
W krótkim czasie smartwatche przeszły naprawdę długą drogę – od gadżetów, po które sięgała zaledwie garstka pasjonatów najnowszych technologii, po urządzenia, bez których życia nie wyobraża sobie wielu z nas. Porozmawiajmy o wielkiej rewolucji, która dzieje się na naszych oczach.
REKLAMA
Na początku była popkultura. Mówiąc precyzyjniej: komiksowy detektyw Dick Tracy, który już w roku 1946 zaczął używać zegarków oferujących coś więcej, niż pomiar czasu. Najpierw na jego nadgarstku zagościło urządzenie wyposażone w funkcję krótkofalówki, z biegiem czasu naręczne gadżety, których używał w trakcie walki ze złem, zyskiwały nowe funkcje (np. możliwość prowadzenia rozmów wideo).
Wizje Chestera Goulda, autora tej serii komiksów, stały się kamyczkiem, który poruszył wielką lawinę: o wszystkomogących sprzętach, które możemy nosić na ręku, zaczęli marzyć nie tylko twórcy fantastyki naukowej (w szóstej dekadzie dwudziestego wieku inteligentne zegarki pojawiły się m. in. w serialu "Star Trek"), lecz również prawdziwi naukowcy.
Efekt? W roku 1972 amerykańska firma Hamilton Watch Company wypuściła na rynek Pulsara P1 Limited Edition, uznawanego za praszczura wszystkich smartwatchy. Z dzisiejszej perspektywy jego możliwości były – mówiąc eufemistycznie – skromne (wówczas iście rewolucyjną nowością był wyświetlacz LED z automatyczną regulacją jasności).
Dodajmy, że ten wykonany ze złota zegarek powstał w zaledwie czterystu egzemplarzach, z których każdy wyceniono na 2100 dolarów (dziś byłaby to równowartość ponad 46 000 zł), a więc nie było to urządzenie dostępne dla przeciętnego Kowalskiego; przepraszam: Smitha.
I choć z biegiem czasu w sklepach zaczęły pojawiać się coraz bardziej zaawansowane urządzenia, które można było zapiąć na nadgarstku, to na moment, w którym na dobre podbiły serca konsumentów, przyszło nam czekać całe dziesięciolecia.
Naprawdę wielka rewolucja rozpoczęła się niedawno. Przecież jeszcze pół dekady temu (potraktujmy tę wartość mocno umownie, w końcu nie można tutaj postawić wyraźnej cezury) po smartwatche – tudzież ich skromniejszych kuzynów, czyli inteligentne opaski sportowe (tzw. smartbandy) – sięgali zazwyczaj ludzie określani mianem geeków, tudzież tzw. gadżeciarze rozkochani w najnowszych zdobyczach techniki.
Stan na dziś? Przyjrzyj się proszę, drogi czytelniku, przechodniom oraz znajomym, a zobaczysz, że zegarki wyposażone w bambiliony rozmaitych funkcji stały się czymś naprawdę powszechnym. Oczywiście nie możemy poprzestawać na wpatrywaniu się w cudze nadgarstki, tak więc przejdźmy do konkretnych liczb. A te wskazują jasno: w ostatnich czasach apetyty konsumentów rosną w niesamowitym wręcz tempie.
Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez firmę International Data Corporation w pierwszym kwartale 2020 r. globalny rynek urządzeń ubieralnych (za który w zdecydowanej większości odpowiadają właśnie smartwatche i smartbandy) odnotował 29,7-procentowy wzrost rok do roku. Jedynie pomiędzy styczniem a kwietniem sprzedano 72,6 miliona takich sprzętów, po czym… owo natarcie "wearablesów" nie straciło impetu.
Choć pandemia koronawirusa odbiła się naprawdę boleśnie na wielu branżach, to przypadku smartwatchy sprawy mają się zgoła inaczej. Tym razem rzućmy okiem na raport przygotowany przez Counterpoint Research, zgodnie z którym w pierwszych trzech miesiącach 2021 r. producenci inteligentnych zegarków odnotowali zwiększenie zamówień (znów mówimy tutaj o wzrostach rok do roku) o imponujące 35 procent.
Już w styczniu roku ubiegłego smartwatche i smartbandy posiadała jedna piąta dorosłych Amerykanów, a odsetek ów rośnie w naprawdę zawrotnym tempie. A jak mają się owe sprawy w naszym kraju? Otóż, jak się okazuje, bardzo podobnie.
– Z ubiegłorocznych badań, przeprowadzonych przez Ipsos na zlecenie naszej firmy, wynika, że aż 94 proc. Polaków wie, czym jest smartwatch, co świadczy o coraz większej popularności tej kategorii wśród konsumentów. Blisko 21 proc. respondentów zadeklarowało, że posiada takie urządzenie, a 36 proc. korzysta z niego od roku lub krócej. W czasie pandemii, gdy wielu z nas musiało zostać w domach, zainteresowanie inteligentnymi zegarkami, pomagającymi zadbać o formę czy też mierzącymi saturację krwi Sp02, wzrosło jeszcze bardziej – aż 63 proc. rodzimych konsumentów stwierdziło, iż rozważa zakup takiego urządzenia – mówi Dorota Haller, dyrektorka marketingu i e-commerce w Huawei CBG Polska.
Jak dodaje, statystyczny użytkownik inteligentnego zegarka jest osobą pomiędzy 25. a 34. rokiem życia, która posiada wykształcenie wyższe lub średnie, natomiast jej dochód wynosi od 2201 do 5600 zł netto. Zaznaczmy, że 49 proc. owej grupy stanowią panie.
– Możemy powiedzieć, że do końca roku 2020 globalny udział Huawei w rynku smartwatchy wynosił 18 proc., co dało nam trzecie miejsce na świecie. Nasza pozycja w Polsce jest jeszcze mocniejsza, gdyż tutaj jesteśmy liderem. Będziemy ją umacniać dzięki rozwojowi kategorii, dobrze uszytej ofercie i nowym rozwiązaniom – podkreśla Bartosz Gryczka, który w polskim oddziale Huawei odpowiada za segment urządzeń ubieralnych…
… czyli segment, w którym firma z Shenzhen może odnotować naprawdę imponujące wzrosty, gdyż pomiędzy rokiem 2018 a 2020 zwiększyła globalne dostawy inteligentnych zegarków o 400 proc.
Wracając jeszcze na moment do Polski: tylko w pierwszej połowie roku ubiegłego udział Huawei w tutejszym rynku smartwatchy wzrósł trzykrotnie. W ujęciu ilościowym (zestawiając to z analogicznym okresem roku 2019) mówimy o skoku z 11,2 proc. do 35,3 proc., natomiast w rekordowym czerwcu było to 40,7 proc.
Lecz, co istotne, tych zmian w świecie technologii nie powinniśmy sprowadzać jedynie do suchych liczb. Przyczyną i zarazem skutkiem owej rewolucji jest wielka zmiana naszego podejścia do "sprytnych" zegarków. Jeszcze wczoraj były akcesoriami z kategorii "fajnie byłoby to mieć", dziś coraz częściej myślimy: "przecież to coś, co po prostu trzeba mieć".
Chodzi o to, że smartwatch przechodzi właśnie drogę podobną do tej, którą wcześniej przebył smartfon – od bycia ciekawostką rynkową, po którą sięgają nieliczni, aż po "akcesorium obowiązkowe", bez którego zdecydowana większość społeczeństwa nie wyobraża sobie życia. Że tak powiem: czuje się bez niego jak… bez ręki.
Kolejny z bardzo ważnych wątków w rewolucji, o której mówimy: smartwatch zaczął się coraz mocniej emancypować. Owszem, wciąż traktujemy go zazwyczaj jako dodatek do smartfona; ot, wykorzystujące technologię Bluetooth akcesorium, dzięki któremu nie musimy wyciągać tego telefonu z kieszeni.
Zmiana utworu, którego słuchamy? Informacja o nowej wiadomości lub połączeniu? Wystarczy – szybko i wygodnie – sięgnąć w stronę nadgarstka i już. Aktywności fizyczne? Oto okoliczności, w których, a jakże, doceniamy czujniki wbudowane w dekielki inteligentnych zegarków, dzięki którym możemy np. poznać swój puls. Lecz "centrum zarządzania" wszelakimi aplikacjami wciąż pozostaje telefon.
Jednak powyższy stan rzeczy zmienia się w bardzo szybkim tempie. Jak wspomniałem wcześniej: smartwatche stają się naprawdę niezależne i coraz lepiej radzą sobie bez smartfonów. Świetnym przykładem mogą być tutaj debiutujące właśnie na rynku inteligentne zegarki Huawei Watch 3, czyli reprezentanci nowego pokolenia urządzeń zakładanych na nadgarstki.
Wyposażono je w naprawdę "poważne" podzespoły. Procesor Hi6262 w połączeniu z 2 gigabajtami pamięci RAM i świetnie zoptymalizowanym systemem HarmonyOS pozwala na bardzo płynną obsługę aplikacji, również tych bardziej wymagających. Dodajmy: nie chodzi tutaj wyłącznie o "apki", które zainstalował producent, lecz również oprogramowanie firm trzecich, które możemy ściągać ze sklepu AppGallery bezpośrednio na zegarek, z pominięciem telefonu.
Do tego dochodzą nie tylko standardy takie jak GPS, NFC, Wi-Fi, lecz również LTE oraz e-SIM, co sprawia, że w naprawdę wielu sytuacjach telefon jest nam po prostu niepotrzebny. Oczywiście, pod pewnymi względami zegarkom – nawet tym najnowocześniejszym – wciąż trudno konkurować ze smartfonami. Przecież pisanie dłuższych tekstów przy użyciu ich niewielkich wyświetlaczy jest niełatwe, natomiast wygodne przeglądanie zawartości serwisów społecznościowych i konsumpcja materiałów wideo – wręcz niemożliwe.
Na razie. Pamiętajmy bowiem o tym, że rozwijają się zarówno technologie zamiany mowy na tekst, jak i przełomowe pomysły jajogłowych, dzięki którym zegarki mogą otrzymać np. wyświetlacze holograficzne. Lecz nawet jeżeli przestanę wybiegać w przyszłość i bawić się w futurologię techniczną (nie, i tak nie zostanę nowym Stanisławem Lemem), fakt jest faktem: sytuacji, w których smartfon jest po prostu zbędny, jest dużo. A będzie ich jeszcze więcej.
Nawet jeżeli ograniczymy się w tym miejscu wyłącznie do najistotniejszych kwestii komunikacyjnych: nie chcesz lub nie możesz zabrać ze sobą telefonu, a zależy ci na utrzymywaniu kontaktu ze światem? Żaden problem: przecież zegarek taki jak Huawei Watch 3 pozwala wykonywać połączenia telefoniczne (czy to przy użyciu słuchawek, czy też wbudowanych mikrofonów i głośników), a także odczytywać wszelakie wiadomości oraz odpowiadać na nie.
Pamiętajmy: wszystko płynie, urządzenia naręczne coraz mocniej rozwijają skrzydła, natomiast sprzęty takie jak wspomniane przed chwilą nowinki od koncernu z Shenzhen uświadamiają mi, że być może pewnego dnia większość z nas stwierdzi: "smartfon? Nie potrzebuję takiej nieporęcznej staroci, skoro mam smartwacha"! Czy podobny scenariusz ziści się w niedalekiej przyszłości? Nie wiem. Jednak jeżeli tak właśnie się stanie, nie będę zaskoczony.
Artykuł powstał we współpracy z Huawei.
