
Koncern BP musi zapłacić 7,8 miliarda dolarów tym, którzy ucierpieli przez wyciek ropy do Zatoki Meksykańskiej. W grupę obdarowanych nie wchodzi jednak ani USA, które jest głównym poszkodowanym, ani inne podmioty, których nie reprezentuje "komitet poszkodowanych". Greenpeace uważa, że taki wyrok jest o kilkadziesiąt miliardów dolarów za mały.
REKLAMA
British Petroleum zawarło ugodę z komitetem, który reprezentuje największą z grup domagających się odszkodowań. Chodzi o trgiczny wyciek ropy z kwietnia 2010 roku. W wyniku wybuchu zginęło wówczas 11 pracowników, a znaczna część wybrzeża Zatoki, należącego do USA, zostało silnie zanieczyszczone.
Osiem miliardów? Mało
Teraz "poszkodowanym" - czyli grupie reprezentowanej przez wspomniany wcześniej komitet - BP musi zapłacić niecałe 8 miliardów dolarów. I mimo ugody, nadal nie poczuwa się do winy za to tragiczne wydarzenie. Według Greenpeace, jednej z największych organizacji ekologicznych na świecie, nie są to pieniądze adekwatne do konsekwencji wycieku.
Teraz "poszkodowanym" - czyli grupie reprezentowanej przez wspomniany wcześniej komitet - BP musi zapłacić niecałe 8 miliardów dolarów. I mimo ugody, nadal nie poczuwa się do winy za to tragiczne wydarzenie. Według Greenpeace, jednej z największych organizacji ekologicznych na świecie, nie są to pieniądze adekwatne do konsekwencji wycieku.
- Na pierwszy rzut oka kwota ta może wydawać się wysoka - mówi nam Jacek Winiarski, rzecznik prasowy polskiego oddziału organizacji. - Wziąwszy jednak pod uwagę wszystkie szkody środowiskowe i ekonomiczne, jest ona w rzeczywistości absurdalnie niska - ocenia działacz Greenpeace'u.
Według Winiarskiego, tuż po wycieku fachowcy szacowali koszty katastrofy na 40 mld dolarów. - Można śmiało założyć, że będą one wyższe, gdyż skutki tego wycieku odczuwalne będą jeszcze przez 20-30 lat - podkreśla Winiarski. Jego zdaniem, taki werdykt sądu świadczy o jednym: sile prawników. - Decyzja sądu o tak niskiej kwocie odszkodowania pokazuje, że BP ma po prostu dobrych prawników i za nic ma własną odpowiedzialność za to zdarzenie - ocenia.
Koncerny powinny się zastanowić
Greenpeace wykazuje, że pieniądze to tylko jedna strona medalu. Co powinno być drugą? - Właściwą konsekwencją katastrofy w Zatoce Meksykańskiej powinna być refleksja firm energetycznych nad dalszym wydobyciem ropy z miejsc trudno dostępnych - przypomina rzecznik organizacji, sugerując "powstrzymanie się od tego procederu". Zamiast tego, należałoby przestawić się na produkcję energii ze źródeł odnawialnych.
Greenpeace wykazuje, że pieniądze to tylko jedna strona medalu. Co powinno być drugą? - Właściwą konsekwencją katastrofy w Zatoce Meksykańskiej powinna być refleksja firm energetycznych nad dalszym wydobyciem ropy z miejsc trudno dostępnych - przypomina rzecznik organizacji, sugerując "powstrzymanie się od tego procederu". Zamiast tego, należałoby przestawić się na produkcję energii ze źródeł odnawialnych.
To jednak tylko nadzieje, na których spełnienie nasz rozmówca nie liczy.
- Niestety, ani BP, ani inni paliwowi giganci nic sobie z tego nie robią - przyznaje rzecznik Greenpeace. - Dalej uparcie dążą do wydobycia ropy np. z Arktyki czy piasków roponośnych. Z takim podejście następna podobna katastrofa to tylko kwestia czasu - pesymistycznie podsumowuje Jacek Winiarski.
- Niestety, ani BP, ani inni paliwowi giganci nic sobie z tego nie robią - przyznaje rzecznik Greenpeace. - Dalej uparcie dążą do wydobycia ropy np. z Arktyki czy piasków roponośnych. Z takim podejście następna podobna katastrofa to tylko kwestia czasu - pesymistycznie podsumowuje Jacek Winiarski.
