
Menadżerowie, którzy mieli lepiej niż urzędnicy zająć się Narodowym, nie byli w stanie doprowadzić do dokończenia jego budowy. W dodatku zostawiają po sobie rachunki do zapłacenia (ponad 34 mln zł), proces sądowy z wykonawcą (pozwał NCS na 400 mln zł) i nierentowny obiekt, którego utrzymanie będzie nas kosztowało kilkanaście milionów złotych rocznie.
Odwołanie meczu Polska-Anglia to nie jedyna kwestia, która obciąży konto odchodzącego szefa Narodowego Centrum Sportu Roberta Wojtasia i jego zastępcy Janusza Kubickiego. Jak podaje "Rzeczpospolita" właściciel obiektu, czyli ministerstwo sportu, będzie musiało wydać w przyszłym roku na dokończenie jego budowy co najmniej 34 miliony złotych.
Czytaj też: Tusk nie przyjmuje dymisji ministry Muchy. "Była niesmacznie i brutalnie atakowana" [Waszym zdaniem]
Jednak ta kwota to nic, w porównaniu z pozwem, jaki złożyła Hydrobudowa - główny wykonawca Stadionu Narodowego. Upadająca firma domaga się od Skarbu Państwa 400 milionów złotych. Około 4 miliony złotych może kosztować pomoc prawna podczas procesu. Z budżetu ministerstwa sportu trzeba też będzie zapłacić podatki (15 mln zł) i ubezpieczenie (7 mln).
Menadżerów obciąża też fakt, że Stadion Narodowy nie ma jeszcze protokołu odbioru więc oficjalnie jego budowa wciąż trwa. Nie przeszkodziło to szefom NCS skasować 900 tysięcy złotych premii za przygotowanie obiektu do Euro 2012.
Źródło: "Rzeczpospolita"
