Ośrodek narciarski w Zermatt w Szwajcarii.
Gdzie wyjechać na narty w listopadzie 2021? Gwarancję śniegu i stosunkowo łagodnych obostrzeń dają głównie ośrodki w Austrii, Włoszech i Szwajcarii. Fot. FABRICE COFFRINI/AFP/East News

Turystyka narciarska w kryzys wpadła już pod koniec zimy 2020 roku, gdy przedwcześnie zamykano ośrodki ze względu na wybuch pandemii koronawirusa. A ubiegłoroczny sezon był wręcz martwy. Teraz świat nart i snowboardu powoli wraca jednak do normalności, której wielu nie może się doczekać i planuje szusowanie już w listopadzie.

REKLAMA

Gdzie na narty w listopadzie?

Środek jesieni to jeszcze nie czas, gdy gwarancję śniegu oferują wszystkie porządne ośrodki narciarskie. Nawet w Alpach to dopiero okres przygotowań do startu prawdziwego sezonu, który zwykle przypada gdzieś w okolicach Bożego Narodzenia. Jest jednak kilka miejsc, do których na narty w listopadzie można wybrać się w ciemno.

Austria

Hintertux

Świadomość istnienia ośrodka narciarskiego na lodowcu Hintertux koi duszę każdego zapalonego narciarza lub snowboardzisty. Odpowiedź na pytanie "kiedy otworzą Hintertux" sprowadza się bowiem do informacji, że jeździć można tam od godz. 8:15… codziennie przez 365 dni w roku.
W najcieplejszych miesiącach na lodowcu Hintertux otwarte są oczywiście tylko najwyżej położone (nawet 3250 m n.p.m.) i najłatwiejsze do utrzymania trasy. Od początku jesieni oferta stale jest jednak poszerzana. Na początku października 2021 roku ośrodek Hintertuxer Gletscher / Hintertux – Zillertal informował, że otwartych jest już 9 z 21 wyciągów, a w najgrubszym miejscu pokrywa śniegowa ma blisko metr.
W sezonie narciarskim 2021/22 jednodniowy bilet narciarski na lodowcu Hintertux będzie kosztował 59,50 euro. Za karnet sześciodniowy trzeba będzie zapłacić 287 euro. To już ceny, które utrzymają się przez cały sezon.
Poza tym przez cały sezon prawdopodobnie będzie obowiązywała zasada 3G (niem. Getestet, Geimpft, Genesen), która oznacza, że wstęp do kolejek czy lokali gastronomicznych przy stokach będą miały tylko osoby z ustalonym statusem sanitarnym – posiadające negatywny wynik testu, potwierdzenie szczepienia lub bycia tzw. aktywnym ozdrowieńcem. W przypadku osób powyżej 15. roku życia podróż gondolą, kanapą lub wyciągiem krzesełkowym wymaga zastosowania maski FFP2.

Sölden

logo
Fot. Photo by Sara Kurig / Unsplash
Słynny ośrodek narciarski na lodowcu Rettenbachferner 23 i 24 października będzie gościł inaugurację Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim, ale zaczął działać już dużo wcześniej, bo w pierwszej połowie września. Na początku października działało 12 z 31 wyciągów. Spodziewane na październik silne opady śniegu w Alpach mają sprawić, że jeszcze przed wielkim sportowym świętem w Sölden uda się otworzyć pierwsze stoki na lodowcu Tiefenbachferner.
Kto chciałby wybrać się na narty w Sölden jesienią, ten najlepszy interes może zrobić pojawiając się tam przed 17 listopada. Do tego czasu za jednodniowy bilet narciarski w tym ośrodku będą życzyli sobie tylko 55,50 euro. W Sölden wprowadzono jednak system tzw. dynamicznych cen, więc można zaoszczędzić, kupując bilety z wyprzedzeniem.
Jeśli natomiast mowa o obostrzeniach związanych z wciąż szalejącą pandemią koronawirusa, to wyglądają one identycznie w całej Austrii: maski FFP2 obowiązkowe dla osób powyżej 15. roku życia i konieczność zastosowania się do zasady 3G.

Pitztal

logo
Fot. Christoph Jorda/Solent News & Photo Agency/Solent News/East News
Od wielu tygodni pojawić się z nartami lub deską snowboardową można także w Pitztal. Ze względu na kontrowersyjne inwestycje i będące ich następstwami niekorzystne decyzje administracyjne, funkcjonujący tam ośrodek trudny okres miał nawet przed pandemią koronawirusa. Sprzyjające warunki śniegowe już we wrześniu w każdym tego słowa znaczeniu spadły więc ekipie z Pitztal z nieba.
W pierwszym etapie sezonu 2021/22 w Pitztal uruchomiono tylko kilka kilometrów najwyżej położonych tras, które dostępne są tylko do godz. 13:00. Z każdym kolejnym tygodniem jesieni oferta tego ośrodka narciarskiego będzie się jednak poszerzała. Od momentu otwarcia aż do planowanego zakończenia sezonu w maju bilet jednodniowy będzie kosztował 55 euro. Za karnet sześciodniowy narciarze i snowboardziści zapłacą 258 euro.
Obostrzenia w związku z zagrożeniem COVID-19? Jak już się pewnie domyślacie, w tym miejscu będą identyczne jak w całej Austrii.

Kitzsteinhorn

logo
Fot. Jakub Noch / naTemat.pl
Nie tylko ze względu na relatywnie łatwy dojazd, ale także piękno całej okolicy miejscowości Kaprun i Zell am See ośrodek narciarski na lodowcu Kitzsteinhorn to jedna z ulubionych zimowych destynacji Polaków. Miłośnicy "białego szaleństwa" na stokach jedynego lodowca w Kraju Salzburskim pojawią się już w drugi weekend października.
Jesienne szusowanie zacznie się na trasach powyżej górnej stacji kolejki Gletscherjet 3. Później stopniowo otwierane będą kolejne wyciągi i trasy powyżej legendarnego Alpincenter. Jeśli zgodnie z aktualnymi prognozami prawdziwie zimowe warunki zapanują w alpejskich miasteczkach już na przełomie listopada i grudnia, to wówczas ruszyć powinna już większość wyciągów.
Jesienny bilet jednodniowy to na Kitzsteinhorn koszt 58 euro. Także tutaj obowiązuje jednak system dynamicznej zmiany ceny, więc ostateczny koszt zależy do tego, jak szybko i na jak długo chcemy kupić wejściówki. Zakup wielodniowego karnetu z maksymalnym wyprzedzeniem opłaca się oczywiście najbardziej.
Także tam nie mogliby ruszyć z sezonem, gdyby nie zastosowano się do obowiązku związanego z maseczkami FFP2 i zasadą 3G, o których wspominaliśmy wyżej.

Stubai

logo
Fot. Jörg Angeli / Unsplash
Spore opóźnienie zanotowano natomiast w sprawie otwarcia sezonu 2021/22 w ośrodku słynącym z największego terenu narciarskiego położonego bezpośrednio na lodowcu. Stubai miał przyjąć pierwszych narciarzy i snowboardzistów już we wrześniu, ale warunki śniegowe okazały się wówczas zbyt kiepskie.
Ostatecznie ośrodek rusza jednak od października. Na początek do dyspozycji fanów sportów zimowych oddane zostaną cztery wyciągi. Kolejne urządzenia i trasy mają zostać oddane do użytku już po pierwszych październikowych śnieżycach.
Jeden dzień szusowania po Stubaier Gletscher to koszt 53,50 euro. W warunkach sanitarnych identycznych jak we wszystkich innych austriackich ośrodkach narciarskich.

Mölltaler

Na początku jesieni kierownictwo ośrodka na Mölltaler Gletscher w Karyntii nie potrafiło jednoznacznie wskazać daty rozpoczęcia tegorocznego sezonu narciarskiego. Wszelki prace przygotowawcze zostały ukończone, ale ze startem czekają tam na pierwsze większe opady świeżego śniegu. Prognozy wskazują, iż warunki te zostaną spełnione najpóźniej w połowie października, więc w listopadzie działać powinny już co najmniej dwa z dziewięciu tamtejszych wyciągów.
Nie jest tajemnicą, że ośrodek na lodowcu Mölltaler jest jednym z najtańszych tego typu miejsc w Alpach. Do 24 grudnia 2021 roku za jednodniowy bilet narciarski zapłacimy tam jedynie 49 euro. W wysokim sezonie cena wzrośnie zaledwie o dwa euro.
Wśród narciarzy i snowboardzistów z Polski miejsce to jest ostatnimi czasy popularne ze względu na włączenie go do systemu GoPass, który znany jest ze słowackich ośrodków Jasná i Vysoké Tatry, czeskich Špindlerův Mlýn oraz Ještěd, a także polskiego Szczyrku. Posiadacze karty GoPass lub chętni do jej zdobycia mogą więc uzyskać atrakcyjne oferty nie tylko na jesienne wypady.

Włochy

Schnalstal

logo
Fot. Peter von Felbert/Travel Collection/East News
We włoskim Południowym Tyrolu fanów nart i snowboardu pierwszy zaprasza ośrodek na lodowcu Schnalstal, który od sezonu 2021/22 będzie nosił nową nazwę Alpin Arena Schnals Senales. Tam pył spod ostrych kantów leci od połowy września. Już wówczas na Schnalstal mogli pochwalić się pokrywą śnieżną o maksymalnej grubości 80 cm. Z każdym kolejnym tygodniem warunki tylko się poprawiają.
Południowy Tyrol to zawsze dłuższa wycieczka z Polski, ale potrafią to rekompensować tamtejsze ceny. Do 12 listopada za jeden dzień szusowania zapłacić trzeba 48 euro, a karnet sześciodniowy kosztuje 241 euro. Później bilety w Alpin Arena Schnals Senales... potanieją. W okresie od 13 listopada do 24 grudnia jednodniowa wejściówka będzie kosztowała tylko 39 euro (202 euro za karnat 6-dniowy), a w głównym sezonie 44 euro (231 euro za 6 dni).
Obostrzenia epidemiczne w Południowym Tyrolu są dość podobne do tych znanych z Austrii. We wszystkich obiektach trzeba będzie udowodnić, że jest się zaszczepionym, ozdrowieńcem lub okazać negatywny wynik testu (we Włoszech obowiązuje Greenpass, możliwe jest też posługiwanie się Unijnym Certyfikatem COVID). Poza tym w miejscach publicznych oraz na wyciągach maski muszą mieć założone wszystkie osoby powyżej 12. roku życia.

Sulden

logo
Fot. Jakub Noch / naTemat.pl
Oferujący zapierające dech w piersiach widoki ośrodek u stóp szczytu Ortler przez wiele lat przed pandemią nie słynął ze zbyt szybkiego startu sezonu. W "normalnych" czasach wielu ludziom nie chciało się zresztą jechać w miejsce, do którego da się dotrzeć tylko jedną krętą drogą, prowadzącą prawie na 2000 m n.p.m.
Czasy się jednak pozmieniały - narciarze są wygłodniali zabawy, a ośrodki jakiegokolwiek zarobku po całkowicie martwym sezonie 2020/21. Najwyżej położone wyciągi ruszają więc w Sulden już w drugiej połowie października. Jesienią ma zakończyć się także budowa 10-osobowej gondoli, która na trasy pod Kanzel zawiezie turystów zamiast wysłużonego dwuosobowego wyciągu krzesełkowego.
Do 17 grudnia za jednodniowy bilet narciarski na lodowcu w Sulden trzeba będzie zapłacić 41 euro. W niskim sezonie zdrożeje on o cztery euro, w sezonie wysokim jednodniowa zabawa będzie kosztowała natomiast 48 euro. Karnety sześciodniowe to wydatek rzędu od 183 euro jesienią, przez 221,50 euro w sezonie niskim, aż po 253,50 w sezonie wysokim.
Choć jadąc do miasteczka, które ukochali sobie Reinhold Messner (ma tam dom i własne muzeum) i Angela Merkel (najczęściej tam ucieka na urlop) można odnieść wrażenie, że to odludny koniec świata, panują tam te same realia pandemiczne, co wszędzie. A to oznacza, iż wypad narciarski wiąże się z koniecznością noszenia maseczek i okazania certyfikatu covidowego lub negatywnego wyniku testu.

Szwajcaria

Zermatt

logo
Fot. FABRICE COFFRINI/AFP/East News
Pewniaki na listopadowa narty oferuje także Szwajcaria. Pierwszy z nich to ośrodek lodowcowy w Zermatt. Matterhorn Glacier Paradise to jeden z niewielu terenów otwartych przez cały rok. Jeśli warunki atmosferyczne temu sprzyjają, nawet w cieplejszych miesiącach można tam szusować po blisko 20 km tras.
Na przełomie października i listopada oferta w Zermatt znacząco się poszerza. Już na początku jesieni pokrywa śnieżna miała tam od 50 do 150 cm grubości. A po pierwszych śnieżycach zratrakowane powinno zostać kolejne co najmniej kilkanaście kilometrów tras.
Narty w Szwajcarii nigdy nie są tanie. Tak zwany bilet jesienny w Matterhorn Glacier Paradise to wydatek rzędu 88 franków szwajcarskich za dzień. W kolejnych etapach sezonu zimowego 2021/22 będzie tylko drożej.
W Kraju Helwetów obostrzenia epidemiczne wprowadzane są przez władze poszczególnych kantonów. Miejscowość Zermatt jest położona w kantonie Wallis, gdzie wymagane jest noszenie maseczek ochronnych we wszystkich zamkniętych wyciągach, ogrzewalniach, schroniskach i stacjach kolei linowych. Natomiast certyfikatem covidowym lub negatywnym wynikiem testu wylegitymować trzeba się tylko, gdy chce się skorzystać z wewnętrznych części lokali gastronomicznych.

Saas-Fee

Od drugiej połowy lipca ruszył także ośrodek w Saas-Fee. Przez pierwsze miesiące na ok. 20 km udostępnionych tras pierwszeństwo mieli tam jednak profesjonaliści, którzy przygotowywali się do nowego sezonu pucharowego.
Jednak jesienią słynny szwajcarski ośrodek coraz chętniej zaprasza także tych, dla których narciarstwo czy snowboarding to jedynie hobby. Z początkiem listopada oddanych do użytku zostanie co najmniej kilka kolejnych tras i wydłużone zostaną godziny otwarcia ośrodka, który w "sezonie letnim" działał tylko do godz. 14:00.
Cena? 75 franków szwajcarskich za jeden dzień zjeżdżania tylko w Saas-Fee. Karnet sześciodniowy w tym sezonie kosztować będzie 383 franki, ale w tej cenie jest już dostęp do wszystkich ośrodków regionu (Saas-Fee, Saas-Grund, Saas-Almagell i Saas-Balen).
Saas-Fee to także kanton Wallis, zatem reguły covidowe obowiązują tam identyczne jak w Zermatt.

Engelberg

logo
Fot. Julien Flutto / Unsplash
Już w listopadzie na narty można wybrać się także do Engelbergu. Tamtejszy ośrodek na lodowcu Titlis rusza 8 października, jeśli pozwolą na to warunki atmosferyczne. W kolejnych tygodniach śniegu powinno jednak tylko przybywać, a alpejskie mrozy pozwolą na częstsze uruchamianie armatek śnieżnych. Na starcie sezonu narciarskiego dostępnych powinno być minimum kilkanaście kilometrów tras i kilka kluczowych wyciągów.
Ten ośrodek oferuje relatywnie tanie szusowanie, jak na Szwajcarię. Wszystko zależy jednak od kupna biletu z odpowiednim wyprzedzeniem oraz trafienia w okres mniejszego zatłoczenia na stokach. Przy odrobinie szczęścia i odpowiedniej "taktyce" jednodniowy bilet można nabyć tam już za 54 franki szwajcarskie.
Engelberg leży w granicach kantonu Obwalden, ale... obostrzenia covidowe są tam akurat bardzo podobne od tych, które obowiązują w Wallis.

Litwa

Druskienniki

Wszystkie wymienione lokalizacje są zbyt daleko na listopadowy wyjazd narciarski? A może nie chcecie sprzed biurka wjeżdżać od razu na lodowiec? Albo jesteście początkujący i jesienią chcecie dopiero poćwiczyć? Tutaj z ciekawą ofertą przychodzi Litwa. To nie pomyłka!
Najwyższy szczyt tego kraju Aukštasis kalnas ma ledwo 294 m n.p.m. i niezbyt szybko pokrywa się śniegiem. Jednak Litwa narciarzy i snowboardzistów zaprasza w zupełnie inne miejsce. Snow Arena w Druskiennikach to całoroczny sztuczny stok narciarski, który skryto w potężnej hali. A kiedy temperatura powietrza spada poniżej 5 stopni Celsjusza, Litwini przygotowują jeszcze dodatkową trasę zewnętrzną.
Wówczas do dyspozycji jest łącznie tylko nieco ponad kilometr tras, ale w stuprocentowo pewnych warunkach, nietypowej lokalizacji i dość tanio. Koszt całodniowej zabawy w Snow Arena Druskienniki to jedynie 21 euro.
Kwestie covidowe wyglądają natomiast tak, że wjazd na Litwę możliwy jest po wyplenieniu ankiety dla podróżnych i zdobyciu kodu QR, który należy okazać na ewentualne wezwanie litewskich służb. Jednak granicę można łatwo pokonać tylko legitymując certyfikatem covidowym.
Wjazd na Litwę możliwy jest także z negatywnym wynikiem testu koronawirusowego, ale wówczas konieczna jest jeszcze dziesięciodniowa izolacja. Na miejscu obostrzenia epidemiczne de facto przypominają te obowiązujące w Polsce.