Premier Donald Tusk podczas spotkania z misjonarzami
Premier Donald Tusk podczas spotkania z misjonarzami Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta

Forsowana przez rząd likwidacja Funduszu Kościelnego - wbrew temu, co mówią politycy i część duchownych - wcale nie musi być bezbolesnym zabiegiem. Przeciw niej nie stają też tylko żądni dodatkowych apanaży duchowni, którym zależy tylko na bogactwie. Jak się okazuje, drastyczny rozdział państwa i religii najsilniej może uderzyć w misjonarzy, o pracy których źle nie powie chyba nawet najzacieklejszy krytyk Kościoła.

REKLAMA
Na problem statusu misjonarzy w świetle reformy finansowania Kościoła w naszym kraju wskazuje w opublikowanym wczoraj liście otwartym do parlamentarzystów bp. Jerzy Mazur - przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji. Zdaniem szefa polskich misjonarzy i misjonarek, obciążenie ich koniecznością samodzielnego ponoszenia kosztów ubezpieczenia w taki sam sposób, jak duchownych pracujących w kraju, będzie dla nich poważnym problemem.
Politycy i misjonarze
Koniec z docenianiem ich pracy?
- Apeluję do Was o podjęcie decyzji, które wezmą w obronę misjonarzy i misjonarki uznawanych za autentycznych ambasadorów polskości w krajach misyjnych! - napisał biskup. Przypominając, że ponad dwa tysiące księży i sióstr z Polski pracuje w 94 krajach świata - od Afryki, przez, Amerykę Południową, po Azję i Oceanię. Gdzie prowadzą nie tylko ewangelizację, ale także akcje humanitarne, działalność edukacyjną i medyczną. Budują szkoły i szpitale, otwierają apteki.
A to wszystko niesie chlubę nie tylko Kościołowi katolickiemu, ale także Polsce. - To dzięki pracy i ofiarnemu działaniu wszystkich misjonarzy i misjonarek, słowo „Polska” jest znane w afrykańskim buszu i w wysokich Andach, a biel i czerwień polskiej flagi - to kolory nadziei dla tysięcy najuboższych tego świata - przypomina hierarcha.
Zwracając uwagę, że za tę pracę powinno im się należeć symboliczne wynagrodzenie, którym byłoby utrzymanie odpowiedzialności za koszty ich ubezpieczenia po stronie państwa. - Pozbawienie zwrotu kosztów z tytułu ubezpieczenia będzie powrotem do niechlubnych praktyk z okresu PRL-u, kiedy duchowni i osoby związane z Kościołem, jako obywatele drugiej kategorii, byli marginalizowani i skazywani na samotne borykanie się z problemami natury medyczno-socjalnej - ocenia biskup Mazur.
O tym, że obawa o ubezpieczenie pracujących na misjach nie jest przesadą mówi naTemat także siostra Cecylia Bachalska - przełożona Domu Misyjnego Sióstr Misjonarek Afryki w Lublinie.
s. Cecylia Bachalska
misjonarka

- Jesteśmy narażeni na różne trudne sytuacje, na choroby. Misjonarze pracują w sytuacjach, w których ich los jest zagrożony, bo są to sytuacje bardzo napięte.

- W takiej sytuacji, my, misjonarze jesteśmy pozostawieni na lodzie. Ponieważ nie mamy na to żadnych funduszy - mówi misjonarka. Zwracając jednocześnie uwagę, że codzienna praca na misji niesie ze sobą szczególną konieczność dbania ubezpieczenie. - Pracujemy w różnych ciężkich sytuacjach, na rożnych kontynentach i w ten sposób zostajemy zdani na samych siebie - dodaje.
Przełożona misjonarek mówi, że nie wie, jak po zamknięciu Funduszu Kościelnego miałoby wyglądać finansowanie świadczeń dla znacznej części misjonarzy. - Jeżeli chodzi o zakonników i zakonnice, to zgromadzenia będą musiały ponosić ten ciężar. Ale w przypadku księży diecezjalnych nie wiadomo, kto miałby to robić. W ogóle nie wyobrażam sobie, kto miałby wziąć odpowiedzialność za misjonarzy świeckich i diecezjalnych - stwierdza.
Siostra Cecylia powiedziała naTemat, że pomysł pozbawienia służących na misjach odczuwa jako zwyczajną przykrość i niewdzięczność ze strony państwa na rzecz którego przecież również pracują. - To jest smutne, ponieważ pracujemy najczęściej w takich warunkach, gdzie los ludzi jest ubogi i biedny. Wtedy jesteśmy narażeni na różne trudne sytuacje, na choroby. Misjonarze pracują w sytuacjach, w których ich los jest zagrożony, bo są to sytuacje bardzo napięte. Nie jesteśmy w krajach, gdzie opływamy w dostatek - mówi.
Jej zdaniem nie ma też cienia przesady w tym, by porównywać misjonarzy do ambasadorów kraju, ponieważ niosą oni pomoc i opiekę również wówczas, gdy potrzebuję tego rodacy. Często tam, gdzie nie dociera państwowa dyplomacja. - Zdecydowanie jesteśmy ambasadorami w tych krajach - podsumowuje.