
"Jak nie przestaniesz pisać, moi koledzy cię połamią, nie będziesz miał życia w tym mieście, nie znajdziesz żadnej pracy i nie dożyjesz w tym mieście stu lat" - tak lokalnemu dziennikarzowi groził wiceprezydent Częstochowy Jarosław Marszałek.
REKLAMA
To, co piszą dziennikarze rzadko podoba się politykom. Szczególnie krytyczni dla władzy są dzisiaj zazwyczaj redaktorzy mediów lokalnych, których artykuły potrafią zakończyć karierę niejednego samorządowca.Zaperwne dlatego nerwy puściły wiceprezydentowi Częstochowy Jarosławowi Marszałkowi, który dziennikarzowi "Tygodnika Poniedziałek" we wtorek zagroził nie tylko zniszczeniem kariery, ale także pobiciem.
"Stwierdził, że jeśli nie zaprzestanę swojej działalności, to, jak to ujął jego koledzy mnie połamią" - opowiada Adrian Biel w serwisie e-tygodnik.pl. Dziennikarz usłyszał to od częstochowskiego wiceprezydenta przed posiedzeniem rady miasta, gdy rozmawiał z innym samorządowcem. Jarosław Marszałek odciągnął go na bok, wyprowadził na parking przed budynkiem i zaczął grozić. "Osłupiałem, ale nie dałem się zahukać i dalej prowadziłem grzecznie rozmowę" - relacjonuje redaktor. Biel podkreśla, że od razu widział, iż wiceprezydentowi chodzi o jego materiał krytyczne wobec miejskich władz.
Dziennikarz próbował wytłumaczyć politykowi, że jego praca polega właśnie na tym, by kontrolować poczynania samorządowców. "Odparłem, że każdy z nas ma swoją pracę. (...) Możemy nie zgadzać się ze sobą, spierać, ale jednocześnie szanować i pracować na rzecz mieszkańców, tak jak każdy potrafi najlepiej" - opisuje. Wówczas Jarosław Marszałek miał zirytować się jednak jeszcze bardziej i powtórzył, że jeśli Adrian Biel "się nie uspokoi", koledzy wiceprezydenta go "połamią". "Nie będziesz miał życia w tym mieście, nie znajdziesz żadnej pracy i na pewno nie dożyjesz stu lat w tym mieście” - usłyszał od niego redaktor "Tygodnika Poniedziałek".
Wówczas Biel zrozumiał, że tej sprawa nie skończy się jednak na jednej ostrej rozmowie. "Zapytałem Marszałka czy zdaje sobie sprawę z tego co mówi i czy liczy się z faktem, że o groźbach kierowanych pod moim adresem powiadomię policję? Nie zrobiło to na nim wrażenia. Stwierdził, że mogę sobie powiadamiać o czym chcę" - opowiada. Dziś Adrian Biel twierdzi, że naprawdę obawia się o swoje życie i zdrowie. Dlatego też o wtorkowym incydencie powiadomił już policję.
Źródło: e-tygodnik.pl
