Minister sportu Joanna Mucha była gościem w programie "Tomasz Lis na żywo"
Minister sportu Joanna Mucha była gościem w programie "Tomasz Lis na żywo" Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Joanna Mucha jest bez wątpienia jednym z najbardziej medialnie i politycznie atakowanych ministrów rządu Donalda Tuska. Minister sportu gościła w programie "Tomasz Lis na żywo", gdzie powiedziała, że przez aktualną sytuację czuje duży dyskomfort pracy. – Informacje, które pojawiają się na mój temat są kompletnie odrealnione – mówiła.

REKLAMA
Tomasz Lis dopytywał czy po tych kilku trudnych tygodniach Joanna Mucha czuje się poturbowana. Minister sportu wolała nie używać tego słowa, ale przyznała, że przez zaistniałą sytuacją, czyli medialne i polityczne ataki czuje duży dyskomfort pracy.
– Ja cały czas oczekuję i spodziewam się rozmów czy rozliczania z tego co dzieje się w ministerstwie. Natomiast za każdym razem większość informacji pojawiających się na mój temat to informacje kompletnie odrealnione i wręcz pozbawione krztyny racjonalności – mówiła na antenie TVP 2. Mucha mówiła, że była nauczycielem akademickim, stąd jest przyzwyczajona do dyskusji w kategoriach "bardzo racjonalnych", a według niej aktualna sytuacja jest wręcz "przedziwaczna".
A inne resorty?!
Minister sportu była oszczędna w ostrych słowach. – Ja nie chcę mówić o krzywdzie, ani nagonce, ale należy podkreślić duży dyskomfort pracy – mówiła i podała przykład kiedy z jej resortu wyszło jedno spóźnione rozporządzenie dotyczące żeglarstwa, a jeden z czołowych dzienników zrobił z tego wielką sprawę.
– Nie chcę wypominać, ale moje ministerstwo ma najmniej zaległości, a na łamach poważnego pisma, o którym nie wspomnę mówi się tylko o tym jednym rozporządzeniu – dodała. Według Muchy niektóre ataki, których dopuszczają się media są dalekie od racjonalnego uzasadnienia.
Tomasz Lis pytał, czy Joanna Mucha nie zadawała sobie pytania, dlaczego to właśnie ją ze wszystkich ministrów, w których również są kobiety, spotkały takie ataki. Mucha przyznała, że wielokrotnie zadawała sobie to pytanie, ale nie chciała udzielić na te pytanie odpowiedzi.
– Oczywiście mam swoje osobiste przemyślenia, ale nie chciałabym się nimi dzielić. To dość osobista kwestia i należy ją pozostawić ocenie widzów i dziennikarzy – ucięła. Minister sportu nie jest przekonana co do tego, że kobietom w rządzie Donalda Tuska jest ciężej. – Jest minister Bieńkowska, minister Kudrycka, więc to nie są raczej kwestie związane z płcią – mówiła.
Wolą pytać o Muchę
Szefowa resortu sportu żaliła się także, że dziennikarze ciągle dopytują ją o kwestie związane z jej osobą, a nie jej resortem. – Ciągle oczekuję pytań dotyczących reformy, a w większości audycji dziennikarze skupiają się na tematach dotyczących mnie, a nie mojej pracy. To spirala, która nakręca się w sposób niekorzystny dla mnie. Przez to mam mało możliwości powiedzenia, co tak naprawdę robię w resorcie. Stąd powstaje wrażenie, że mam niewiele do powiedzenia o sobie – tłumaczyła.
Joanna Mucha przyznała, że ma wrażenie iż nastąpiła duża brutalizacja języka i wszystkiego co dzieje się w życiu publicznymi. – Tak, myślę, że te ataki na mnie można nazwać brutalnymi – mówiła i jednocześnie przyznała, że ten cały klimat, który wytworzył się wokół jej osoby doprowadził do sytuacji, gdy zwątpiła i chciała odpuścić.
– Przy takim poziomie negatywnych emocji związanych z moją osobą miałam wątpliwości i chciałam powiedzieć pas, ale przeszło, gdy poszłam pobiegać – zakończyła i dodała z uśmiechem, że wtedy przebiegła pięć kilometrów.