
Jeff Bridges w 2020 roku poinformował, że rozpoczął walkę z chłoniakiem. W najnowszym wpisie w swoim internetowym dzienniku zdradził, że w czasie chemioterapii zaraził się koronawirusem i trafił do szpitala. Aktor opisał, jak wyglądała jego droga do zdrowia.
REKLAMA
Jeff Bridges usłyszał diagnozę w październiku 2020 roku i wtedy zaczął leczenie. Na szczęście ma dla fanów dobre wiadomości. W swoim najnowszym wpisie podzielił się informacją, że nowotwór jest w remisji i guz 9x12 cali zmniejszył się do rozmiarów "małej kulki".
W trakcie chemioterapii aktor zaraził się jednak koronawirusem i z jego relacji wynika, że był to dla niego bardzo trudny czas.
"Na początku stycznia moja żona Sue i ja pojechaliśmy karetką na OIOM. Oboje zachorowaliśmy na koronawirusa. Sue spędziła 5 dni w szpitalu. A ja? Byłem tam 5 tygodni. Trwało to tak długo, ponieważ mój układ odpornościowy został zupełnie zrujnowany przez chemioterapię. Moja walka z Covid-19 sprawiła, że batalię z rakiem uważam za bułkę z masłem" – napisał.
Bridges dodał, że potrzebował wsparcia tlenowego, Covid-19 "skopał mu tyłek całkiem mocno", a odgłos, który wydawał, porównał do oddychającego Dartha Vadera. Uważa, że mimo wszystko przeszedł chorobę bez większych komplikacji, ponieważ był zaszczepiony dwiema dawkami. Aktor czuje się już znacznie lepiej.
Przy okazji aktor napisał o ślubie córki Hayley i podzielił się zwiastunem serialu "The Old Man", nad którym pracował przed usłyszeniem diagnozy.
Może cię zainteresować także: Rak nie poczeka aż minie pandemia koronawirusa. Trzeba diagnozować i leczyć również teraz