Beata Pawlak
Beata Pawlak Fot. Anna Biała / Agencja Gazeta

To już dziesięć lat temu terroryści odebrali życie Beacie Pawlak - niezwykłej kobiecie i dziennikarce, bez której polska prasa nigdy nie będzie już taka sama. "Mistrzowsko łączyła wiedzę z wrażliwością, pasję z odpowiedzialnością, pracowitość z niezwykłą determinacją, by objaśniać ten świat" - mówił o niej sam Ryszard Kapuściński.

REKLAMA
Dziś nie wszyscy pamiętają to nazwisko, ale jeszcze kilkanaście lat temu znał je każdy zainteresowany tym, co się dzieje na świecie. Beata Pawlak na łamach "Gazety Wyborczej" przybliżała Polakom ten najbardziej dla nas egzotyczny świat. Pisała o Azji, Bliskim Wschodzie, muzułmanach. "Beata pisała o islamie jak nikt inny w polskiej prasie. Mistrzowsko łączyła wiedzę z wrażliwością, pasję z odpowiedzialnością, pracowitość z niezwykłą determinacją, by objaśniać ten świat" - powiedział o niej kiedyś mistrz reportażu Ryszard Kapuściński.
Bartosz Węglarczyk
były szef działu zagranicznego "Gazety Wyborczej"

Zawsze rozmawialiśmy bardzo dużo, bo interesowaliśmy się tym samym tematem, czyli terroryzmem. Próbowała zrozumieć powody kierujące ludźmi sięgającymi po tak drastyczne metody.

Niestety od dziesięciu już lat nie napisała ani słowa. 12 października 2002 roku zginęła tragicznie w czasie zamachu terrorystycznego na indonezyjskiej wyspie Bali. Wcześniej objechała prawie cały świat.
Wreszcie było ją na to stać, bo sprzedała akcje Agory, które dostali dziennikarze "Gazety Wyborczej", gdy ich firma wchodziła na giełdę. Rzuciła pracę w redakcji, w której coraz mniej przychylnym okiem patrzono na tych, którzy pisać o świecie nie chcieli zza biurka w Warszawie. Przede wszystkim chciała dotrzeć do ukochanej Azji.
Długo przebywała w Indonezji, ale zdecydowała, że czas zmienić Sumatrę na Bali. Pech chciał, że w ten październikowy wieczór postanowiła wejść do jednego z barów w słynącym z klubów i dyskotek kurorcie Kuta. Właściwie można powiedzieć, że zabiła ją jej pasja. Czyli islam, który dla terrorystów z organizacji Dżimah Islamija okazał się być tylko i wyłącznie narzędziem przemocy. Zabili 202 osoby, w większości Australijczyków, Brytyjczyków i swoich rodaków. I Beatę Pawlak, jedyną ofiarę z polskim paszportem.
Islamiści nie byli jednak w stanie zabić jej dorobku dziennikarskiego i pamięci o niej. "10. rocznica zamachu na Bali. Śp. Beata Pawlak, moja koleżanka, była wspaniałą osobą. Zawsze będzie w naszych myślach i modlitwach" - pisał wczoraj na Twitterze Marcin Bosacki, rzecznik prasowy MSZ, a niegdyś szef działu zagranicznego "Gazety Wyborczej", w którym pisała Pawlak.
Marcin Bosacki
rzecznik MSZ, były dziennikarz "Gazety Wyborczej"

10. Rocznica zamachu na #Bali. ŚP Beata Pawlak, moja koleżanka, była wspaniałą osobą. Zawsze będzie w naszych myślach i modlitwach CZYTAJ WIĘCEJ

- Zawsze rozmawialiśmy bardzo dużo, bo interesowaliśmy się tym samym tematem, czyli terroryzmem. Tylko, że ona zajmowała się nim zupełnie inaczej, niż ja. Nie od strony tego, jak sobie z nim poradzić, tylko patrzyła na terroryzm jako zjawisko społeczne, rodzaj buntu. Próbowała zrozumieć powody kierujące ludźmi sięgającymi po tak drastyczne metody. Uczulała mnie nie tylko na walkę z terroryzmem - wspomina ją Bartosz Węglarczyk.
Doświadczony korespondent przyznaje, że od Beaty Pawlak wszyscy w redakcji wiele się uczyli. Choć ona w ogóle nie miała ambicji, by kogoś pouczać. - To była dziewczyna, która miała w sobie taką cechę najlepszych dziennikarzy, Kapuścińskiego, czy Jagielskiego. To ludzie, którzy nigdy nie udają, że wszystko wiedzą, tylko uważają, iż spotkanie z innym człowiekiem może im dać coś nowego. Ona właśnie taka była, uczyła nas zainteresowania światem. Tego, jak to ważne - dodaje Węglarczyk.
W rocznicę śmierci jednej z najlepszych reportażystek w historii polskiej prasy wspomina ją również Piotr Pytlakowski, dziś z "Polityki", ale w dawnych czasach redakcyjny kolega Beaty Pawlak. "Na pożegnaniu Beaty na podwarszawskim cmentarzu byli prawie wszyscy, także ci, którzy za jej życia darli z nią koty" - wspomina publicysta.
Piotr Pytlakowski
"Polityka"

Na pożegnaniu Beaty na podwarszawskim cmentarzu byli prawie wszyscy, także ci, którzy za jej życia darli z nią koty CZYTAJ WIĘCEJ

"W latach 80. spędziła kilka lat we Francji, to chyba tam doznała fascynacji islamem (...). Realizowała swoje marzenie, by zostać pisarką, bo jej teksty nie były zwykłą dziennikarską robotą, ale kunsztownymi literackimi perełkami. Często wyjeżdżała za granicę, opisywała zwykłych ludzi, ale uwikłanych w niezwykłe sytuacje. W Kalkucie pracowała jako wolontariuszka w umieralni, w Algierii śledziła jak żyje kraj, w którym terroryści toczą wojnę domową. Bywała w Afryce, w Indonezji, zatrudniła się nawet w izraelskim kibucu" - tłumaczy fenomen jej postaci i tworzonych przez nią tekstów.
Już rok po śmierci Pawlak ustanowiono nagrodę jej imienia, wręczaną 12 października autorom najlepszych publikacji na temat innych kultur, religii i cywilizacji. Dziennikarka specjalny fundusz ustanowiła zresztą w swoim testamencie i nagroda jest w pewien sposób wypełnieniem jej ostatniej woli. Zarządza nim Fundacja Stefana Batorego, a wyróżnienie przyznaje jury, w skład którego wchodzą Adama Szostkiewicz, Urszula Doroszewska, Wojciech Jagielski, Piotr Kłodkowski, Maria Kruczkowska, Antoni Rogala, Olga Stanisławska, Wojciech Tochman, Joanna Załuska i Wojciech Załuski.
Dotąd nagrodą im. Beaty Pawlak nagrodzono m.in. Beatę Pawlikowską, Mariusza Szczygła i Artura Domosławskiego. W tym roku jej laureatami zostali natomiast Bartosz Jastrzębski i Jędrzej Morawiecki, autorzy książki "Krasnojarsk zero" przybliżającej realia życia w wielkich industrialnych blokowiskach w Rosji.