
Miłosz Kłeczek, współpracownik TVP Info, odpowiedział na opublikowany w Onecie artykuł Andrzeja Stankiewicza na temat pomocy finansowej, którą firma Kłeczka otrzymała od państwa. Stwierdził, że tekst jest "tendencyjny, pełen insynuacji i niedomówień".
REKLAMA
O Miłoszu Kłeczku z TVP pisaliśmy w naTemat.pl już kilkukrotnie. Głównie w związku z jego postawą wobec Rafała Trzaskowskiego, czy tak jak ostatnio z Donalda Tuska, za którym puścił się w pościg. Jednak ostatnio na nowo rozgorzała dyskusja na temat pozamedialnej działalności Kłeczka, która jest wspierana z państwowej kasy.
Dziennikarz Onetu Andrzej Stankiewicz przygotował materiał na temat finansowania firmy wysłannika TVP. Opisał w nim, że spółka Kłeczka dostała od państwa pomoc o wartości nominalnej 6,5 mln zł. Dziennikarz poprosił Kłeczka o komentarz w sprawie tych pieniędzy, ale w zamian otrzymał pismo od jego adwokata, w której prawnik zastrzegł m.in., że informacje na ten temat stanowią tajemnicę handlową przedsiębiorstwa Kłeczka.
Do opublikowanego w piątek artykułu odniósł się jednak sam zainteresowany. Kłeczek napisał na Twitterze, że nie dawał żadnemu adwokatowi pełnomocnictwa, aby wypowiadał się na temat pieniędzy państwa dla jego firmy.
Jego zdaniem tekst Stankiewicza jest "tendencyjny, pełen insynuacji i niedomówień". Kłeczek uważa poza tym, że dziennikarz Onetu sugeruje, jakoby tysiące firm, które skorzystały z pomocy państwa w ochronie miejsc pracy, zawdzięczają to koneksjom politycznym.
"Daję Panu zadanie bojowe. Niech Pan sprawdzi, czy z pomocy państwa korzystali członkowie rodziny Tuska. Może lepiej się Pan przyłoży, a może zabraknie odwagi" – zwraca się do dziennikarza Kłeczek w dalszej części wpisu.
