Donald Tusk lubi żarty. Ale coraz częściej to z niego śmieją się Polacy
Donald Tusk lubi żarty. Ale coraz częściej to z niego śmieją się Polacy Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Żart to nieodłączny element polityki. Z dowcipu słynęli najznakomitsi przywódcy, tacy jak choćby Winston Churchill. Specyficznym poczuciem humoru wykazywali się podobno też nawet tacy tyrani, jak Józef Stalin. Także w przypadku polskich komunistycznych przywódców dowcip był potężną bronią. I dziś dobry żart z ust polityka potrafi zapewnić mu karierę na lata, a jeszcze lepszy dowcip polityka szybko może taką karierę zakończyć.

REKLAMA
O Sejmie

Przychodzi dwóch facetów obok Sejmu i słyszą jak krzyczą wszyscy:
Sto Lat! Sto lat!
Jeden do drugiego:
- Ktoś tam ma chyba urodziny.
- Nie. Wiek emerytalny ustalają.

Najlepiej przekonał się o tym prezes PiS Jarosław Kaczyński. Gdy zaproponował Polakom koalicję z Andrzejem Lepperem i Romanem Giertychem, a ich wspólny rząd coraz rzadziej odpowiadał na potrzeby Polaków, ci niespecjalnie chętnie wychodzili protestować na ulice. O wiele łatwiej było im wymyślić coraz to nowsze dowcipy na jego temat, które w mgnieniu oka zawładnęły internetem i codzienną dyskusją w pracy i szkole.
Pamiętacie, jak mocne były niektóre? "Jarosław Kaczyński odwiedza gospodarstwo rolne. Gdy znalazł się w chlewni, pośród stada dorodnych świń, towarzyszący grupie oficjeli fotoreporterzy natychmiast strzelają fotki. Na to Kaczyński: – Tylko, żeby mi tam nie było jakiegoś głupiego podpisu pod zdjęciem, typu Kaczka i świnie, albo coś takiego! – Ależ skąd panie prezydencie. Wszystko będzie cacy. Nazajutrz ukazuje się gazeta ze zdjęciem Kaczyńskiego wśród świń i podpis "Jarosław Kaczyński (trzeci od lewej)".

O prezydencie

Po wygranych wyborach, Donald zebrał swych popleczników i mówi:
- No kryzys mamy, a więc musimy podwyżki zrobić.
- Ale gdzie?
- No to jest problem, zróbmy tak - ja będę podawać litery alfabetu, a wy podacie po jednym słowie na tę literę, i tam podwyższymy. To lecimy: A!
- Alkohol! - zawołał pan Rostowski
- B!
- Benzyna! - pan Arłukowicz
- C!
- Cukier! - Sikorski
- D!
- Drewno! - powiedział pan Pawlak
- E!
- Elektryczność! - pan Schetyna
- F!
- Fszystko! - rzekł pan Komorowski.

Jak wspomina satyryk Michał Ogórek, podobnie z niechcianą władzą walczyło się w PRL. – W tamtych czasach krążyła taka anegdota, że jeden z komunistycznych tyranów cieszył się spokojem tak długo, jak informowano go, że naród się go boi. Gdy bezpieka przyniosła informacje, że ludzie zaczęli się z niego śmiać, wtedy on zaczął się panicznie bać – wspomina Ogórek.
- Dowcip zawsze ma duże znaczenie w polityce. To rodzaj antidotum na przerażającą powagę polityków. Oni zawsze chcą być poważni, więc najłatwiej zaatakować go żartem - ocenia satyryk. Jego zdaniem, to poniekąd właśnie ta przesadna powaga polityków sprawiła, że upadł PRL. Jak wspomina Michał Ogórek, żaden z przywódców poprzedniego systemu w absolutnie żadnej sytuacji nie starał się, ani nie potrafił rozluźnić atmosfery. Atmosferę w narodzie świetnie tymczasem rozluźniały żarty z nich.
Ale i polityczni żartownisie mogą zginąć od własnej broni. Wielu wróży taki koniec premierowi Donaldowi Tuskowi. Jak mówi politolog dr Rafał Chwedoruk, szef rządu potrafił świetnie operować dowcipem i tym zyskiwał w oczach Polaków do czasu, gdy z przebojowego działacza, kopiącego czasem piłkę musiał przeistoczyć się w męża stanu. Wówczas żarty w jego ustach nabrały zupełnie nowego znaczenia i z jego siły stały się słabością.

Jak wtedy, gdy Donald Tusk musiał bronić się przed oskarżeniami o seksizm – Guziki wszystkie zapięte, na pewno. Trochę jestem z... Patrzę na letni strój pani redaktor. I dlatego nie kojarzy mi się z tym... Z dopięciem wszystkiego na ostatni guzik. To nie przygana, wręcz przeciwnie. Bardzo lubię... lato – dowcipkował premier o stroju jednej z dziennikarek na konferencji prasowej.
O PRL

Podczas jednej z wizyt w Polsce Breżniew został zaprowadzony przez Gierka do biblioteki. Breżniew chodzi, przegląda książki, nagle w jego ręce dostał się Pan Tadeusz. Breżniew zaczyna czytać:
"Litwo, ojczyzno moja...", wściekły rzuca książkę i pyta się Gierka:
- Kto to napisał?!
Gierek wystraszony nie na żarty:
- Mickiewicz, ale... ale on już nie żyje...
Na to rozpromieniony Breżniew:
- Wiesz co Edziu, za to cię właśnie lubię!

Po kolejnych latach rządów gabinet Tuska traci popularność być może trochę z powodu jego beztroski. I teraz chętniej żartuje się nie z premierem, a z premiera. "Tusk umarł i dostał możliwość wyboru miedzy niebem a piekłem. W niebie widzi modlących się, grających na harfach, śpiewających. Nuda. Za to w piekle balanga, popijawy, panienki, wesołe towarzystwo... Wybrał piekło. Ale jak tam trafił, balangi już nie było, tylko tradycyjnie umieścili go w kotle ze smołą. Tusk się poskarżył się diabłu, że nie tak miało być na co ten odparł: Sam to wiesz najlepiej. Kampania wyborcza ma swoje prawa" - żartują dziś Polacy.
Zdaniem Rafała Chwedoruka, problemy premiera zaczęły się od kpin z niego, po które chętnie sięgali kibice. Później studenci stworzyli tysiące demotywatorów o ACTA, dziś śmiejemy się z premiera w kontekście "basenu narodowego". Politolog ocenia jednak, że polska polityka staje się coraz mniej podatna na dowcip, nawet najmocniejszego kalibru. Dlatego, że dwubiegunowy konflikt między PiS i PO nie stwarza wokół nas wesołej atmosfery. – Jesteśmy dziś społeczeństwem, które nie ma dystansu do siebie. Zarówno elity polityczne, jak i zwykli Polacy – ocenia politolog.