Ruszył proces dotyczący katastrofy w Szczyrku z grudnia 2019 roku, w której zginęło 8 osób.
Ruszył proces dotyczący katastrofy w Szczyrku z grudnia 2019 roku, w której zginęło 8 osób. Fot. WOJCIECH STROZYK / REPORTER

Ruszył proces w sprawie katastrofy w Szczyrku, do której doszło w grudniu 2019 roku. W wyniku wybuchu gazu i zawalenia się domu zginęło tam 8 osób. Prokuratura ustaliła wcześniej, że do tragedii doprowadził przewiercony gazociąg.

REKLAMA
Dziś w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej rozpoczął się proces dotyczący wypadku w Szczyrku, w którym śmierć poniosło osiem osób, z czego aż czworo dzieci. Pod koniec 2019 roku po wybuchu gazu zawali się tam trzykondygnacyjny dom. Według śledczych wybuch spowodowało rozszczelnienie gazociągu. Doszło do niego przy wykonywaniu przewiertu podczas remontu drogi, przy której stał dom.
Czytaj także:
Przed rodzinami ofiar prokurator Lucyna Stebelska przedstawiła akt oskarżenia sześciu osobom. Śledczy uznali, że bezpośrednio do katastrofy doprowadziły trzy z nich: szef firmy budowlanej, która remontowała drogę i dwaj pracownicy, którzy wykonywali przewiert. Grozi im do 12 lat więzienia.

Nie powinno być przewiertu

Ustalenia prokuratury wskazują, że wykop wykonano metodą przewiertu, chociaż projekt zakładał wykop otwarty. Według śledczych budowlańcy powinni przerwać prace, bo nie byli pewni, którędy idą rury. Jednak tego nie zrobili. Najpierw uszkodzili wodociąg, a później gazociąg.
Trzej pozostali oskarżeni mają być odpowiedzialni za nieprawidłowości przy wcześniejszej rozbudowie instalacji gazowej, co pośrednio doprowadziło do katastrofy. Mieli też nakłaniać do składania fałszywych zeznań. Jeśli sąd uzna ich za winnych, mogą trafić do więzienia na 8 lat.
Czytaj także: Szczyrk w żałobie. Wszyscy znali tę rodzinę. Burmistrz: "Od pokoleń tu mieszka. Żal serce ściska"

Główny oskarżony, szef firmy Roman D. nie przyznaje się do winy. Na rozprawie odmówił składania wyjaśnień, ale podczas śledztwa twierdził, że na otwarty wykop mieli nie zgadzać się mieszkańcy, bo nie chcieli zniszczenia nawierzchni drogi. Stwierdził też, że wiertacz zapewniał go, że przewiert będzie bezpieczny. Dodał, że pracownicy otrzymali plan przebiegu wszystkich instalacji.
– Nie poczuwam się do winy i odpowiedzialności za powstanie zdarzenia i katastrofy, ale bardzo współczuję rodzinie. Nie byłem związany technologią wykonania wykopu
– jego słowa na rozprawie przytoczył sędzia Paweł Kudelski.
Czytaj także:

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut