
Szef KPRM Michał Dworczyk powiedział na antenie TVP, że białoruskie władze "wykorzystują biednych ludzi chcących dotrzeć do Europy". Ponadto uważa on, że w sytuację na polsko-białoruskiej granicy może być zaangażowana Rosja. Poinformował też, że znajdujące się tam osoby znajdują się na pasie ziemi, która jest pod kontrolą białoruską.
Od prawie dwóch tygodni na granicy polsko-białoruskiej koczują uchodźcy, którzy nie mogą ani przedostać się do Polski, ani wrócić na Białoruś. Sprawę skomentował w TVP1 Michał Dworczyk. – Mamy do czynienia z bardzo cyniczną, okrutną prowokacją zorganizowaną przez władze białoruskie, gdzie wykorzystywani są biedni ludzie chcący dotrzeć do Europy – mówił szef KPRM.
– Władze białoruskie umożliwiają dotarcie poprzez Mińsk do granicy wschodniej Unii, czyli właśnie do granicy polsko-białoruskiej, tym osobom i próbują te osoby wypychać z Białorusi, tak aby przekraczały granice – dodał.
– Oczywiście tutaj nie ma mowy o jakichkolwiek pozytywnych chęciach czy motywacji ze strony władz białoruskich. Chodzi o stworzenie pewnego chaosu. Można powiedzieć, że to są działania wręcz hybrydowe – twierdzi polityk.
Czytaj także: Bąkiewicz pojechał bronić granicy. "Żądamy muru, który zabezpieczy nas przed nachodźcami"
Pytany, czy w tej sytuacji "widać cień Moskwy", Dworczyk odpowiedział, że "bez wątpienia bez przyzwolenia cichego Moskwy dzisiaj na Białorusi niewiele rzeczy się dzieje". – Na ile jest to uzgodnione przez władze białoruską z Federacją Rosyjską działanie, a na ile samodzielne działania białoruskie, tego ja nie potrafię ocenić – powiedział.
Szef KPRM podkreślił też, że pas, na którym koczują migranci, znajduje się pod kontrolą białoruską, a wejście na ten pas czy przekazanie czegokolwiek wiązałoby się z naruszeniem granicy innego państwa. – Podstawowym zadaniem każdego rządu, każdego kraju, Polski oczywiście również, jest strzeżenie granicy, jest zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom i rząd polski wywiązuje się z tego zadania – powiedział.
