Durczok o jeździe po pijanemu.
Durczok o jeździe po pijanemu. FOT. DARIUSZ SMIGIELSKI/DZIENNIK LODZKI //Fot. Wojciech Strozyk/REPORTER

Kamil Durczok postanowił odnieść się do zatrzymania Beaty Kozidrak. Dziennikarz przed laty – tak samo jak piosenkarka – wsiadł na kierownicę pod wpływem alkoholu. Teraz gorzko podsumował nieprzyjemne konsekwencje pijackich rajdów.

REKLAMA
Były prezenter "Faktów" TVN w lipcu 2019 roku prowadząc samochód będąc pod wpływem alkoholu spowodował groźną kolizję. Na wysokości Piotrkowa Trybunalskiego uderzył autem w pachołki rozdzielające dwa pasy ruchu. Badanie alkomatem wykazało, że miał wówczas 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.
Czytaj także:
Ostatnio podobnego przestępstwa dopuściła się Beata Kozidrak, która mocno nietrzeźwa wsiadała za kółko. Wokalistka została zatrzymana, a policyjny alkomat pokazał 2 promile alkoholu.

Durczok o swojej chorobie alkoholowej i zatrzymaniu Beaty Kozidrak

Tymczasem dziennikarz wypuścił swoją aplikację "Durczokracja", gdzie publikuje treści premium dostępne za opłatą. Właśnie ukazał się jego najnowszy felieton. "Nazywam się Kamil Durczok. Jestem alkoholikiem. Aktualnie niepijącym. Rozumiem, co przeżywa teraz Beata Kozidrak" – zaczął.
Dalej tłumaczył, że nie szuka usprawiedliwienia. Chce zwrócić uwagę na problem, na chorobę. Zdaje sobie sprawę z tego, jakie zagrożenie stanowił dla otoczenia.
"Zanim jakiś narodowy kaznodzieja zechce stwierdzić, że oto pijak broni pijaka albo gwiazda gwiazdę, powiem jasno: nie da się usprawiedliwiać tego, co zrobiliśmy. Głupota, zagrożenie? Chwila zapomnienia? [...] To, co zrobiliśmy to rzecz straszna. Każdy z Was mógł być naszą ofiarą" – napisał Durczok.
Wspomniał też o tym, co zrobił przed dwoma laty. "Podejrzewałem, że nie jestem całkiem trzeźwy. O świcie kąpiel w Bałtyku, 'pobudzające' piwo o 6 rano, trochę snu i o 9 w drogę" – opisuje.
"Pamiętam strzelające poduszki powietrzne i głos pani z centrum BMW. Połączenie było automatyczne, tak to działa w nowoczesnych autach. Odpowiedziałem: luz, nikomu nic się nie stało. (...) Wezwać policję? Nie, nie ma powodu – odpowiedziałem wiedząc, że mogę wydmuchać do alkotestu więcej niż dopuszczalną wartość. Policja jednak była już kilkadziesiąt metrów dalej" – kontynuuje.
Kolejno wyjaśnia, dlaczego akurat teraz pisze te słowa. Przecież minęły dwa lata, a on został już skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 30 tys. zł grzywny.
"Pierwszy powód jest taki, że już niczego nie muszę, a wszystko mogę. Mam 53 lata, złamaną karierę i bankructwo życiowe na karku. Stać mnie na to, żeby mówić i pisać prawdy niepopularne. Żeby mieć w dupie opinię kilku milionów baranów, z którymi, oprócz dowodu osobistego z nadrukiem PL, nic mnie nie łączy" – przekonuje.
"Ale druga przyczyna jest ważniejsza. Piszę, bo choć nie da się usprawiedliwić i wytłumaczyć tego co zrobiliśmy, ponosimy niezasłużone, dodatkowe kary. (...) Beata Kozidrak dostarczała nam wielu wzruszeń i emocji. Ja próbowałem dostarczać informacji, by ludzie lepiej rozumieli świat. Nie ma powodu, byśmy przepłacali za nasze błędy" – podsumował Durczok.
Czytaj także:

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut