38,8 proc. ankietowanych w naszym sondażu uznało, że służby graniczne nie powinny odsyłać dzieci migrantów na granicę. Na "tak" było 33,4 proc. badanych.
38,8 proc. ankietowanych w naszym sondażu uznało, że służby graniczne nie powinny odsyłać dzieci migrantów na granicę. Na "tak" było 33,4 proc. badanych. fot. Krzysztof Radzki/East News

– Jest kilka rzeczy, które mnie zaskoczyły. Zaskakująco duże jest poparcie dla odsyłania dzieci za granicę, chociaż jest ich mniej niż tych, którzy są przeciwko temu – komentuje wyniki sondażu SW Research dla naTemat prof.dr hab. Ireneusz Krzemiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Zapytaliśmy w badaniu, czy polskie służby powinny odsyłać na granicę dzieci migrantów i jak ankietowani oceniają działania rządu w sprawie sytuacji na granicy z Białorusią.

REKLAMA
Panie Profesorze, jak ocenia Pan wyniki naszego sondażu?
Jest kilka rzeczy, które mnie zaskoczyły. Bardzo zaskoczył mnie wysoki odsetek odpowiedzi "nie mam zdania", który czasami osiąga nawet 25-30 procent i nigdzie nie spada poniżej 20 procent. To bardzo wysoki odsetek. To może się wiązać z doborem próby, ale może też świadczyć o czymś innym.
O tym, że zaskakująco duża część badanych w ogóle nie ma pojęcia, co dzieje się na granicy – albo w ogóle ich to nie obchodzi, albo nie słyszeli o tym i nie wiedzą, jak to ocenić. Te odsetki niewiele różnią się w mieście wielkim i w mieście małym. Tym bardziej jest to zaskakujące.
Może faktycznie tylko nam się wydaje, że cała Polska tym żyje, a ludzi to nie bardzo interesuje?
Albo też – jak podejrzewam – może być tak, że te wiadomości w ogóle do nich nie docierają. Nie mają dostępu do informacji tak bulwersujących, jak dzieci z Michałowa odesłane na granicę.
I to byłoby czymś, co powinno nas zastanowić. Bo nawet jeśli ci ludzie oglądają tylko jedną telewizję, to zawsze są portale internetowe, jest dostęp do innych źródeł informacji. Ta grupa może też tylko słuchać na przykład radiowej Jedynki, czy oglądać TVP, albo tylko częściowo je oglądać. A tam te wiadomości, jak widać, mogą być bardzo ograniczone.
W każdym razie można postawić tezę, że do pewnej części Polaków nie dociera coś, co jednak jest bardzo bulwersujące – bo odsyłanie dzieci do lasu to nie jest informacja, która mało kogo by zainteresowała.
Jest jednak trzecia możliwość, jeszcze bardziej bulwersująca. Jeśli sondaż był realizowany w Internecie, trudno założyć, że odpowiadający nie używają go do zdobywania informacji. Jeśli tak, to wobec tego znaczna część ankietowanych znalazła dostatecznie silne komunikaty, aby zająć stanowisko wrogie wobec migrantów, a akceptujące polskie działania.
To aż trzy możliwe hipotezy i nie możemy rozstrzygnąć, która prawdziwa.
Co jeszcze Pana zaskoczyło?
To, że różnica między tymi, którzy uważają, że dzieci nie powinny być odesłane na granicę, a tymi, którzy uważają, że tak się powinno stać, jest naprawdę zaskakująco niewielka. To tylko 6 proc. różnicy.
logo
Odpowiedź na "tak", czyli, że pogranicznicy działają właściwie, jest niepokojąco wysoka. Teraz sprawdźmy, kto tak mówi. Okazuje się, że grupa, która ze zdecydowaną przewagą popiera działania rządu, to osoby w wieku 25-34 lat. Ciekawe jest również to, że w najstarszej grupie powyżej 50 lat, aż 43 proc. powiedziało, że nie powinno wysyłać się dzieci na granicę.
To jest trochę niezgodne z ogólnym rozkładem wieku poparcia dla działań rządu w ogóle. Ci najstarsi w przewadze popierają rząd PiS. A tu mamy dokładanie odwrotnie.
Może los dzieci bardzo ich poruszył, może mają wnuki?
Tak, ale najstarsi w tym badaniu najczęściej mają też negatywną ocenę działania rządu w sprawie kryzysu na granicy z Białorusią. Być może następuje jakaś zmiana postaw w zależności od tego, czego dotyczą? Jest to dla mnie trochę zaskakujące.
Zaskoczyło mnie też, że nie mieszkańcy największych miast, ale ci z miast z liczbą mieszkańców 200-499 tysięcy najczęściej uważali, że nie należy odsyłać dzieci na granicę. W tych powyżej 500 tys. też jest przewaga głosów za dosyłaniem, ale nie taka duża.
logo
Robert Wiśniewski/naTemat.pl
Zaskoczeniem było też wykształcenie. Ci, którzy mają wykształcenie podstawowe/gimnazjalne najczęściej mówią, że nie należy dzieci odsyłać i jest tak częściej niż wśród osób z wyższym wykształceniem.
Dlaczego według Pana akurat oni?
To często ludzie ze wsi, którzy mogą identyfikować się z biednymi, którzy sami wyjeżdżają za granicę za pracą. I mogą rozumieć tych, którzy znaleźli się w takiej dramatycznej sytuacji. To bardzo ciekawe, że to oni byli najbardziej współczujący.
logo
Robert Wiśniewski/naTemat.pl
Jak odbiera Pan wyniki dotyczące działań rządu?
W przeciwieństwie do tego, czy odsyłać dzieci na granicę, ocena działań rządu w związku z sytuacją na granicy z Białorusią jest zdecydowanie negatywna. Nie ma takiej grupy, która by w większości nie oceniła działań rządu negatywnie.
Ale tu znów mamy grupę osób w wieku 25-34 lata, która najmniej negatywnie ocenia rząd. Oni są dosyć konsekwentni.
logo
Robert Wiśniewski/naTemat.pl
logo
Robert Wiśniewski/naTemat.pl
Czy jest coś, co Pana nie zdziwiło?
Kategoria, która podobnie zachowuje się w różnych badaniach, czyli grupa z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Oni należą do tych, którzy najmniej negatywnie oceniają rząd. Najczęściej twierdzą, że dzieci można na granicę odstawiać.
Ta grupa bardzo często jest resentymentowa, skłonna do karania, niezadowolona, bardziej roszczeniowa, jest niechętna wobec innych i popiera rząd PiS.
A kwestia płci? Sondaż pokazał wyraźne różnice.
To bardzo ciekawe. Przy ocenie dzieci jest zaskakująco wysoka różnica między odpowiedziami kobiet i mężczyzn. Kobiety znacznie częściej mówią, że nie powinno się dzieci wysyłać na granicę i protestują przeciwko temu, co zrobiła straż graniczna. Mężczyźni, powiedziałbym, bardziej są tu machismo.
Punkt widzenia kobiety gra tutaj ogromną rolę. Kobiety także bardziej negatywnie niż mężczyźni oceniają rząd. Jest tu pewna konsekwencja.
logo
Robert Wiśniewski/naTemat.pl
logo
Robert Wiśniewski/naTemat.pl
Podsumowując, co to wszystko pokazuje o nas, o polskim społeczeństwie? Jaki ogólny wniosek możemy wyciągnąć?
Ogólny wniosek jest taki, że ocena działań rządu jest negatywna. Że zaskakująco duże jest poparcie dla odsyłania dzieci za granicę, chociaż takich osób jest mniej niż tych, którzy są przeciwko temu. Najbardziej zaskakująca jest liczebność grupy "Nie mam zdania", co możemy interpretować trojako: albo ludzi to nie obchodzi, albo w ogóle nie mają dostępu do informacji, co w obu przypadkach jest niepokojące, albo ulegają manipulacji informacyjnej.
Fakt, że tak wiele osób popiera odsyłanie dzieci na granicę, może być spowodowany manipulacyjnymi wiadomościami w Internecie – takimi, które wyolbrzymiają zagrożenie, które np. opisują matki z dziećmi jako podstawione ofiary, pozwalające na dotarcie do Polski spiskowców i terrorystów, itp. Musimy pamiętać, jak bardzo ludzie podatni są na niezgodne z rzeczywistością informacje.