Słowa Emmanuela Macrona w sprawie uchodźców wywołały we Francji burzę.
Słowa Emmanuela Macrona w sprawie uchodźców wywołały we Francji burzę. Fot. ERIC GAILLARD / AFP / East News

Niemcy i Francja podkreślają, że reakcja w Kabulu musi być skoordynowana, a sytuacja tam panująca może doprowadzić do "znaczących ruchów ludności”. We Francji trwają spory co do kwestii przyjmowania uchodźców – podał w środę francuski dziennik "Le Figaro”.

REKLAMA
Francuska lewica, w tym jej przedstawiciele we władzach samorządowych, jest całkowicie otwarta na przyjmowanie uchodźców z Afganistanu uciekających przed rządami talibów i prawem szariatu. Z kolei prezydent Francji Emmanuel Macron i politycy prawicy są bardziej ostrożni i ostrzegają, że "ruch migracyjny może być znaczny”.
Macron przyznaje, że Francuzi muszą pomóc zagrożonym represjami Afgańczykom i ich przyjąć, ale podkreśla jednocześnie, że kraje europejskie nie mogą same mierzyć się ze skutkami tego, co stało się w Afganistanie i nie mogą być jedynymi, które udzielą potrzebującym azylu.
Dość podobne zdanie do Macrona ma kanclerz Niemiec Angela Merkel, która mówiła o "kontrolowanym” przyjmowaniu "szczególnie wrażliwych” uchodźców. Jak podaje "Le Figaro” Paryż i Berlin pracują nad stworzeniem "inicjatywy europejskiej”, która będzie skierowana do krajów tranzytowych.

Uchodźca a imigrant

U Francuzów toczyła się debata na temat definicji słów: "imigrant” i "uchodźca”. Wielu tamtejszych polityków zwracało uwagę na fakt użycia przez prezydenta sformułowania "imigranci” w stosunku do osób uciekających z Afganistanu. Podkreślali, że ci ludzie nie wyjeżdżają, bo chcą zamieszkać w innym kraju, ale dlatego, że są do tego zmuszeni, bo obawiają się o swoje bezpieczeństwo i życie.
Słowa prezydenta Francji spotkały się z krytyką m.in. eurodeputowanego i szefa koalicji Zielonych Yannicka Jadota. Był on zaskoczony tym, że Macron "oświadcza, że kobiety, mężczyźni i dzieci uciekające z piekła talibów są przede wszystkim odbierani jako zagrożenie i nielegalni imigranci”.
W podobnym tonie wypowiadała się była minister z Partii Socjalistycznej Laurence Rossignol: – Aby zakwalifikować jako nieuregulowane przepływy migracyjne istoty ludzkie uciekające przed faszyzmem talibów, nastolatki, które będą ofiarami gwałtów i przymusowych małżeństw, dziennikarki, sędziny lub burmistrzynie, które zostaną zwolnione ze swoich ulubionych stanowisk, bo są kobietami… Wstyd – stwierdziła.
Adrien Quatennens ze skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej powiedział, że "poniedziałkowe przemówienie prezydenta negatywnie zaskoczyło Francuzów". Jeszcze bardziej dosadnie sprawę skomentował socjalista Benoit Hamon, mówiąc: "Taka polityka hańbi nasz kraj”.

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut