
Wszyscy ratownicy medyczni z Gorzowa złożyli wypowiedzenia, przyłączając się tym samym do ogólnopolskiego strajku. Dyrektor pogotowia w Gorzowie Andrzej Szmit uważa, że "nie ma w tym nic dziwnego".
REKLAMA
Przypomnijmy, że od końca czerwca w wielu stacjach pogotowia w Polsce trwa strajk. Ratownikom nie podobają się ich zarobki oraz zbyt wiele godzin pracy. Tym razem do strajku dołączyli ratownicy medyczni z Gorzowa.
"Z powodu braku odzewu o zmianę warunków umowy zawartej 31 marca 2021 r. tj. stawki godzinowej, wypowiadam umowę z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia ze skutkiem na koniec miesiąca" – czytamy w oświadczeniu ratowników, przekazanym dyrekcji gorzowskiego pogotowia w poniedziałek.
Według informacji przedstawionych przez serwis gorzowianin.com, wypowiedzenia złożyli wszyscy ratownicy (41 - dop. red). Od 1 października stacja może zostać tym samym bez ratowników. W rozmowie z gorzowianin.com, całą sytuację skomentował dyrektor pogotowia w Gorzowie, Andrzej Szmit, który nie był zdziwiony takim obrotem sytuacji.
– Wcale się nie dziwię, że doszło do takiej sytuacji. Można było się spodziewać buntu ratowników medycznych, po tym jak został obcięty dodatek covidowy. Miesiąc temu napisałem pismo do wojewody lubuskiego z prośbą o przeznaczenie wyższych nakładów na zespoły ratownictwa medycznego, jednak do tej pory nie dostałem odpowiedzi. Nie można pracować po 300 godzin miesięcznie za taką stawkę. Jeżeli odejdą wszyscy pracownicy kontraktowi, wówczas nie będzie obsady na wszystkich karetkach – uważa dyrektor.
Czytaj także: