Czy Japonia jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom igrzysk olimpijskich?
Czy Japonia jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom igrzysk olimpijskich? Fot. KAZUHIRO NOGI/AFP/East News

Szczepienia, testy, brak zagranicznych kibiców, a nawet zakaz... wznoszenia okrzyków na trybunach – środki ostrożności powzięte przez organizatorów igrzysk robią wrażenie. A i tak nie przekonują Japończyków, którzy igrzysk po prostu nie chcą. Czy słusznie? Na to pytanie nie odpowiadamy, ale przedstawiamy sytuację i oddajemy głos ekspertom. Więcej informacji na temat igrzysk olimpijskich w Tokio znajdziesz w naTemat. Jesteśmy #GotowiNaTokio.

REKLAMA

Poniższy tekst jest elementem naszej akcji specjalnej #GotowiNaTokio. Od poniedziałku aż do rozpoczęcia igrzysk każdego dnia będziemy publikować materiały poświęcone zmaganiom sportowym w Tokio. W naTemat dowiesz się o naszych szansach medalowych, jak do igrzysk przygotowani są Japończycy, poczytasz wspomnienia naszych najbardziej utytułowanych olimpijczyków i nie tylko.

Na początku roku w Japonii przeprowadzono sondaż, w którym zapytano mieszkańców tego kraju o ich zdanie na temat organizacji igrzysk olimpijskich w trakcie pandemii. Zdecydowana większość respondentów stwierdziła, że woli, aby impreza została odwołana lub po raz kolejny przełożona. Dziennie w tym zamieszkiwanym przez ponad 100 milionów osób kraju przybywało wtedy po ok. 5 tys. nowych zakażeń. W większości państw europejskich, również w Polsce, w dobowych przyrostach pojawiały się znacznie wyższe liczby. Umierało też zdecydowanie więcej zakażonych niż w Japonii. Ale Europejczycy i tak wręcz domagali się organizacji przełożonego na ten rok Euro 2020. Dlatego z naszej perspektywy opór Japończyków przed przyjęciem najlepszych sportowców świata mógł wydawać się dość dziwny.
logo
Fot. KAZUHIRO NOGI/AFP/East News

Minęło pół roku, a mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni nadal są wobec igrzysk bardzo sceptyczni. Wiadomo już, że ich apele nie zostaną wysłuchane – impreza czterolecia ruszy 23 lipca. Pozostaje pytanie, kto ma tu rację? Japończycy przesadzają czy igrzyska w czasie zarazy faktycznie nie są najlepszym pomysłem?

Igrzyska pod znakiem obostrzeń

Oczywiście podczas olimpiady obowiązywać będą surowe restrykcje. Wszyscy ich uczestnicy mają żyć w szczelnej "bańce", czyli odizolowani od świata zewnętrznego.
Dotyczy to również zaszczepionych, którzy zresztą stanowią zdecydowaną większość wszystkich zawodników. Szacuje się, że szczepionkę przeciw COVID-19 przyjęło ok. 3/4 mieszkańców wioski olimpijskiej. Nawet oni będą musieli regularnie przechodzić testy na koronawirusa.
Restrykcje będą dotyczyć również kibiców. Ci na obiekty olimpijskie wejdą, ale zapełnią maksymalnie połowę trybun. W dodatku wstęp na zawody w ramach igrzysk będą mieć tylko Japończycy. Są to środki ostrożności posunięte dużo dalej, niż w przypadku Euro, gdzie na każdy mecz zjeżdżają fani z różnych krajów. To jednak nie przekonuje miejscowych.
logo
Wioska olimpijska w Tokio. Fot. Wang Zijiang/Xinhua News/East News

– Rząd i komitet organizacyjny, w tym MKOl przekonują, że przeprowadzą bezpieczne igrzyska. Ale wszyscy wiedzą, że jest ryzyko. Jest na 100 proc. niemożliwe przeprowadzenie igrzysk przy zerowym ryzyku rozprzestrzenienia się zakażeń w Japonii i innych krajach po igrzyskach – alarmował w rozmowie z "Timesem" prof. Hiroshi Oshitani, japoński wirusolog i doradca miejscowego rządu.
Zaniepokojony perspektywą zbliżających się igrzysk jest również japoński cesarz Naruhito. Jego pałac poinformował, że władca obawia się, że impreza będzie katalizatorem kolejnej fali nowych zakażeń. Co ciekawe, i trochę paradoksalne, to właśnie Naruhito ma oficjalnie otworzyć igrzyska w Tokio.

Największe zagrożenia? Wioska olimpijska

Prof. Andrzej Fal, kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie, uważa jednak, że decyzja o nieodwoływaniu igrzysk jest słuszna. – Da się przeprowadzić je względnie bezpiecznie. Oczywiście pod warunkiem, że organizatorzy będą czuwali nad przestrzeganiem obostrzeń – zaznacza lekarz.
– Bez wątpienia mamy teraz dołek pandemii, mimo że wariant delta budzi coraz większe obawy. Dysponujemy też znacznie większą wiedzą na temat koronawirusa niż rok temu, gdy impreza została odwołana – dodaje Fal.
logo
Japonki protestujące przeciw organizacji igrzysk. Fot. Rex Features/East News

Wracając do obostrzeń – uwagę przykuwa zwłaszcza jedno z nich. Mowa o obowiązującym kibiców zakazie wznoszenia jakichkolwiek okrzyków. Ta zasada ma na celu ograniczenie transmisji wirusa. Europejscy kibice skwitowaliby takie coś pobłażliwym uśmiechem – wyobrażacie sobie podobny zakaz na meczach Euro w Budapeszcie czy Kopenhadze? – ale w Japonii zawody rzeczywiście mogą odbywać się w niemal kompletnej ciszy. Wiecie, inna kultura, inna dyscyplina.
– Z jednej strony ma to sens, bo przy okrzyku dochodzi o głębszego wdechu, a więc wirusowi faktycznie łatwiej jest się rozprzestrzeniać. Z drugiej – jeśli kibice będą testowani, w większości zaszczepieni, i odpowiednio ulokowani na trybunach, to nawet zainfekowana osoba nie powinna stanowić realnego zagrożenia – podkreśla Fal.
I dodaje, że z większym ryzykiem transmisji wirusa wiążą się kontakty między uczestnikami igrzysk w wiosce olimpijskiej. – Kontrolowanie przestrzegania restrykcji przez sportowców w czasie zawodów będzie stosunkowo proste. Przez kibiców również, zwłaszcza, że na trybunach zasiądą niemal sami Japończycy, a wiemy, jak zdyscyplinowany jest to naród. Natomiast pilnowanie dystansu między sportowcami poza zawodami jest właściwie niemożliwe – wyjaśnia lekarz.

Powrót kibiców problemem sportowców?

Covidowa otoczka igrzysk może mieć wpływ nie tylko na atmosferę wokół zawodów, ale również na postawę zawodników. Psycholog sportu Tomasz Kurach zaznacza jednak, że większe problemy z przystosowaniem się do nietypowych okoliczności mieliby oni rok temu.
– Gdyby igrzyska odbyły się zgodnie z planem w 2020 roku, cisza na stadionach czy obostrzenia mogłyby wywrzeć na zawodników negatywny wpływ. Teraz są oni jednak przystosowani do pandemicznych warunków i wątpię, żeby wyjątkowe okoliczności odbiły się na poziomie sportowym igrzysk – mówi Kurach.
Rodzi się więc pytanie, czy problemem nie będzie coś zupełnie odwrotnego. Czyli nie brak kibiców na trybunach, a ich obecność. W końcu organizatorzy, jak już wspomnieliśmy, zdecydowali, że wpuszczą na olimpijskie obiekty widzów. Owszem, w liczbie ograniczonej, ale i tak większej niż ta, do której sportowcy przyzwyczaili się w ostatnich miesiącach. Kurach nie obawia się jednak o reakcję zawodników na powrót kibiców.
– Sportowcy przez lata swojej kariery przywykli do tego, że podczas ich rywalizacji na trybunach siedzą ludzie. Ostatni rok był bardzo specyficzny, ale nie zaburzył przyzwyczajeń do tego stopnia, że uczestnicy igrzysk zareagują negatywnie na obecność fanów – wyjaśnia psycholog.

Szczepienia przyspieszyły

Trzeba zaznaczyć, że opisane na początku tekstu podejście Japończyków w ciągu tych kilku miesięcy uległo lekkiej zmianie. W innym sondażu – przeprowadzonym w czerwcu – jedna trzecia respondentów poparła organizację igrzysk.
To efekt polepszającej się sytuacji epidemicznej w kraju. Obecnie dzienne przyrosty liczby zakażeń w Japonii są znacznie wyższe niż w Polsce – oscylują w okolicach tysiąca nowych przypadków koronawirusa. Jednak w porównaniu z majem, gdy zakażeń przybywało po 6-8 tys., poprawa jest bardzo wyraźna.
Przyspieszyła też akcja szczepień. Jej wolne tempo od kilku miesięcy było wielkim problemem Japonii. Do końca czerwca w pełni zaszczepiono niespełna 14 milionów osób, a więc ok. 10 proc. społeczeństwa. To wynik dużo gorszy niż w wielu krajach ze znacznie mniej rozwiniętymi gospodarkami, choćby w Polsce. Teraz w akcję włączył się sektor prywatny, w tym wielkie korporacje, które oferują swoim pracownikom możliwość zaszczepienia się w biurze.

Kiedy, jeśli nie teraz?

Wydaje się więc, że przełom lipca i sierpnia 2021 to całkiem dobry czas na organizację igrzysk. Kto wie, jak będzie wyglądała sytuacja za rok. Może uda się w jeszcze większym stopniu zapanować nad pandemią, a może nowe mutacje doprowadzą do kolejnego masowego oblężenia oddziałów covidowych. Tego nie wiedzą nawet wirusolodzy.
Zdają sobie oni za to sprawę z tego, że pandemia jest obecnie – jak ujął to Fal – w dołku. Jasne, z czysto medycznego punktu widzenia najlepiej byłoby siedzieć w "bańce" jeszcze przez kilka lat. Tyle że to pandemiczna utopia. Kibice nie wyobrażają sobie świata bez wielkich imprez sportowych, czyli wielkiego biznesu, który musi się kręcić nawet w wyjątkowych okolicznościach. Zresztą powtórzmy (za statystykami i lekarzami) – te nie są w tej chwili najgorsze.
Trudno też osądzić, czy Japonia jest dobrym miejscem do organizacji igrzysk. Z jednej strony mało który kraj może zaoferować taką ostrożność i dbałość o przestrzeganie obostrzeń, z drugiej – w wielu miejscach atmosfera wokół imprezy byłaby zdecydowanie lepsza. Zależy więc, co stawiamy na pierwszym miejscu – bezpieczeństwo czy jednak święto sportu. W Tokio o to drugie może być trudno.
Więcej informacji na temat igrzysk olimpijskich w Tokio znajdziesz w naTemat. Jesteśmy #GotowiNaTokio.
logo