztwo.
W tej sprawie zebrała się również sejmowa komisja ds. służb specjalnych, na której oficjalnie stwierdzono, że żadnej inwigilacji nie było. – Każdy może – nawet poseł Kaczmarek – nawypisywać do prokuratury wiele najróżniejszych bzdur. Mam nadzieję, że prokuratura zakończy tę sprawę, zajmie jednoznaczne stanowisko i że wtedy poseł Kaczmarek stanie i powie przepraszam – czytamy słowa Jacka Cichockiego w "Gazecie Wyborczej".
Marek Opioła, który jest również wiceprzewodniczącym komisji nie jest zadowolony z takiego stanowiska. Swoje zdanie argumentuje zdziwieniem, że mimo iż inwigilacji posłów nie było, prokuratura po coś wszczęła w tej sprawie śledztwo.
"Gazeta Wyborcza" dotarła do informacji, z których wynika, że w rzekomej aferze podsłuchowej wcale nie chodzi o agenta Tomka, ale o jego społecznego asystenta, który jest jego kolegą jeszcze z czasów, gdy poseł Kaczmarek pracował w służbach.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
