Elżbieta Łukacijewska, europosłanka PO, jest w Platformie Obywatelskiej, od 2001 roku.
Elżbieta Łukacijewska, europosłanka PO, jest w Platformie Obywatelskiej, od 2001 roku. fot. Grzegorz Bukala/REPORTER/East News

W 2009 roku w wyborach do PE pokonała na Podkarpaciu Mariana Krzaklewskiego, a w 2019 roku wygrała z PiS, startując z 10. miejsca listy KE. Analitycy jednego z politycznych portali uznali, że mogłaby być najsensowniejszym kandydatem na premiera opozycji. Dlaczego? – Przypuszczam, że wielu ze zdumienia przecierało oczy i pewnie sympatii mi to nie przyniosło – mówi nam europosłanka PO Elżbieta Łukacijewska.

REKLAMA
Analiza portalu stanpolityki.pl ukazała się kilka dni temu. Dziś przypomniano ją przy okazji zjednoczenia węgierskiej opozycji, która wybrała swojego kandydata na premiera.
Jeżeli Donald Tusk realnie szukałby swojej kandydatki na premiera, to nie może przejść obok Elżbiety Łukacijewskiej obojętnie" – tak stwierdził portal stanpolityki.pl. I wyraźnie postawił na panią.
Przypuszczam, że wielu ze zdumienia przecierało oczy i pewnie sympatii mi to nie przyniosło.
Odczuła to pani?
Na szczęście osobiście nie. Ludzie chyba wiedzą, że ja nie chodzę z głową w chmurach, umiem trzeźwo oceniać sytuację i umiem wygrywać.
Natomiast byłam zaskoczona, że zrobiono taką analizę i ktoś wysnuł narrację czy sugestię związaną z moją osobą. Nie mam wątpliwości, że w PO jest wiele wspaniałych kolegów i koleżanek, którzy spełniają takie kryteria i ja trzymam kciuki za najlepszych.
W poszukiwaniu kandydata autorzy zaczęli od ciekawego punktu, twierdząc, że trzeba zacząć szukać od terytorium wroga i przypominając, jak PiS postawił na Andrzeja Dudę. Zacytujmy dwa fragmenty:
"Tak jak Jarosław Kaczyński szukał w dużych miastach wśród cech, które byłyby zaakceptowane przez wielkomiejski elektorat, tak Donald Tusk musi szukać w tych miejscach, gdzie dominuje elektorat wiejski, najlepiej na wschodzie Polski tak, aby kierunek “ludowy” PO był zjadliwy i wiarygodny dla nowego elektoratu”.
"Donald Tusk musi dokonać dokładnie takiego samego wybiegu, tylko w drugą stronę, aby pozyskać część wyborców w mniejszych miejscowościach i na wsi, by móc konkurować z Jarosławem Kaczyńskim".
Autorzy obstawili 10 okręgów na 41, które ich zdaniem spełniają te warunki, a potem drogą eliminacji doszli do Pani. Jak w ogóle ocenia Pani te wnioski?
Zawsze jest miło, gdy praca polityka w terenie jest dostrzeżona i spotyka się z uznaniem niezależnych analityków. Z pewnością jest to także satysfakcja dla moich wyborców.
Jednak, abstrahując od mojej osoby, absolutnie zgadzam się z tymi wnioskami. Bez wyczucia emocji i przyciągnięcia środowisk z mniejszych miast i wsi, trudno partii wygrywać wybory. Często o tym mówię moim kolegom, jak jest to ważne, bo przecież większość wyborców mieszka właśnie w takich środowiskach.
I mam nadzieję, że taka analiza – podkreślam, odsuwając na bok moją osobę – przekona wielu, że bez ludzi, którzy umieją zdobywać wyborców w tych mniejszych środowiskach, zwycięstwo może być bardzo trudne, choć oczywiście nie niemożliwe.
Myślę, że można tutaj dać przykład Unii Wolności. Pamiętam, gdy tworzyliśmy PO, spotkałam się z kilkoma przedstawicielami tej partii. Rozmawiając, czułam brak zrozumienia problemów i potrzeb zwykłych ludzi, i pomyślałam sobie: partia bez szans, chociaż pełna mądrych, wykształconych ludzi.
Ale faktycznie nie raz pokazała Pani, jak wygrać w takim środowisku na Podkarpaciu. Ostatnio startowała Pani z 10 miejsca i pokonała PiS. Rozmawiałyśmy wtedy. "Ja dzięki terenowi weszłam do PE. Bez tego byłoby to niemożliwe”, "Nie przejmowałam się, gdy na spotkaniu było 12 osób i ktoś mnie wyśmiał, że mało ludzi przychodzi" – mówiła Pani.
Taki chrzest, jaki miałam, pewnie niejednemu by się przydał. Sprawdziłby skuteczność i faktycznie poparcie wyborców w przypadku startu z dalszego miejsca. Myślę, że byłby to ciekawy eksperyment i niejednego zmusiłby do ciężkiej pracy.
To przypomnę jeszcze jedno. "Ktoś z PO musi mieć jaja, może to być baba z Cisnej" – tak powiedziała Pani wtedy o sobie. A zatem jak wygrać w takich miejscowościach, i to z PiS?
W polityce są bardzo ważne prawdomówność, kompetencje, odwaga, uczciwość i szacunek do wyborców. Liczenie na tani i szybki poklask w dłuższej perspektywie się nie opłaca. Polityk musi umieć podejmować trudne decyzje i uczciwie odpowiadać na trudne pytania. Ja wiem, że brzmi to, jak truizm i wygląda banalnie, ale tak powinno być.
Żyję w środowisku, które w zdecydowanej części ma prawicowo-konserwatywne poglądy i muszę mieć odwagę rozmawiać o tematach mniej wygodnych jak np. aborcja, mniejszości seksualne, problem migracji czy edukacja seksualna.
Właśnie przez szacunek dla mieszkańców trzeba te tematy poruszać. I jestem przekonana, że oni to doceniają. A wielu polityków boi się, że przez takie dyskusje mogą stracić wyborców. Ja takich obaw nie mam. Polityk musi mieć odwagę. A także empatię.
Czytaj także:
W analizie napisano: "Gdyby przyjrzeć się bliżej Elżbiecie Łukacijewskiej to nie bardzo pasuje ona dziś do PO, mimo że jest jej członkiem od powstania, być może właśnie kogoś takiego potrzebuje Donald Tusk, by zmienić wizerunek PO". Co mogli mieć na myśli?
Nie wiem, trzeba by zapytać autorów. Gdybym nie pasowała do PO, to zmieniłabym partię, a jestem w niej przez 20 lat, od samego początku. W żadnej wcześniej nie byłam. Może trochę nie mieszczę się w jakichś ramach, które określają, kto w danej partii powinien być, ale jestem pewna, że nieszablonowo myślący i działający ludzie zawsze są wartością dodaną dla partii.
Wychowałam się na wsi i jestem mieszkanką środowiska wiejskiego, które w dużej mierze mnie popiera. A z drugiej strony mam liberalne poglądy, jeśli chodzi o gospodarkę, czy prawa kobiet, które zawsze mocno wspieram. W moich biurach zatrudniam głównie kobiety. Z pewnością jest to niestandardowe.
Podczas niedawnych, wygranych wyborów prezydenckich w Rzeszowie, mój zespół mocno był zaangażowany i mieliśmy duży udział w tym zwycięstwie. Oczywiście sukces ma wielu ojców, zawsze gorzej z pracą. Chcę przez to pokazać, że i w mieście, i na wsi z jednakowo dobrym skutkiem umiem pracować, co z pewnością normą nie jest.

Pamiętam, że po ostatnich wyborach do PE odczuwała Pani satysfakcję, ale też trochę żal, że robiono wiele, aby Pani mandatu nie zdobyła.
Było minęło. Satysfakcja z wygrania z 10. miejsca rekompensowała zachowania niektórych moich kolegów, które nie powinny mieć miejsca. Mam nadzieję, że ktoś wyciągnął z tego wnioski.
Coś się zmieniło od tamtego czasu? Wtedy szefem PO był Grzegorz Schetyna, potem Borys Budka.
Zmienił się szef PO, z czego ja się bardzo cieszę. Zmieniła się od razu nasza komunikacja i przekaz. Jasny, zdecydowany, oczekiwany. Donald Tusk to nie tylko europejski poziom, ale przede wszystkim normalny człowiek, który nie potrzebuje całego "Bizancjum" dookoła.
Czy można zobaczyć Kaczyńskiego w sklepie, na hulajnodze, dyskutującego z młodzieżą bez ustalonych pytań? Bez ochroniarzy w tłumie ludzi? Niemożliwe. Donald nie ma z tym problemu. To jego wielki atut. Niemniej potrzebne są także zmiany w niektórych regionach. Postawienie na tych, którym się chce, wiedzą jak, umieją współpracować i będą przekonywać wyborców do naszych propozycji.
Teraz mamy wybory wewnętrzne wiec zobaczymy, co się zmieni. Wiem, że Donald zna doskonale ludzi PO, zna nasze słabe i mocne strony i będzie wiedział, co zrobić, na kogo postawić.
W analizie napisano wprost, że w interesie Tuska jest wysłanie kandydatki na premiera jak najszybciej w Polskę, tak jak Jarosław Kaczyński wysłał jako pierwszego z całej stawki Andrzeja Dudę. Jak bardzo może to być ważne?
Ważne jest, aby postawić na człowieka bez obciążeń (afer, kontrowersyjnych zachowań), z którego pracą i postawą może utożsamiać się wielu ludzi. Tylko taki człowiek może spełnić pokładane w nim przez partię nadzieje i osiągnąć sukces wyborczy.
Pomijając Pani nazwisko, może po prostu ta analiza zwyczajnie pokazuje, że trzeba nowych twarzy, by zmienić wizerunek PO?
Zgoda. Jak wcześniej zaznaczyłam, przedstawiłam pewien schemat i nie mnie oceniać czy się w niego wpisuję. Czy Donald Tusk stawia bardziej na kobiety? Pytam, bo kiedyś mówiła pani: pod adresem PO: "Nie bójcie się i stawiajcie na kobiety".
I podtrzymuję to. Przy realizacji zadań politycznych podział na kobiety i mężczyzn nie ma znaczenia. Niemniej kobiety, jako osoby – moim zdaniem – bardziej empatyczne, potrafią wczuć się w problemy lokalnych środowisk i właściwie na nie zareagować.
Załóżmy, że więcej kobiet jest u władzy, jak wtedy wyglądałby obecny kryzys na granicy?
Przy takim problemie z jednej stronie bezsprzeczna jest potrzeba ochrony granicy, która jest także granicą UE i stosowanie przepisów prawnych, których nikt nie podważa. Z drugiej strony to nie powinno wykluczać humanitarnego podejścia do osób koczujących na pasie granicznym.
Dostarczenie żywności, ciepłych ubrań, środków higieny, czy udzielenie pomocy lekarskiej to norma we współczesnym cywilizowanym świecie. Jedno nie powinno wykluczać drugiego. Szczególnie my, jako naród, który wielokrotnie otrzymywał pomoc z zagranicy, powinniśmy umieć się podobnie zachowywać.
A kryzys z UE?
Jest to dla mnie niezrozumiałe. Nie można działań rządu PiS oceniać inaczej jak próbę wyprowadzenia nas z Unii Europejskiej. Wstępując do UE zgodziliśmy się przede wszystkim na wspólnotę prawa obejmującą m.in. niezawisłość sądów. Podważając i odrzucając te wartości, rząd PiS nie tylko marginalizuje nas w Europie, ale naraża na utratę funduszy europejskich powiązanych z praworządnością.
Załóżmy, że dojdzie do zmiany władzy. Czy szybko udałoby się nam to wszystko odwrócić?
Nie mam wątpliwości. Choć nie zdarzy się to pewnie z dnia na dzień. UE jest dużo bardziej otwarta na kompromisy i propozycje niż skora do kłótni. Wiem, że wszyscy czekają na powrót Polski jako pewnego partnera gotowego do dialogu, szukającego sojuszników, a nie wrogów. Respektującego fundamenty Wspólnoty.
Musimy mieć jednak świadomość, że nikt za nas tego nie zrobi, żadne państwo UE. To my, obywatele, mamy potężną broń – kartę wyborczą. I wiem, że potrafimy tego dokonać.
Wierzę, że jesteśmy w stanie tego dokonać i nowy rząd będzie umiał przywrócić Polskę do należnej nam pozycji w UE