
Na godzinę przed startem niedzielnego strajku byłem w centrum Warszawy, ale na protest nie poszedłem. Nie dlatego, że nie chciałem, bo byłem na wszystkich dotychczasowych, ale dlatego, że straciłem do tego serce. Zmęczyła mnie ta przewidywalna grupowa terapia Polaków, która koniec końców nic nie wnosi. PiS nadal robi swoje, a oferta opozycji... no cóż. "PiS jest zły, brońmy Konstytucji" przestaje wystarczać jako alternatywa.
REKLAMA
I nie zrozumcie mnie źle — cały czas wierzę w konieczność walki o wolność jednostki, niezależność i niezawisłość sądów, w konieczność obrony praw człowieka, praw kobiet i w to, że miejsce Polski jest w Unii Europejskiej — koniec kropka. To się nie zmieniło. Tak samo, jak to, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, kto odpowiada za naruszanie tych wartości i łamanie podstawowych praw w Polsce.
Być może znacie to uczucie, kiedy ktoś uderza was w splot słoneczny. Z jednej strony mdli was, a z drugiej tracicie oddech. Tak czułem się za każdym razem, kiedy PiS przesuwał granicę przyzwoitości, praworządności i bezpieczeństwa jednostki w Polsce. I za każdym razem padało wezwanie do wyjścia na ulice.
Więc wychodziłem – za każdym razem coraz bardziej wkurzony, coraz bardziej w szoku i coraz bardziej wypełniony nadzieją, że być może tym razem będzie lepiej, coś się zmieni. Ale z czasem mój zapał zaczął słabnąć i już śpieszę z wyjaśnieniem dlaczego.
Czytaj także: Kolejne deklaracje
Co tak naprawdę zobaczyliśmy na proteście w niedzielę? Kolejne mocne i złowrogie deklaracje pod adresem partii rządzącej. Znowu politycy opozycji wyszli i stwierdzili, że PiS jest zły, że chce doprowadzić do polexitu i nie liczy się z dobrem i przyszłością Polaków.Tak, my to wiemy! Ci, którzy nie są pod wpływem propagandy "dobrej zmiany" i nie sugerują się jedynie materiałami mediów rządowych, zdają sobie z tego sprawę. My te deklaracje, że "to już koniec", że "nie dopuścimy", "nie damy" słyszymy już od 5 lat. Jedyne co się zmienia, to osoby, które artykułują te zapewnienia i przewijają się przez scenę.
Ale czas na takie deklaracje minął jakieś 5-6 lat temu, kiedy po raz pierwszy PiS położył rękę na sądownictwie. Kiedy zobaczyliśmy, że nie ma ani żadnej władzy, ani przepisu prawa, ani żadnej świętości, która zatrzymałaby partię Jarosława Kaczyńskiego i jego koalicjantów. Mimo to na niemal każdym proteście przez kolejne lata mieliśmy do czynienia z podobnymi mikrolitaniami polityków, aktywistów i wszystkich, którzy chcieli i mieli coś do powiedzenia.
I ja to rozumiem, deklaracje, świadectwa są potrzebne, ale sęk w tym, że nic z nich nie wynika. Nic się po nich nie dzieje. Nie widać realnych efektów tych zapewnień i apelów. PiS nadal rządzi, nadal kombinuje, nadal "produkuje" afery, które już powoli przestają nas dziwić i szokować. Nie potrzeba nam kolejnych terapii grupowych, poklepywania się po ramieniu i słuchania płomiennych przemówień.
Potrzeba nam czynów, a te jak już się zadzieją, to są odmienne do oczekiwań. No bo co ostajemy w zamian?
Przykład sprzed tygodnia – obraz prominentnych polityków opozycji, którzy imprezują z prominentnymi politykami PiS. Jak to tłumaczą? PO – chowa głowę w piasek, a "winnych" ratuje teściowa przewodniczącego, PSL twierdzi, że rozmawia ze wszystkimi i w czym problem, a Lewica udaje, że jej tam nie było.
To o tym między innymi mówiła w niedzielę Maja Ostaszewska, że potrzeba, żeby opozycja była tam, gdzie jest potrzebna. I żaden z jej polityków nie może tłumaczyć się, że się pomylił, bo pomyłki opozycji oznaczają często utratę przez kogoś zdrowia, a czasami nawet życia.
A pomysłu na opozycję jak nie było, tak nie ma. Strategia odsunięcia PiS od władzy nie wystarczy. Potrzebna jest nowa wizja Polski, której do tej pory nie poznaliśmy, chociaż od powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki minęło już kilka miesięcy.
Przede wszystkim...
Potrzebne nam realne zjednoczenie opozycji
I to na CITO. Co z tego, że w niedzielę na scenie pojawili się przedstawiciele większości partii opozycyjnych, skoro już jutro lub za parę dni wrócimy do klasycznego kopania się po kostkach między PO, Lewicą, PSL czy Polską 2050?Nie szukamy dialogu, nie chcemy znaleźć wspólnego języka, nie mamy zrozumienia i akceptacji dla odmiennych poglądów. Za to zajmujemy się małostkowym podszczypywaniem się, żeby ugrać punkt procentowy lub dwa kosztem innej partii opozycyjnej. A sondaże są bezlitosne – tylko zjednoczona opozycja ma szansę wygrać z PiS. Poza tym...
Władza ma w nosie głos suwerena
Setki afer, dziesiątki protestów i nic. Ludzie mają tego dość. Czuć wśród nich to zmęczenie materiału i beznadzieję. Bo PiS ma w nosie głos suwerena. Dba o swoje 30-35 proc. które może dać mu trzecią kadencję i tyle. Reszta musi na to przystać.A najlepszym podsumowaniem niedzielnego protestu jest przekaz, który poszedł w mediach rządowych. Obronę Konstytucji i manifestację poparcia dla pozostania w UE przedstawiono jako walkę z Konstytucją i stawianie "niemieckiego interesu ponad polski". Proste odwrócenie faktów, które przyniesie zysk partii rządzącej.
Jestem tym wszystkim zmęczony i wiem, że nie jestem jedyny. Dlatego nie chodzę na protesty, ale chciałbym na nie wrócić. Potrzebuję jednak czegoś więcej niż tylko same deklaracje.
Czytaj także: