
Prezentują dziesiątki słabych prac i sądzą, że sztuka obroni się sama. Nie potrafią się zareklamować i miesiącami nie odpowiadają na emaile – czytelnik pisze do nas, że także sami artyści są winni swojej trudnej sytuacji.
REKLAMA
W odpowiedzi na opublikowany niedawno w naTemat.pl tekst o trudnym losie polskich artystów, otrzymaliśmy list od pana Krzysztofa Bochnackiego, redaktora naczelnego portalu graffus.com. Jest to ciekawy głos w dyskusji o kondycji polskich twórców. Wcześniej pisał o tym problemie także nasz bloger, dr Mikołaj Iwański. Treść polemiki w całości publikujemy poniżej.
Czyja to wina?
Przeczytałem z uwagą pański tekst o artystach. Jako, że zajmuję się pokazywaniem artystów od ponad roku, cieszę się na każdy, choćby najmniejszy, przejaw zainteresowania tematem. Nie o tym jednak. Po lekturze pokusić się chciałem o odpowiedź na pytanie postawione we wstępie – "Czyja to wina?"
Przeczytałem z uwagą pański tekst o artystach. Jako, że zajmuję się pokazywaniem artystów od ponad roku, cieszę się na każdy, choćby najmniejszy, przejaw zainteresowania tematem. Nie o tym jednak. Po lekturze pokusić się chciałem o odpowiedź na pytanie postawione we wstępie – "Czyja to wina?"
Podczas lektury artykułu kłębiło się w głowie mnóstwo różnych myśli. Z upływem czasu jednak, co nieco przemyślenia uporządkowałem i doszedłem do wniosków jak poniżej.
Winni są artyści! Dlaczego?
Jest coś na rzeczy w stwierdzeniu, że artyści żyją w oderwaniu od rzeczywistości i nikt, powtarzam, nikt nie zawraca sobie głowy tym, by im tę rzeczywistość nieco przybliżyć. Oczywiście mam na myśli rzeczywistość artystyczną, nie prozę życia, na którą narzekają.
Jest coś na rzeczy w stwierdzeniu, że artyści żyją w oderwaniu od rzeczywistości i nikt, powtarzam, nikt nie zawraca sobie głowy tym, by im tę rzeczywistość nieco przybliżyć. Oczywiście mam na myśli rzeczywistość artystyczną, nie prozę życia, na którą narzekają.
Co to oznacza w praktyce? Po pierwsze, nieumiejętność selekcji. Przeglądając portfolia artystów, często zwracam uwagę na... nadmiar prac. Jest dużo, jest byle jak. Chcąc pokazać dobrych 5-8 prac artysty, muszę niejednokrotnie przebijać się przez dziesiątki średnich lub słabych, ujawnionych z tylko artyście znanych powodów. Tymczasem wystarczyłoby odsunąć na bok emocje związane z pracami i wybrać to, co dobrze reprezentuje, co pokazuje kunszt, kierunek podążania.
Po drugie, nieumiejętność pokazania się. Niegdyś w szkole podstawowej czy średniej uczono pisać życiorys. Gdy dorosły człowiek stara się o pracę, również pisze takowy, często dodaje do tego list motywacyjny. Artyści natomiast... wychodzą z błędnego założenia, że pisać o sobie nie muszą. Sztuka obroni się sama. Po części mają rację, sztuka musi się obronić sama w konfrontacji z odbiorcą, ale... widz ma prawo wiedzieć co nieco o artyście. Tylko gdzie o tym przeczytać, skoro artyści o sobie nie piszą wcale lub zdawkowo. Pomijam w tej chwili sprawy związane z twórczością, ale biogram? Toć bez tego ani rusz.
Po trzecie, nieumiejętność komunikacji. Ileż razy w duchu kląłem, gdy oglądając w internecie naprawdę interesujące prace, nie mogłem znaleźć danych kontaktowych. Ileż razy czułem się jak kretyn, gdy wysyłałem do artysty propozycję publikacji w serwisie i dostawałem odpowiedź po 2-3 miesiącach... albo wcale. Rozumiem nimb tajemniczości, niedostępności, ale jak ktoś ma pokazać czy kupić, gdy nie ma jak nawiązać kontaktu z artystą?
Apel do redaktora Tadeusza Mosza. CZYTAJ WIĘCEJ
Winne są media! Dlaczego?
Co zajmuje współczesne media? Słupki popularności, liczba odsłon, wyniki sprzedaży. W konfrontacji z plotką czy sensacją ze świata rozrywki lub polityki, sztuka jest niemalże niemedialna, nudna. Kto więc miałby o niej pisać? Serwisy branżowe czynią to dzień w dzień. Jest kilkanaście. Blogi takoż. Mainstreamowe media jednak zapominają, i przypominają sobie dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś spektakularnego lub obrazoburczego. Na chwilę sobie przypominają. Czytamy więc kolejny rankingi, polityków, blogerów, zarobków, celebrytów, upadków medialnych. Czytamy co ONA ubrała, kogo ON przeleciał lub z KIM ma dziecko. PAPKA. O sztuce i artystach jest na marginesie, drobnym drukiem...
O czym piszą dziennikarze? Czy warto pisać o sztuce, gdy wiadomo, że temat nie nabije wystarczającej liczby odsłon? Czy warto tracić czas na temat, który nie przyniesie popularności? A skoro o wszystkim decydują słupki, to daje się to, czego chcą ludzie... igrzyska. Często gęsto wyssane z brudnego palucha.
Winni są odbiorcy! Dlaczego?
Masowa konsumpcja. Sztuka, tak jak inne potrzeby człowieka, jest współcześnie konsumowana na skalę masową. Bezrefleksyjnie często. Masowy odbiorca poszukuje zatem rzeczy łatwych w odbiorze i interpretacji, jednoznacznych, przyjemnych dla oka, nie zajmujących zbyt wiele czasu. 10 minut między meczem a zakupami w markecie.
Odbiorca jest leniwy. Podać do ręki, podsunąć pod nos, wyświetlić na ekranie monitora, tabletu, smartfona. Bez wychodzenia z domu, bez opuszczania wygodnego fotela, bez wydawania pieniędzy, bez wysiłku i samodzielnego szukania. Z ogólnodostępnych, opiniotwórczych mediów.
Masowa konsumpcja. Sztuka, tak jak inne potrzeby człowieka, jest współcześnie konsumowana na skalę masową. Bezrefleksyjnie często. Masowy odbiorca poszukuje zatem rzeczy łatwych w odbiorze i interpretacji, jednoznacznych, przyjemnych dla oka, nie zajmujących zbyt wiele czasu. 10 minut między meczem a zakupami w markecie.
Odbiorca jest leniwy. Podać do ręki, podsunąć pod nos, wyświetlić na ekranie monitora, tabletu, smartfona. Bez wychodzenia z domu, bez opuszczania wygodnego fotela, bez wydawania pieniędzy, bez wysiłku i samodzielnego szukania. Z ogólnodostępnych, opiniotwórczych mediów.
Odbiorca głosuje portfelem. I słusznie, to bardzo dobry mechanizm, ale... odbiorca wybiera z tego, o czym wie z mediów, o czym został poinformowany. Wybiera z tego co mu polecono, co ktoś wskazał jako wartościowe, godne zobaczenia. Odbiorca się uczy sztuki z mediów.
Nie stopniuję winy. Stoję na stanowisku, że wszystkie wymienione elementy łącznie dają jedną wielką winę, która jest w nas wszystkich; artystach, dziennikarzach piszących o sztuce, mediach i odbiorcach. Każdy z nas musi się na własną rękę przeprosić ze sztuką i poprawić... Samo się nie zrobi. Zdaję sobie równocześnie sprawę, że powyższe brzmi brutalnie, niemalże obcesowo, i może wywołać lawinę nieprzychylnych komentarzy. Może jednak ferment lepszy będzie od milczenia...
Krzysztof Bochnacki

