Marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki w świątyni rzymskokatolickiej.
Marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki w świątyni rzymskokatolickiej. Jakub Kaminski/East News

Po owocach ich poznacie – głosi znany biblijny cytat. Inaczej: liczą się czyny, a nie słowa. Gadanie jest tanie. Ważniejsze jest to, co się robi. W ostatnich dniach, przy okazji dramatu na polsko-białoruskiej granicy, stało się jasne, że owoce, które wydaje zadufany w sobie państwowy katolicyzm, są trujące. Śmiertelnie groźne dla ludzi i ich człowieczeństwa.

REKLAMA
Nie wchodźcie na Twittera. Nie czytajcie komentarzy. Pod każdym newsem o nielegalnym koszmarze, jaki na rozkaz władzy ludziom na granicy zgotowali mundurowi, znajdziecie polskojęzyczną fiestę podłości.
Oczywiście miło byłoby ją uznać za działalność płatnych trolli, może nawet zagranicznych, ale za wieloma wpisami stoją prawdziwi ludzie – ze starymi kontami, którzy podpisują się imieniem i nazwiskiem.
Co wynika z ich wpisów? Z radością przyjmują głodzenie ludzi uwięzionych między Polską i Białorusią.
Obserwowanie, jak rząd PiS odcina uciekinierów od pomocy medycznej, daje im chorobliwą satysfakcję. Czują się dumni, gdy w obronie granicy przelewana jest krew – krew menstruujących kobiet, którym dzielni funkcjonariusze odebrali dostęp do podpasek.
Źródła zadowolenia są różne, ale jest częsty, wspólny motyw: krzyż w twitterowej nazwie użytkownika.
To całe niehumanitarne szambo wylewa się w kraju, w którym katolicyzm jest już praktycznie wyznaniem państwowym. W kraju, w którym politycy prawicy na wyścigi schlebiają biskupom i upewniają się, by ich obecność w kościele została zauważona. W państwie, gdzie księża i zakonnice wkraczają już do żłobków, by urabiać małych klientów.
Władza PiS torturuje ludzi na granicy bo wie, że znajdzie poklask u wielu podobnie zdegenerowanych etycznie osób. Już go znajduje. I nie ma problemu ze swoją zapierającą dech hipokryzją – tak jak nie mają go zwolennicy jej okrutnej polityki.
Najbardziej szczerze wyłożył to minister edukacji. Zgodnie z ewangelią według Czarnka na miano bliźniego zasługują tylko członkowie rodziny.
Tortury są owocem nieludzkiego, państwowego katolicyzmu. Festiwalu pustych symboli i fetyszu jednej książki. Ideologii, w której mitologia staje się pretekstem do stosowania przemocy wobec prawdziwych ludzi. W której chodzi o władzę nad innymi, a nie wiarę w cokolwiek.
“Najzabawniejsze” zaś jest to, że ta cała święta nienawiść wobec uchodźców to jawny sprzeciw wobec, spóźnionego zresztą, stanowiska biskupów, którzy akurat w tej sprawie oficjalnie stanęli po stronie człowieczeństwa.
Władzy, która torturuje ludzi, wykonawcom jej nieludzkich rozkazów i ich cheerleaderom wypada życzyć, by przy wigilijnym stole zawsze już mieli przed oczami zbłąkanych wędrowców – chorych, głodnych i przemarzniętych ludzi – których traktowali jak śmieci.
Miłego świętowania przy dodatkowym nakryciu i sianku. Otwartą kwestią pozostaje: świętowania czego.

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut