Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki Łukasz Cynalewski

Były główny doradca premiera przeprasza wszystkie rodziny ofiar, bo śmierci ich bliskich można było uniknąć. Przyznaje, że zawinił rząd swoimi licznymi zaniedbaniami. Nie, nie w Polsce. Choć nie ma wątpliwości, że to pan, panie premierze Mateuszu Morawiecki, powinien przeprosić. I to już dawno temu.

REKLAMA
– Prawda jest taka, że ministrowie, urzędnicy i doradcy – tacy jak ja – dramatycznie nie dochowali standardów, których opinia publiczna ma prawo wymagać od swojego rządu w czasie kryzysu takiego jak ten. Kiedy kraj potrzebował nas najbardziej, zawiedliśmy. I chciałbym powiedzieć wszystkim tym rodzinom, które straciły bliskich, choć można było tego uniknąć, że przepraszam za błędy, które popełniliśmy, i za moje własne błędy – powiedział Dominic Cummings, do niedawna główny doradca Borisa Johnsona, który zeznał w parlamencie, że rząd Wielkiej Brytanii był całkowicie nieprzygotowany do pandemii, a sam premier do lutego uważał COVID-19 za niepotrzebne straszenie.
Brzmi znajomo? I to bardzo.
Na początku lipca 2020 roku powiedział pan, panie premierze Mateuszu Morawiecki, że "koronawirus jest w odwrocie i nie trzeba się go bać". Mówił pan to w dniu, kiedy w Polsce odnotowano 371 przypadków i zmarło 15 osób. W sytuacji okołowyborczej, by jak najwięcej osób zachęcić do pójścia na głosowanie. Szczególnie tych starszych i tych, którzy w I turze zostali w domach. "Apeluję zwłaszcza do osób, które nie poszły, bo się czegoś obawiały. Nie ma się już czego bać, latem wirusy grypy i ten koronawirus też są słabsze, dużo słabsze" – apelował pan.
Czytaj także:
Jak wiemy, koronawirus wcale nie odpuścił. Już na jesieni walczyliśmy z drugą falą, a 2 listopada, czyli cztery miesiące po pana słowach, mieliśmy już 15578 przypadków i 92 zgony. A to był dopiero początek.
8 marca 2021 roku znów rozbudził pan nadzieje Polaków. Tym samym obniżając ich czujność, tak potrzebną przecież przy walce z wrogiem. Podczas wizyty w Tarnowskich Górach powiedział pan: – Wychodzimy z pandemii powoli, poobijani, ale niepokonani. Tego dnia odnotowano 6169 przypadków koronawirusa i już wtedy byliśmy na trzeciej fali wznoszącej.
Już tydzień później było 10895 przypadków, a dwa tygodnie później 14579. O końcu pandemii nikt wtedy nie myślał, po raz kolejny trzymano mocno gardę, bo koronawirus ciskał ciosy z lewa i prawa. Nie wszystkim udało się przed nimi obronić, bo 14 kwietnia, czyli nieco ponad miesiąc od pana słów o wychodzeniu z pandemii, zmarły aż 804 osoby.
Kiedy kraj zmaga się z największą trudnością od lat, kiedy obywatele tracą zdrowie i życie, ale i miejsca pracy czy oszczędności, kuszące jest zostać tym, który – jak Joanna Szczepkowska w 1989 roku o końcu komunizmu – obwieści dobrą nowinę o końcu pandemii. Kiedy jednak nad wszystkimi wisi groźba choroby, lepiej skupić się na walce z przeciwnikiem, niż nad ogłaszaniem zwycięstwa po pierwszej rundzie. Jeszcze pan zdąży to zrobić.
Wiele razy – delikatnie mówiąc – oszczędnie gospodarował pan prawdą. Ani razu jednoznacznie nie przyznał pan, że przesadził w swoich prognozach, że to był błąd i że rząd swoimi, wielokrotnie niezrozumiałymi, decyzjami podburzał zaufanie ludzi do polityków i do strategii walki z koronawirusem.
– Jest bardzo prawdopodobne, że mamy bardzo duże szanse wrócić do prawie normalności – powiedział dziś prof. Andrzej Horban. Ten tryb wysoce przypuszczający jest najbardziej słuszny, jeśli mowa o koronawirusie. A parafrazując jego słowa powiem: jest bardzo prawdopodobne, że mamy bardzo małe szanse, że pan, panie premierze, nas za swoje słowa przeprosi. A nie ma wątpliwości, że powinien pan to zrobić. I to już dawno temu. I to nie raz.