Senator Bogdan Klich, były szef MON, skomentował sytuację w Afganistanie i działania rządu w celu ratowania współpracowników polskiego wojska i dyplomacji.
Senator Bogdan Klich, były szef MON, skomentował sytuację w Afganistanie i działania rządu w celu ratowania współpracowników polskiego wojska i dyplomacji. fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta

– Talibowie mieli czas na przygotowania i wolę zwycięstwa, a afgańskie siły bezpieczeństwa, mimo przewagi, nie miały determinacji do umierania za obecnie rządzących – mówi naTemat senator Bogdan Klich, były szef MON i sygnatariusz listu otwartego do rządu ws. ratowania afgańskich przyjaciół Polski.

REKLAMA
Anna Dryjańska: Premier Morawiecki zadeklarował wystawienie 45 wiz humanitarnych dla afgańskich przyjaciół Polski, którzy są zagrożeni przez talibów. Jak pan ocenia tę decyzję?
Ta deklaracja premiera Morawieckiego jest typowa dla Prawa i Sprawiedliwości. PiS lubi mówić o solidarności, bohaterstwie, wsparciu, ale jak przychodzi co do czego, to z tej solidarności, bohaterstwa i wsparcia wychodzą nici, czyli nic.
Jest to propaganda na użytek tych wyborców, którzy nie śledzą uważnie wydarzeń w Afganistanie. Przecież nie chodzi o wizy, lecz ewakuację. Ludzi ewakuuje się samolotami – nie wizami.
Zakłada pan, że zwłoka władzy w ewakuowaniu Afgańczyków wynikała z braku umiejętności. Jest też inna możliwość: brak chęci.
Gdyby rząd PiS nie chciał ewakuacji, to oznaczałoby zdradę naszych wiernych sojuszników, którzy wspierali bezpieczeństwo naszych żołnierzy i dyplomatów.
Czyn niemoralny, niehumanitarny i uderzający w bezpieczeństwo Polski. Bo nikt nie zechce współpracować z polską armią i dyplomacją, jeśli w razie kłopotów w zamian otrzyma brak lojalności. Ja stawiam jednak na to, że rząd PiS jest po prostu nieudolny.
Oglądał pan sceny z lotniska w Kabulu? Tłum oblegający samoloty, ludzie błagający o pomoc.
Ludzie czepiają się skrzydeł odlatujących maszyn, giną próbując ocalić życie. Przypomina to wydarzenia z Sajgonu, gdy Amerykanie ewakuowali swój personel, a zdesperowani Wietnamczycy robili wszystko, by uciec razem z nimi. Takie dramatyczne obrazy, choć już w wersji fabularnej, mogą kojarzyć także widzowie filmu “Pola śmierci”. Teraz dzieje się to na żywo przed naszymi oczami.
Czy dramatu w Afganistanie dało się uniknąć?
Prezydent Donald Trump popełnił wielki błąd, ogłaszając z wyprzedzeniem datę zakończenia misji USA w Afganistanie. Dał talibom ponad rok na to, by przygotowali się do ofensywy. Z kolei afgańskie siły bezpieczeństwa zdawały sobie sprawę, że administracja prezydenta Ghaniego wkrótce straci amerykańskie wsparcie. Nic dziwnego, że oddały pole talibom, choć miały przewagę 4:1.
Talibowie mieli czas na przygotowania i wolę zwycięstwa, a drudzy, mimo przewagi, nie mieli determinacji do umierania za obecnie rządzących.
To dlatego talibowie w ciągu 9 dni podbili główne miasta i prowincje Afganistanu, z Kabulem włącznie. Ten horror, który obserwujemy na ekranach telewizorów i komputerów, to pokłosie wielkiego błędu Trumpa.
Ma pan kontakt z afgańskimi współpracownikami Polski, którzy czekają na ratunek?
Tak. Wymieniamy wiadomości.
Co piszą?
Wołają o pomoc. Dlatego podpisałem list otwarty do MSZ, by upomnieć się o tych ludzi. Oni już powinni siedzieć w samolocie do Polski.
45 wiz humanitarnych obiecanych przez rząd to wystarczająca liczba?
To służby powinny odpowiedzieć na to pytanie, choć niekoniecznie publicznie. Ale jeszcze raz: wizami nie przeprowadza się ewakuacji.
Tylko czy nie jest już za późno?
Szansa istnieje tak długo jak długo, jak długo Amerykanie kontrolują lotnisko w Kabulu. Czasu jest bardzo niewiele, polski samolot już powinien tam być. Ci ludzie uciekają przed śmiercią, a bez nas im się nie uda.
Czytaj także:

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut